W ostrych słowach

Lubię ostre jedzenie. Jednak to, co ostatnio spotkało nas w trakcie wypadu na miasto, zasługuje na osobny komentarz. Na naszej liście miejsc, których koniecznie chcemy spróbować znalazło się Hurry Curry. Najpierw zainteresowało nas to, że w Katowicach powstanie restauracja specjalizująca się w curry, a potem dotarły do mnie niezwykle pozytywne komentarze znajomych. Po kilkumiesięcznym odkładaniu wyjścia, zwiedzaniu innych miejsc i pisaniu magisterki – w końcu przyszedł czas na spróbowanie curry.

Nasza przygoda zaczęła się od małego zaskoczenia, które związane było z wielkością lokalu. Dopóki świeci słońce, dopóki pogoda sprzyja jedzeniu na zewnątrz – wszystko jest w porządku. Jednak w momencie, gdy aura przestanie sprzyjać, jedzenie będzie można wziąć tylko na wynos. W Hurry Curry jest zdecydowanie za mało miejsca. Kilkanaście stołków umieszczonych pod ścianą i witryną. Obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy” – reszta bierze jedzenie do domu albo je stojąc. Ale my pogodę mieliśmy piękną, więc mogliśmy spokojnie usiąść na zewnątrz.

Menu jest bardzo interesujące. Chętni znajdą w nim desery, curry, samosy, zupy oraz napoje. Praktycznie wszystko jest na ostro, więc wielbiciele mniej intensywnych smaków muszą wybrać inne miejsce. W przeciwnym razie grozi im przepalenie gardeł. Mocną stroną Hurry Curry jest jedzenie przyrządzone z prawdziwych przypraw i składników, a nie z proszku, którego smak podkręcono odpowiednią dawką chemii. Tę naturalność czuć w niezwykle mocnym i bogatym smaku.

Każde z nas wybrało inne danie. Moja Druga Połowa zdecydowała, że spróbuje tajskiego zielonego curry, natomiast ja wybrałem karachi, bardzo ostre pakistańskie curry. Już na przykładzie tych dwóch potraw widać, że oferta Hurry Curry jest bardzo zróżnicowana. Przygotowują curry z różnych regionów i każde z nich jest inne w smaku, w kolorze i w intensywności, ale zawsze jest dobrze przyprawione, a dzięki temu ostre. Takie były nasze. Zielone i czerwone, łagodniejsze, z przyjemną nutką zielonych warzyw oraz niezwykle ostre z wyczuwalnym pomidorem i domieszką chilli. W każdy znajdowały się duże kawałki kurczaka oraz innych dodatków. Poza tym, do każdego curry podawany jest absolutnie genialny ryż, który genialnie podkręca smak.

Zamówiliśmy także lemoniadę imbirowi-cytrynową oraz zieloną herbatę ze świeżo zerwanymi liśćmi mięty. Był to bardzo miły akcent, ponieważ kilkukrotnie spotkaliśmy się z syropem miętowym, który ze świeżością miał niewiele wspólnego. Lemoniada bardzo mi smakowała. Imbir przyjemnie drapał w gardle i świetnie potęgował smak ostrego curry. Zrezygnowaliśmy z deseru w Hurry Curry i wybraliśmy się na lody.

Wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni. Na pewno jeszcze wrócimy na to znakomite curry i przy okazji wybierzmy się na spacer po Katowicach.

// Hurry Curry w Internecie i na Facebook’u.

// Opinia mojej Drugiej Połowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s