Świadome zamarzanie (I)

Banalność świata nieustannie przeraża
wszystkich tych, którzy w światłach samochodu
widzą coś więcej niż pędzące punkty.
Te setki świetlików rozproszonych
po brudnym asfalcie, przemierzają ulice,
wiedzione czerwono-żółto-zielonym rytmem.
Roztrzaskanej butelki nie da się poskładać,
tak samo jak nie da się ponownie zamrozić
raz pękniętego szkła zimowej szyby
rozpostartej na wszystkich jeziorach
potłuczonych wspomnień.

To był merlot – Wiem – Nie przejmuj się
tym – Nie przejmuje się. I tak nie powiemy
sobie więcej niż powinniśmy. Obserwacje
siedzeń w autobusie mało mnie
interesują. Chociaż na nich wszystkie
linie są idealnie proste, czego nie można
powiedzieć o stole, z którego spadła nam
butelka.

Chodź, pójdziemy na dwór – Jest
zimno – Rozlany merlot cię nie rusza,
a boisz się mrozu – Masz rację,
chodźmy.

Wstaliśmy i zostawiliśmy za sobą
cały ten doczesny bałagan.
Noc była taka sama, jak każda,
tej i tamtej zimy. A ja szedłem
i zapadałem się w zaspy, we wszystkie
swoje wspomnienia. Słyszałem
jak chrupie mi pod nogami rozpadająca
się na tysiące okruchów, odbijająca
światło spojrzeń, moja pamięć.
Szliśmy przed siebie, wydeptaną przez
innych ścieżką. Widziałem zmieniające się drzewa
i niebo, które wszędzie było takie samo.
Nie czułem go. Nie istniał. Nie uciekałem.
Czas zamarzł razem z gałęziami. Zdarzało
się, że wiatr strącił kilka sopli sekund, ale nic
ponad to się nie działo. Mogłem iść i
wspominać. Mogłem pamiętać…

One thought on “Świadome zamarzanie (I)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s