Potęga pikseli

Ostatnio dominuje w Internecie jeden temat: GTA V. Co prawda największa burza już przeszła i teraz słyszymy już tylko oddalające się gromy, ale wciąż można trafić na kolejne filmy, opisy czy artykuły dotyczące gry stworzonej przez Rockstar. Rozumiem to. Sam nie doświadczę otwartego świata Piątki, ale – z sentymentu – postanowiłem, że odświeżę sobie pozostałe części. Zacząłem grać i nagle przypomniałem sobie, że kiedyś świat cyfrowej rozgrywki wyglądał dla mnie inaczej.

Swoją przygodę rozpocząłem z Commodore 64. Ten sprzęt służył mi przez długie lata, a został mi po nim komplet śrubokrętów. Kto miał, ten wie do czego był mi potrzebny. Kilka tygodni temu, zainspirowany przez swoją Małżonkę, znalazłem emulator tej wspaniałej maszyny. Google chętnie pomógł mi w odnalezieniu kilku gier. Wśród nich byli Piraci. Efekt jest taki, że Żona, w każdy weekend, spędza kilka godzin jako korsarz. Ma wydrukowaną mapę i planuje swoje kolejne podboje. Współczesne gry nie wzbudzają w niej zbyt dużego zainteresowania. Wręcz jest ich przeciwniczką. Cały czas zastanawiam się dlaczego tak jest?

Osiem bitów wystarcza

Fani Gry o Tron, poza książkami i serialem, mają także do dyspozycji kilka gier. Jedna z nich przybrała postać ośmiobitowej platformówki. Została ona stworzona przez Abela Alvesta. Nie wiem czy ten człowiek zdawał sobie sprawę z tego, że jego projekt osiągnie dużą popularność. Dwuwymiarowa grafika nie jest dzisiaj modna. Dominuje „fotorealistyczne 3D”, które czasem mnie męczy.

Jednak kilkanaście lat temu, będąc dzieckiem siedzącym przed telewizorem i próbującym ustawić głowicę, grałem wyłącznie w podobne, dwuwymiarowe, gry. Nie przeszkadzały mi wszechobecne piksele. Przez moją głowę nawet nie przechodziła myśl, że można poruszać się w trójwymiarowej przestrzeni. Dwa wymiary w zupełności mi wystarczały. A czas ładowania poszczególnych gier wymagał niezwykłej cierpliwości.

Ośmiobitowa wersja Gry o Tron jest skierowana do osób pamiętających, że tak kiedyś wyglądały gry. Dla nas nie jest to „dziwna grafika” (określenie autentyczne), ale całkowicie normalna rzecz. Obraz zapamiętany z młodości i przywołujący setki wspomnień. Wielu graczy zaczynało swoją przygodę od takich gier. Innych po prostu nie było. Tak jak dzisiaj, w głównym nurcie, dominują gry oparte na trójwymiarowej grafice. Ale, na szczęście, są jeszcze twórcy niezależni, którzy stawiają na piksele lub rysunki.

Opowieść czy obraz?

Wystarczy powiedzieć jedno zdanie, aby wywołać gorącą dyskusję: współczesne gry są tworzone dla konsolowych graczy, którym nie chce się myśleć. Potem dodaje się: dominuje w nich piękna grafika, ale brakuje jakiejkolwiek historii, są nudne, wtórne i opierają się wyłącznie na bezmyślnym klikaniu. I jeszcze, wisienka na torcie: współczesny odbiorca gier komputerowych biernie konsumuje piękną grafikę i nie skupia swojej uwagi na fabule. I cóż zrobić z tak rozbudowaną argumentacją?

Można zacząć od tego, że podstawowym celem gier komputerowych jest dostarczenie odbiorcom rozrywki. Niezależnie od ich poziomu, mają one wzbudzać w nas emocje, pozwalać na ucieczkę w inny świat i wypełniać nam wolny czas. Te funkcje realizowane są w różnym stopniu. Jednak dzięki niezwykłej różnorodności każdy znajdzie coś dla siebie. Jeżeli ktoś poszukuje bardziej wymagających tytułów, to na pewno do nich dotrze. Za przykład można podać Dark Souls, grę niezwykle trudną i wymagającą od odbiorcy ciągłego tworzenia nowych strategii, bo najgorszym rozwiązaniem jest bezmyślne uderzanie mieczem w przeciwnika. Są też produkcje, które określa się mianem interaktywnych filmów (np. Heavy Rain lub Beyond: Two Souls).

Krótko mówiąc sytuacja gier jest podobna do sytuacji innych tekstów istniejących we współczesnej kulturze popularnej i masowej. Z uwagi na to, że muszą dotrzeć do dużej grupy odbiorców, prezentują one różny poziom skomplikowania. Rzecz całkowicie normalna i potrzebna. I wydaje mi się, że wielu starszych graczy mitologizuje niektóre produkcje.

Potęga PIKSELI!

Od razu pragnę zauważyć, że sam tak czynię. Na przykład dla mnie Planscape: Torment oraz seria Baldur’s Gate to tytuły święte. I tutaj ktoś mógłby powiedzieć, że ich wyjątkowość polegała na niezwykle rozbudowanej fabule, a nie na grafice. A przecież, na tamte czasy, wygląd tych gier zachwycał. A kolejne pokolenia również mają swoje wspaniałe produkcje.

Gdy zastanawiałem się na tym artykułem, to do głowy przyszły dwa tytuły: Wiedźmin i Mass Effect. Obie serie zrealizowane są w środowisku 3D, obie opowiadają wyjątkowe historię i obie na pewno znajdą swoje miejsce w historii gier komputerowych. Za kilka lat, dla wielu graczy, będą to tytuły tak samo święte, jak moje Baldur’s Gate. Dlatego trzeba pogodzić się z upływającym czasem, zrozumieć, że każde pokolenie ma swoje wyjątkowe dzieła i po prostu zacząć cieszyć się grą w nowe tytuły.

Mamy je po to, aby świetnie się przy nich bawić, a nie ciągle narzekać na niski poziom kolejnych produkcji. Przypomina mi to pewne określenie, które towarzyszy ludzkiej twórczości od wieków. Mam na myśli legendarne „wszystko już było”. A jednak wciąż piszemy, malujemy, rzeźbimy, na wszystkie sposoby dajemy upust swojej kreatywności. Z grami jest podobnie. Niby poziom coraz niższy, a jednak spędzamy sporo czasu w alternatywnych rzeczywistościach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s