Próba rozmowy

Coraz rzadziej czytam książki, które koncentrują się na rozmowie. Na dialogu prowadzonym między czytelnikiem a autorem, między narratorem a postaciami. Wiele książek przypomina rozwrzeszczane dzieci.

Dlatego książka Ludmiły Ulickiej oczarowała mnie. Złożona jest z rozmów i listów, które opowiadają wspaniałe historie o miłości, poświęceniu, życiu i śmierci. Najważniejsze jest to, że w tej książce nie ma ani grama zbędnego patosu. Zwierzenia postaci nie są naznaczone niepotrzebnym nadęciem i ekshibicjonizmem. Dzięki temu powstaje wielka narracja opowiadająca o próbie dialogu między różnymi ludźmi, o próbie pogodzenia się z samym sobą i z siłą wyższą.

Ta książka przesycona jest wiarą w Boga. Jednak Ludmiła Ulicka nie proponuje fanatycznej religijności. Wprost przeciwnie – każe się zastanowić nad elementami wiary i nad jej dogmatami. Bezwzględnie piętnuje dwulicowość, która pojawia się w każdym wyznaniu. A najbardziej autorkę denerwuje odbieranie człowieczeństwa, uprzedmiotowianie drugiego człowieka i postrzeganie go tylko przez pryzmat jego religii, a nie poczynań i słów. Ludmiła Ulicka udowadnia, że rzeczywistość nie jest przepełniona złem. W świat przedstawiony wprowadza bohaterów zadziwiająco dobrych i – co najważniejsze – po ludzku skomplikowanych. Pojęcie prosty człowiek jest jej obce.

Tysiące fragmentów

Daniel Stein, tłumacz zostało złożone w setek drobnych elementów. Na książkę składają się zapisy rozmów i listów, trzecioosobowy narrator jest rzadkością. Dzięki temu czytelnik do razu trafia do świata przedstawionego. Nikt nie jest pośrednikiem w przekazywaniu emocji, postacie mogą działać i mówić same o sobie. W tym roztrzaskaniu jest coś o wiele bardziej istotnego, niż tylko dopuszczenie do głosu wszystkich osób występujących w książce – to poszukiwanie całości.

Człowiek nie może istnieć bez związków ze światem – banalne stwierdzenie, które w powieści Ludmiły Ulickiej nawet przez moment nie trąci pretensjonalnością. Bo słowo świat jest bardzo pojemne. Zmieszczą się w nim nie tylko relacje z ludźmi, własne przeżycia, ale także umiejętność pogodzenia się z własnym losem. Właśnie to próbują zrobić bohaterowie książki. Walczyli o życie w czasie II Wojny Światowej, z uwagi na swoje żydowskie korzenie zawsze byli traktowani jako obywatele trzeciej kategorii, wielu z nich wyjechało do Ziemi Świętej, a tam znowu poczuli się obcy. Życie poddawało ich ciągłym sprawdzianom, musieli udowodnić, że są wykuci z twardego materiału. I nagle, w tej ciągłej walce, zapomnieli o drobiazgach.
Poświęcali się większym sprawom – ratowali ludzi i siebie, pomagali w tworzeniu nowego państwa lub walczyli o wolność w totalitaryzmie. W książce widać, jak wiele zaczynają dla siebie znaczyć, w momencie rozmowy, w chwili, w której dzielą się nowymi informacjami o swoim starym życiu. Kiedy zaczynają zbierać te drobiazgi zbliżają się do samych siebie, docierają do wnętrza swojej osobowości. Zauważają, że los każdego z nich miał i ma sensu. Tracą poczucie zagubienia i przegranej.

Bezsens istnienia jest tłem, dla ich słów. Świat, w którym człowiek znaczy o wiele mniej, niż kiedyś czai się – dosłownie – za rogiem. Jednak tylko niektórzy bohaterowie dają się ponieść współczesnym nurtom iluzji i nienawiści. Dla innych ten świat nie jest taki, o jaki walczyli. A najbardziej dla postaci, która stanowi centrum wszystkich wydarzeń.

Wszystkie drogi prowadzą do Daniela Steina

Jest to tytułowy bohater książki. Prędzej czy później wszystkie postacie, które wykreowała Ludmiła Ulicka, spotykają Daniela Steina, Żyda, który był tłumaczem w Gestapo, a później w NKWD. Postanawia on przyjąć chrześcijaństwo i prowadzi kościół w Jerozolimie. Poszukuje prawdziwego chrześcijaństwa, nie interesuje go wiara, w której od człowieka ważniejszy jest dogmat. Jego życie było pełne poświęceń, aż w końcu zdecydował się, że odda je ludziom i Bogu.

Poświęcenie Daniela Steina jest naturalne. Nie wynika z okoliczności, on sam siebie nie traktuje jako bohatera. Pomaga tym, którzy potrzebują pomocy i nie widzi w tym nic dziwnego. Należy do gatunku ludzi, którzy powoli wymierają. Ludmiła Ulicka, prezentując postać, która nie jest kryształowa, ale na wskroś dobra, zaznacza, że taka postawa staje się rzadkością. Daniel Stein nie szukał korzyści dla siebie. Uważał, że pomoc bliźniemu to obowiązek, który nie zależy od wiary, ale chrześcijanin powinien przywiązywać do niego szczególną wagę.
Bohater ten ma bardzo specyficzny stosunek do wiary. Poszukuje źródła chrześcijaństwa, zwraca uwagę na to, że wyrosło ono z judaizmu. W pewnym momencie zostaje nazwany heretykiem. Autorka zwraca uwagę na to, że wiara to kwestia indywidualna, nad którą powinien zastanowić się każdy człowiek. Nie jest istotne to jak dana osoba się modli, w jakim języku to robi – najważniejsze są intencje i szczerość każdej modlitwy.

Sens tłumaczenia

Daniel Stein przełożył wiarę na język czynów. Ludmiła Ulicka również zajmuje się tłumaczeniem. W Daniel Stein, tłumacz pojawiają się fragmenty odautorskie. Ich najważniejszym tematem jest praca nad tą trudną i wielowątkową książką. Autorka zwraca uwagę na to, że tak wielkie dzieła zawsze zabierają kawałek duszy ich autora. Być może dlatego ta książka ma w sobie coś wyjątkowego? To zbiór prostych historii, którego nie można przestać czytać. Autorce udało się zachować równowagę między filozofią, a życiem.

Tę książkę powinni przeczytać ci, którzy tracą wiarę we współczesny świat. Skoro wciąż pisze się takie dzieła, to jeszcze jest nadzieja.

// Tekst opublikowany na portalu Wywrota.pl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s