Cisi słuchacze

IX Sosnowieckie Dni LiteraturyPoszedłem na warsztaty literackie wiedziony przez, wbudowaną w moje ego, ciekawość. To, czego tam doświadczyłem można opisać następującymi słowami: zgroza, nudna, dziwna atmosfera, konflikt. Jednak była to bardzo rozwijająca godzina. Zrozumiałem jakiej kultury literackiej nie chcę i w jakich jej odmian będę unikał.

Dzisiaj o godzinie 18.00, w ramach IX Sosnowieckich Dni Literatury, spotkanie prowadził Sławomir Matusz. Poeta znany w lokalnym środowisku, postać budząca skrajne emocje (delikatnie mówiąc). Gdy przejrzałem jego dorobek oraz dowiedziałem się, że był jurorem w kilku konkursach przestało mnie dziwić, że właśnie on będzie pierwszym przewodnikiem po literackiej puszczy. Każdy ma swoją – myślałem – receptę na literaturę, pretenduję do miana krytyka literackiego (czasem, w przypływie arogancji, mówię o sobie: krytyk kultury), więc powinienem dowiedzieć się, co o pisaniu myśli Sławomir Matusz. Poszedłem. I uczucia mam ambiwalentne. Bo z jednej strony jestem rozczarowany, ale z drugiej cieszę się, że mogę teraz dołożyć kolejną cegiełkę do projektowanego przeze mnie, własnego, modelu literackiego.

Rozczarowanie jest związane z wystąpieniem poety, właściwie powinienem powiedzieć z esejem, które zostały przeczytane z kartki. Nagle poczułem się jak na jakiejś konferencji naukowej. Niestety, w odczytanym tekście nie znalazłem nic ciekawego, nic co otworzyłoby mi oczy na metody tworzenia i różnice z nich wynikające. Natomiast zauważyłem, że autor mam pewien problem z kulturą literacką. Jego tekst był agresywny, mam wrażenie, że był skierowany przeciwko komuś i nastawiony na konflikt, na uderzenie, na zmiażdżenie przeciwnika. Myślę, że o wiele bardziej ciekawe byłoby zaprezentowanie przez twórcę swojego manifestu i późniejsza dyskusja na temat tego, jak widzi on literaturę. Nic takiego nie nastąpiło. Odczytanie mające siedem stron eseju trwało około 35 minut. Nadszedł czas na dyskusję, a wraz z nim nastała cisza. Po chwili odezwała się jedna osoba, która całkowicie ustawiła atmosferę spotkania.

Tutaj mogę już spokojnie przejść do momentu otwarcia oczu. Gwałtownego podniesienia powiek. Słuchałem tej, początkowo dwuosobowej, dyskusji. Potem włączyli się znacznie mniej agresywnie nastawieni ludzie, jednak to nie pomogło. Poeta odczytał nam jeden wiersz rozeszliśmy się do domów. I od razu wiedziałem – takiej dyskusji o literaturze nie chcę.

Mam świadomość tego, że historia polskiej literatury notuje przypadki dawania sobie w mordę przez literatów. Ale działanie to ma charakter oficjalny i bezpośredni. Natomiast słowne podgryzanie się i robienie sobie publicznie nieprzyjemności przypomina sytuację rodem ze szkoły podstawowej. Zabrakło tylko nauczycielki, która uspokoiłaby niesfornych uczniów. Znacznie bardziej wolę dyskusje merytoryczne, które prowadzą do określonych wniosków i oczekuję od tego typu spotkań pewnej dozy literackiego wychowania zamykającego się w zasadzie: Możemy się nie lubić, ale musimy się szanowaćDlatego tak irytuje mnie negatywne ustawianie atmosfery dyskusji. Mimo dwóch, zdecydowanie łagodniejszych głosów, nikt nie miał ochoty na kontynuowanie rozmowy. Uczestnicy milczeli w wymowny sposób. Dzisiaj obserwowałem smutny dzień dla literatury.

Mam nadzieję, że jutro będzie znacznie lepiej, ciekawiej i uda mi się wynieść coś więcej niż żal.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s