Wyjście (I)

– Proszę pana, przecież życia nie da się tak po prostu podsumować.

Reakcja urzędnika z wieży zupełnie go zaskoczyła.

– Ale ja nie chcę żadnych podsumowań. Nie zależy mi na nich. Chcę po prostu odejść.

 Urzędnik wziął głęboki oddech i zaczął bawić się długopisem.

– Proszę pana, nie da się tak po prostu odejść. Trzeba coś napisać, jakieś pismo… Musi zostać jakiś ślad… Coś, co pozwoli panu zakończyć, postawić kropkę…

– Zakończyć? Co zakończyć?

– Noooo – urzędnik zawiesił się na samogłosce – Noooo… Coś… – wyrzucił z siebie i dodał do tego jednego słowa rozbrajający uśmiech.

Tamtego dnia nie opuścił miasta. Wrócił do swojej słusznej i potrzebnej pracy. Nie mógł się na niczym skupić. Tę wieżę widać było wszędzie, wydawało mu się, że dostrzega ją z absolutnie każdego okna. Wisiała na nim jak groźba, jak nieuchronna kara. Po ośmiu pustych godzinach, spędzonych na przeglądaniu kolejnych podań wrócił do mieszkania. W drodze ignorował pijaków, młodzieńców i dzieci. Nic go nie obchodził idealnie ułożony bruk, krawężniki były mu zupełnie obce i nie podrywały do skoku. Myślał tylko o chwili powrotu do mieszkania, o zatrzaśnięciu za sobą drzwi i wymazaniu tego dnia z pamięci.

Nie udało się. Wspomnienie powróciło dokładnie po trzech dobach.

Wiedział, że wszystko musi być takie samo jak zawsze. Spełniał polecenia swojego szefa i zajmował się niezwykle ważnymi sprawami – wertował dokumenty i stawiał na nich stemple, zawsze w wyznaczonych miejscach. Dbał o to, aby z jego twarzy nie znikał wyraz spełnienia. Po ośmiu godzina wstał i zaczął wychodzić, postępował tak samo jak każdego dnia. Zostawił rozrzucone na biurku kartki i zapisał kila ważnych spraw na dzień następny oraz przełożył jedno spotkanie. Normalnie wyszedł z pracy. Tak jak wszyscy miał plany na jutro, zachował ciągłość czynności.

Do mieszkania szedł spokojnie. Kłaniał się znajomym i uśmiechał do nieznajomych – zawsze trzeba być życzliwym, aby nikt nie pomyślał, że się żegna. Zagadywany odpowiadał:

– Porozmawiamy innym razem, kiedy będziemy mieli więcej czasu – zawsze mówił to z  niewymuszonym uśmiechem.

Miał plany, więc nie wzbudził w nikim podejrzeń.

Gdy tylko przekroczył próg mieszkania od razu zamknął drzwi na klucz. Nie przebrał się. Wyjął z szafy torbę i zamarł. Dotarło do niego jak wiele rzeczy zgromadził mieszkając w mieście przez kilka miesięcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s