Zbaw mnie, Moje Miasto

Dzień zaczyna się od pierwszego spojrzenia w okno. Światło zwęża źrenice. Kolory jesieni zlewają się w pomarańczowo-czerwoną plamę. Niebo jest słoneczne i wyjątkowo oślepiającym blaskiem przepala cały świat. Potem, gdy już oczy przyzwyczają się do słońca, budzi się przymus obowiązków. Jest to jedyna rzecz, na którą Miasto nie ma wpływu.

Stawiasz pierwszy krok poza domem i już czujesz narastającą w Tobie modlitwę. Słowa same cisną Ci się na usta. Najpierw poruszasz bezgłośnie wargami, aż w końcu rozlega się Twój szept..

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od zakorkowanych ulic po których wraz ze smrodem spalin powinny snuć się samochody ale ze względu na ich wyjątkowe natężenie powstał wielki zator w arterii Miasta a znikąd nie widać ratunku chirurg nie potrafi swoimi precyzyjnymi instrumentami udrożnić żył Miasta a temu grozi zawał i nagłe zejście dlatego modlisz się dalej…

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od tłoku w autobusach tego ścisku ludzkich ciał uczucia oddechu rzucanego na szyję setek spojrzeń w których budzi się pragnienie zrzucenia ze swoich pleców przymusowego sąsiada a Ty nie masz się czego trzymać każdy centymetr kwadratowy rurki jest oblegany przez setki dłoni nie robisz nic innego tylko mówisz pod nosem…

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od spojrzeń na ulicach bo niby wszyscy dokądś biegną ale w odgłosach kroków widać dumę z pracy w korporacji albo radość z przebywania w ołpen spejsie bo przecież przestrzeń to takie zużyte słowo a Ty tak bardzo boisz się myśli zamkniętych w specjalny wykres, że możesz tylko wyszeptać…

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od natrętów sępiących papierosa  tych którym brakuje 2,50 do porannego wina i tego grajka który rozdaje wszystkim paragony za jałmużnę w portfelu nie nosisz tej odznaki dobroci za to jest on pełen świadectw przebywania w nowej galerii a miało Cię tam nie być poniósł się dzień w którym zapomniałeś o ciągle szeptanym

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od spóźniających się pociągów bo nie ma nic bardziej denerwującego od stania z przypadkowymi ludźmi na dworcu i wysłuchiwania ich narzekania na całe PKP kończące się Koleje Śląskie nudne są te teorie spiskowe w których zawsze najgorszy jest prezes a ten co jedzie na gapę umiejętnie wykorzystuje sytuację stoisz czekasz patrzysz na o dziwo całą tablicę i mówisz…

… zbaw mnie, Moje Miasto…

… od tej młodzieży która tylko w środkach komunikacji miejskiej i na ulicy ma dużo do powiedzenia wtedy czują się wolni ich język przypomina brudny rynsztok z którego wyłażą głupie szczury i kąsają wszystkich wokół masz ochotę wtedy krzyczeć…

… ZBAW MNIE, MOJE MIASTO…

Ale nic się nie dzieje. Każda rewolucja, podobno, zaczyna się od zrzucania gołębi z parapetów. A te paskudne ptaki dalej na nich siedzą i polują na porzuconą na ulicy zeschniętą skórkę.

Zrozum.

Miasto jest Milczącym Bogiem, który nie dba o swoich Wyznawców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s