Viva Hel! (II)

Nad morzem marketing bezpośredni opiera się na następujących okrzykach: Zimne piwo!; Gotowana kukurydza!; Popcorn!; Orzeszki w karmelu! Moim ulubiony jest Oryginalny chiński plastik! Ceny są wysokie i nieadekwatne do sprzedawanego towary, ale orzeszki same nie przyjdą, więc opłata za przemyślaną logistykę jest jak najbardziej na miejscu.

Władysławowo to miejscowość, która żyje tylko przez trzy miesiące. Razem z turystami pojawiają się budki, w którym można kupić pamiątki, jedzenie oraz przedmioty, które wydają się potrzebne tylko przez krótką chwilę. Jedliśmy w karczmie „Pod strzechą”. Nie mieliśmy ochoty gotować, a kuchnia też nie sprzyjała rozwojowi umiejętności kulinarnych. Jedzenie mieliśmy smaczne, w dużych porcjach, a co najważniejsze nie musieliśmy zmywać. Raz czy dwa zdradziliśmy nasze ulubione miejsce. Były to jednak całkowite pomyłki. Dobrym przykładem jest dorsz, który składał się z ości i podsmażonej skóry. Po tej przykrej przygodzie pozostaliśmy wierni karczmie.

Na plażę wracaliśmy późnym popołudniem. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy i patrzyliśmy na morze. Niezwykle irytowała nas ilość śmieci, szczególnie niedopałki papierosów, których prawdopodobnie było więcej niż piasku. Ale my próbowaliśmy nie przejmować się niczym, nawet takimi niedogodnościami. To są właśnie chwile, o którym marzy się przez pozostałem miesiące w roku. Siedzieć/leżeć i nie myśleć o niczym. Nie trzeba do tego wyłączać telefonu. Wystarczy zabrać ze sobą absolutne minimum, tylko to co jest najważniejsze. Reszta sama się ułoży.

Zmęczenie wywołane wyjazdem jest spowodowane nadmierną chęcią „mądrego” wypoczywania. Przed wyjazdem należy zorientować się co jest aktualnie trendy, co trzeba zabrać ze sobą, aby być na topie i gdzie wyjechać, żeby znajomi polubili zdjęcia na fejsie. Obładowani balastem kilkudniowego biegania wyjeżdżamy. Potem zaczyna się mozolne wypełnianie słusznych przykazań skutecznego wypoczynku. Na miejscu trzeba jak najwięcej zobaczyć, jak najdłużej leżeć na plaży. Nawet jeżeli pojawia się opór materiału to i tak trzeba. Bo przecież to są wakacje, a teraz tak wypoczywa się na wakacjach. Obowiązkowo trzeba zrobić kilkaset zdjęć, dokumentację i świadectwo udanego odpoczynku oraz świetnej zabawy. Takie zestawy fotografii zawsze kojarzą mi się z awangardowymi eksperymentami artystycznymi. Te same osoby, ponad trzy tysiące zdjęć, różne tła i perspektywy. Zero historii. Wspomnienia zostały zastąpione przez cyfrowe obrazki. Gdzie w tym ciągu bitów jesteśmy my?

W postmodernistycznych czasach zupełnie zapomnieliśmy o tym, jak istotny jest prywatny świat. Wszystko robimy dla „innych”. Denerwujemy się tym, że nie zrealizowaliśmy projektu „Udane wakacje”. Przerwa od świata nie powinna polegać tylko na wyłączeniu tabletu i laptopa. Każdy odpoczynek powinien być krótką podróżą w głąb siebie. Do swojego prywatnego świata, w którym jest to, co uznajemy za najważniejsze. Właśnie stamtąd trzeba wyrzucić tablet, smartfona i setki innych niepotrzebnych gadżetów. Powstałe puste miejsca należy zapełnić fragmentami intymnego czasu i przeżywania rzeczywistości. Umieścić tam piasek z plaży i jesienne liście. Pośród tych szpargałów będziemy odpoczywać. Tak przygotowany prywatny świat możemy pokazać drugiej osobie i spędzić kilka wieczorów na wspólnym oglądaniu dwóch kolekcji. Będzie to prawdziwy relaks dla umysłu zmęczonego ciągłą selekcją informacji, a nie postmodernistyczne bieganie za kolejnym zdjęciem.

A „Viva Hel” to takie piwo, które eksplodowało nam w lodówce. Za bardzo je zmroziliśmy.

//Viva Hel! (I)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s