Trzy w jednym, czyli Grzechotka

Lubię dobrą literaturę. Tak po prostu. Jeżeli chodzi o gatunki popularne to szczególnie upodobałem sobie kryminał. Rozczytuję się w powieściach Raymonda Chandlera, Dashiela Hammetta oraz Marka Krajewskiego. Od literatury popularnej oczekuję tylko tego, aby bawiła czytelnika. Jest to nadrzędny cel, który Joanna Jodełka w pełni zrealizowała.

Grzechotka to powieść, która powstała z połączenia trzech form. Kryminał opiera się na historii o kobiecie, której „z brzucha” skradziono dziecko. Nie pamięta porodu i nie jest w stanie zrozumieć, co się stało. Romans  znajdziemy w relacji między główną bohaterką, Weroniką Król, a policjantem. Oboje są po przejściach i czują się samotni. Spotykają się w niekorzystnych warunkach, ale w odpowiednim momencie. Elementy powieści psychologicznej znajdziemy we wszystkich sprawach związanych z porodem oraz ciążą. Niezwykle istotny jest stosunek bohaterów do nowonarodzonych dzieci. Jedni traktują je jak przedmioty, inni jak małych ludzi. Wszystkie szwy pomiędzy elementami zapożyczonymi z powyższych gatunków są niedostrzegalne. Zaczynamy czytać kryminał, który powoli staje się romansem, a wątki psychologiczne pojawiają się między wierszami. Narracja jest klasyczna. Mamy do czynienia z narratorem trzecioosobowym i wszechwiedzącym. Autorka miewa bardzo trafne i zabawne pointy, które dobrze pobudzają uwagę czytelnika. Jednak są trzy drobne niedociągnięcia, które mogą irytować.

Pierwsze, to zbyt duża ilość nazwisk pojawiających się w książce. W pewnym momencie nie wiedziałem, kto jest kim, na czym mu zależy, jakie jest w ogóle jego miejsce w powieści. Poza główną bohaterką i towarzyszącym jej policjantem pozostałe postaci mają tendencję do zlewania się w bezkształtną bryłę i trzeba się porządnie skupić, aby wydobyć z niej indywidualności. Ten tłok, przypominający jazdę autobusem w godzinach szczytu, jest zupełnie niepotrzebny. Nadanie wszystkim nazwisk wpływa na realizm powieści, ale może spowodować, że czytelnik się pogubi, zdenerwuje i przestanie czytać.

Drugie, to ilość słów użytych w książce. Zdaję sobie sprawę, że ten argument brzmi absurdalnie, ale niektóre opisy można było bez problemu opuścić. Wiele z nich zapomina się po chwili. A przez te zbędne fragmenty gubią się celne frazy, które wplata w narrację autorka. One tracą na sile, potrzebują przestrzeni, aby wybrzmieć. Poza tym wyobraźnia czytelnika zostaje mocno ograniczona. Nie można się niczego domyślać, wszystko jest zapisane. Każdy najmniejszy szczegół oraz to, o czym myśli w danej chwili bohaterka. Brakuje miejsc, w których można rozwinąć skrzydła wyobraźni.

Trzecie, to bardzo dynamiczna akcja, momentami zbyt dynamiczna. Narracja składa się z małych całostek, w których aż kipi od wydarzeń. Przypominają one krótkie sceny w filmie. Właśnie dlatego akcja staje się niezwykle szybka. Jednak brakuje czasu na wejście w świat przedstawiony i rozsmakowanie się w niektórych miejscach, umykała mi ich atmosfera. Pośpiech w literaturze jest niewskazany. Szczególnie, jeżeli motorem napędowym powieści ma być kryminał, którego lektura polega na uważnym obserwowanie detali. Plusem takiego rozwiązania jest to, że szybko dowiadujemy się, co będzie dalej. Grzechotka to książka dla niecierpliwych czytelników.

Pomimo tych trzech mankamentów powieść Joanny Jodełki czyta się świetnie. Autorka stworzyła bardzo spójną fabułę, a jej styl pisania jest konsekwentny (nie mamy wrażenia, że niektóre fragmenty książki napisała inna osoba). Widać, że autorka miała pomysł na powieść i dobrze go zrealizowała. Warto przyjrzeć się, w jaki sposób korzysta z poszczególnych gatunków literackich.

Morderstwo lub porwanie nowonarodzonego dziecka to element wzięty z kryminału. Ważna jest intryga, która budowana jest właśnie wokół tego wydarzenia, to ono otwiera książkę. Później napięcie stopniowo opada, ale w trakcie całej lektury utrzymuje się na przyzwoitym poziomie. Postacią pożyczoną z kryminału jest policjant. Mamy tutaj przykład bardzo porządnego śledczego, któremu bliżej do eleganckich postaci z kryminałów odmiany brytyjskiej niż cynicznych detektywów znanych z kryminału czarnego. W Grzechotce umiera bardzo dużo osób, na scenie zostaje tylko kilka postaci. Jednak nie śmierć jest tutaj najważniejsza. Przede wszystkim policja szuka zaginionego dziecka, a dopiero później sprawców poszczególnych morderstw. Oczywiście wszystkie zabójstwa są w pewien sposób połączone z główną intrygą.

Bohaterką wyjętą z romansu jest pani psycholog Weronika Król. Mieszka sama z kotem o dźwięcznym imieniu Pomyłka. Wciąż utrzymuje kontakt z byłym mężem i żyje przeszłością. Spełnia wszystkie wymagania, aby zostać kochanką policjanta. Ten wątek pojawia się w drugiej części książki i zaczyna dominować. Wtedy mniej uwagi poświęcamy wątkowi kryminalnemu, a koncentrujemy się na flircie. Obowiązkowo pojawiła się  scena erotyczna. Niestety, jest tak samo kiczowata jak flirt rozgrywający się między postaciami. W tych uczuciach brakuje ognia i namiętności, wszystkie gesty, dialogi i zachowania są bardzo sztuczne. O ile elementy kryminału mnie przekonały, to romans zupełnie minął się z moją wrażliwością. Miłość to bardzo delikatny temat. Uczucia między ludźmi są bardzo ulotne, pojawiają się niedopowiedzeniach, potrzebują przestrzeni, aby się rozwinąć. A tej w gęstej narracji Joanny Jodełki brakuje.

Natomiast psychika postaci jest bardzo dobrze zbudowana. Opiera się przede wszystkim na ich zachowaniach i słowach. Narrator nie komentuje, tylko wprowadza i opisuje postaci. Ocena zostaje w całości pozostawiona czytelnikowi. W tym wątku autorka zmierzyła się z problemem utraty dziecka i udało jej się odwzorować tę skomplikowaną sytuację o wiele lepiej niż rozkwitającą miłość. Z niczym nie przesadziła. Pokazała, że cierpienie ma jednocześnie wymiar psychiczny i fizyczny, że one się przeplatają. Ból związany z utratą dziecka jest tak silny, że bardzo długo utrzymuje się w człowieku. Nie jest to myśl, z którą można sobie łatwo poradzić. Wszystkie reakcje są odpowiednio dobrane do sytuacji, w jakiej znajduje się konkretna postać. W Grzechotce nie uświadczymy zbędnego patosu, ani nadmiernego ekshibicjonizmu. Część psychologiczna jest skonstruowana bardzo dobrze.

Książka Joanny Jodełki nie jest idealna. Jest za to solidnie napisana i na pewno zadowoli wielu czytelników poszukujących dobrej literatury popularnej.

// Joanna Jodełka „Grzechotka”. Wydawnictwo W. A. B Warszawa 2011.

Tekst opublikowany na portalu Wywrota.pl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s