Tęcza z tabletek (I)

Dzień zaczyna od śniadania, czyli dokładnie tak samo jak każdy. No może poza tymi, którzy nie dbają o swoje zdrowie. Tylko że do jego pierwszego posiłku dołączony jest zestaw tabletek. Mają różne kolory, więc łatwiej zapamiętać ich zastosowanie. Niwelują konkretne tiki, pozwalają mu się uspokoić, część pomaga w leczeniu tarczycy. Nie wiadomo czy działają. Niby po nim coś widać, ale czy to na pewno wpływ tabletek? Nie wiadomo. Na pewno tiki powoli zanikają.

Wyobraźcie sobie przez co musi przechodzić w szkole tikający ośmiolatek. Jest wytykany, marginalizowany, wyśmiewany, a taka atmosfera wcale nie pomaga w jego leczeniu. Wprost przeciwnie – szkodzi. Zdenerwowanie sprawia, że pojawiają się w nim dodatkowe napięcia, które nasilają tiki. Aby sobie z tym radzić kolorowe tabletki popija swoją poranną herbatą. Tiki nie stają się od razu niedostrzegalne. Zanikają, uspokajają się.

Nikt nie jest w stanie przewidzieć w jakim stopniu tabletki go uspokajają. Czasem działają lepiej, a czasem gorzej. A może to on ma lepsze i gorsze dni? To też jest możliwe. Na pewno zbyt duża ilość wpędza go w odrętwienie. Staje się cichszy i nie biega tylko chodzi. Jest coś przerażającego w tej nagłej zmianie osobowości. Z dziecka, które nie potrafi usiedzieć na miejscu, nagle, w mgnieniu oka staje się spokojnym chłopcem, który nie zadaje zbyt wielu pytań. Nie wiadomo czy proszki wydobywają z niego inną osobę, czy też przez nie staje się kimś innym. Wtedy, w jego obecności, człowiek odczuwa niepokój, że coś mu się stało. Wytłumaczenie, że jest pod wpływem leków uspokajających, które akurat dzisiaj tak zadziałały pozostawia dziwny niesmak. Emocję, uczucie niedowierzania, które jest zmieszane ze strachem. To dziwne, że malutkie tabletki potrafią coś takiego zrobić z człowiekiem.

Taki stan otumanienia jest dobrym rozwiązaniem na długą podróż. Ma się pewność, że będzie spokojnie siedział w przedziale albo przez większość drogi będzie spał. Chciałoby się, aby był taki zawsze. Jednak leki go zaburzają, bo wybijają ze stanu nadmiernej ruchliwości, który dla niego jest naturalny. Dla nas jest chorobą, ale on nie zna naszego poukładanego świata, u niego wszystko jest dynamiczne i gwałtowne. Te leki nie mają go zmienić. Ma tylko siedzieć spokojnie w trakcie podróży. Jednak jest coś nieetycznego w faszerowaniu ośmiolatka tabletkami.

Niektórzy ludzie nie widzą w tym nic dziwnego. To lekarze, dla których wypisanie kolejnej recepty nie jest problemem. Od czasu do czasu pytają o inne leki i starają się dobrać nowy tak, żeby nie kolidował z innymi. Dla osób siedzących za biurkiem takie dziecko to kolejny zestaw recept i zaleceń. Rzadko spotyka się lekarza, który naprawdę się nim zainteresuje. Zapyta o to jak się czuje, jak spędził dzień – najnormalniej w świecie uspokoi zanim zacznie badać. Znika niepotrzebne napięcie, wtedy nawet diagnoza jest w pewien sposób dokładniejsza. Czasem człowiek ma wrażenie, że wystarczy trafić do odpowiedniego lekarza i ten od razu rozwiąże wszystkie problemy. Nie chodzi tutaj o przepisanie pigułki, która po miesiącu, góra dwóch przywróci go do ogólnie przyjętej normy. Ważniejsze są rady w jaki sposób z nim postępować, jak minimalizować wszystkie objawy i jak go w końcu wyleczyć. Tabletek powinno być jak najmniej. Ale jakoś nie da się na kogoś takiego trafić. Wszyscy tylko badają i od razu kreślą nieczytelne nazwy kolejnych leków. Ten ośmiolatek chodzi do kilku lekarzy, każdy jest od czegoś innego i każdy koniecznie musi coś przepisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s