Tatrzańskie fantazje

Wojciecha Kuczoka pamiętamy przede wszystkim za Gnój. Książkę, która pokazała jak niszcząca jest przemoc w rodzinie. Została ona zekranizowana i narobiła bardzo dużo szumu. A mnie w żaden sposób nie zachwyciła. Brakowało mi w niej artystycznej wizji. Jej kompozycja była bardzo przypadkowa, a sama książka wydawała mi się napisana bez wcześniejszego przemyślenia. Jest to na pewno sfabularyzowane rozliczenie z przeszłością, ale brakuje literackiej wizji cierpienia. Gnój jest dla mnie zapisem wizyty u psychoanalityka, który niekoniecznie należało wydać. Natomiast Spiski bardzo miło mnie zaskoczyły.

Możemy je odczytać na przynajmniej dwa sposoby, ponieważ dominują w nich dwa elementy. Jeżeli potraktujemy tę książkę jako opowieść o dorastaniu głównego bohatera to cudowne tło,  czyli świat Tatr, będzie stało w cieniu jednej postaci. To zdecydowanie za mało. Moim zdaniem siła tej książki polega właśnie na niezwykle barwnym świecie przedstawionym. Znajdziemy w nim niezwykle ciekawe postacie epizodyczne i drugoplanowe. Miejsca, w których autor umieszcza akcję są bardzo sugestywnie opisane, na dodatek są onirycznie piękne. Spiski to książka bardzo leniwa i powolna, a jednocześnie jest bardzo bogata w obrazy. Wyobraźnia czytelnika jest bardzo mocno pobudzana przez kolejne opisy.

Niezwykłość fabuły polega na tym, że została ona zbudowana na wzór legend. Tytułowe spiski to właśnie niezwykłe opowieści rodem z Tatr. Dlatego w książce Wojciecha Kuczoka znajdziemy niepokojącą mgłę, wiedźmę oraz mech porastający górali. Każdy fragment zbudowany został na zasadzie zakłócenie porządku – przywrócenie porządku. Interesujące jest to, że świat ustanawia na nowo chłopak z miasta, a więc z zewnątrz. Zbawiciel zawsze jest inny. To on wkracza w niezbadane rejony Tatr, a czasem sam staje się przyczyną zamieszania. Bez niego wszystkie zawarte w Spiskach opowieści straciłyby swój charakterystyczny rytm. To właśnie on tworzy i opowiada fabułę.

Jako osoba z zewnątrz obserwuje życie górali i opisuje je w sposób obiektywny dla nich, a subiektywny dla siebie. Aż do samego końca nie zostaje uznany za swojego. Nieśpieszny rytm, senność biorą się z zestawienia życia na wsi z życiem w mieście. Oczami bohatera dostrzegamy odwieczny porządek, który niewiele się zmienił i patrzymy na ludzi, którzy ciągle stają się inni ale trwa w nich pewien specyficzny płomień. W książce nie znajdziemy folkloru w agresywnym i rażącym wydaniu. Wojciech Kuczok jest daleki od chłopomanii. Świadomie stworzył zupełnie inny świat, który nie odpycha czytelnika, tylko budzi w nim rosnące zainteresowanie.

Smaku książce dodaje dobrze stworzona oniryczna atmosfera. Jest ona w ścisłym związku ze światem przedstawionym. Pojawia się w nim tylko po to, aby w odpowiednim momencie wybuchnąć i skoncentrować na sobie uwagę czytelnika. Nad każdym rozdziałem, poprzez powolność i niezwykłość wydarzeń, unoszą się senne opary, które podkreślają wyjątkowość decyzji podejmowanych przez głównego bohatera. W trakcie lektury miałem wrażenie, że historie napisane przez Wojciecha Kuczoka mają prawo wydarzyć się tylko raz. Poza głównym bohaterem nikt inny nie mógł ich doświadczyć. Oniryzm został tutaj potraktowany jako metoda, która wyeksplikowała indywidualne przeżycia bohatera.

Jest to książka, która można czytać na głos przy ognisku. Strzelające iskry idealnie uzupełniałby rytm zdań. Spiski można śmiało zabrać na wycieczkę w Tatry. Być może wtedy odnajdziemy miejsca, które opisywał Wojciech Kuczok i odkryjemy dla siebie ich mityczny charakter?

// Wojciech Kuczok „Spiski: przygody tatrzańskie”. Wydawnictwo W.A.B., 2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s