Morderca udomowiony

Zawiodłem się. Bardzo się zawiodłem. Miałem nadzieję, że będzie to ciekawy, momentami intrygujący kryminał. Takie miałem wrażenie po zobaczeniu okładki i zapoznaniu się z tytułem. Niestety, rzeczywistość po raz kolejny mnie rozczarowała. Poradnik domowy kilera jest słaby, a tylko miejscami dobry.

Podoba mi się pomysł z udomowieniem mordercy. Niestety, nie został on całkowicie zrealizowany. Jest to opowieść o naprawianiu zepsutego człowieka, w tym przypadku mordercy. Pojawia się wiele retrospekcji, które pokazują jak ciężkie życie miał główny bohater i jak los zmusił go do bycia klierem. Nic nowego. Widzieliśmy to wiele razy, ale ta islandzka odsłona jest bardzo słaba.

Pomysł miał potencjał, który został zaprzepaszczony przez autora. O ile ciekawsza byłaby książka o faktycznie oswojonym mordercy, który zaczyna sprzątać, prać i gotować. Niekoniecznie musiałby mieć ciężką przeszłość, niekoniecznie musiałby przed czymś uciekać. Po prostu zabójca odchodzący na emeryturę. Ileż miejsca na ironię, dowcip, sarkazm, ile odświeżającej przestrzeni. Autor postanowił uraczyć czytelników zwykłą, znaną nam z tysiąca filmów historią. Mamy mordercę, który musi uciekać. Został nakryty. Po drodze zabija księdza i od razu się za niego przebiera. W końcu trafia na Islandię. Tam poznaje zbuntowaną córkę gospodarzy i zakochuje się w niej. Po wielu przeszkodach w końcu udaje się wyplenić zło a miłość triumfuje. Koniec. Po przeczytaniu tego akapitu nie trzeba czytać książki. Takie streszczenie w zupełności wystarczy.

Za ciekawe można uznać komentarze dotyczące społeczeństwa Islandii. Książkę można przeczytać pod tym kulturowym kątem. Okaże się wtedy, że autor krytykuje współczesną kulturę w ogóle, a wyspiarzy wykorzystuje jako grupę badawczą, na której zostały wyeksplikowane poszczególne cechy. Z łatwością przychodzi mu piętnowanie niektórych zwyczajów. Trzeba przyznać, że niektóre spostrzeżenia, wynikające ze zderzenia dwóch mentalności, główny bohater pochodzi z Serbii, można uznać za ciekawe. Jednak jest tego bardzo niewiele i bez problemu wszystkie złote myśli można spisać w zeszycie A5.

Do samego końca trudno ocenić czy jest ta książka. Na pewno nie nazwałbym jej komedią omyłek. Jedyną rzeczą wartą śmiechu jest fabuła. Pierwszoosobowa narracja jest praktycznie pozbawiona życia. Brakuje jej indywidualnego piętna bohatera. Przez to cały świat przedstawiony staje się całkowicie bezpłciowy. Książka przypomina tekst, który ma przeczytać prezenter wiadomości. Emocji jest tutaj niewiele, od czasu do czasu pojawia się żart albo ironiczny komentarz. Poza tym autor zapomniał, że samo morderstwo nie czyni z książki kryminału. Potrzebna jest jeszcze intryga i chociażby delikatna atmosfera grozy. Tych dwóch elementów brakuje. Pojawiają się tylko trupy. A ich martwe padanie wcale nie ożywia fabuły, nie nadaje jej właściwego kryminałom rozpędu, raczej sprawia, że staje się ona jeszcze bardziej sztampowa i przewidywalna.

Poradnik domowy kilera nie nadaje się do niczego. Chyba, że ktoś lubi czytać na urlopie płytkie książki, które swoją pseudofilozoficzną warstwą udają, że pretendują do wielkich krytyk współczesnej kultury. Lepiej sięgnąć po sprawdzonego Raymonda Chandlera. A takie islandzkie nieudane eksperymenty zostawić dla psychofanów Islandii, którzy w swoim zaślepieniu przeczytają wszystko, co tylko zostało przetłumaczone na język polski.

// Hallgrímur Helgason „Poradnik domowy kilera: jak przestać sprzątać ludzi i wziąć się za zmywanie”.Wydawnictwo Słowo/obraz Terytoria, 2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s