Bazyl i klucz

Pewnego razu jesień przyszła wcześniej. Ze względu na pośpiech zapomniała strącić wszystkich liści, nawet chmury nie zdołały jej dogonić. W tych ostatnich dniach września niebo było błękitne, a słońce dodawało światu złocistych barw. Liście zamieniły swoją zieleń na inny, bardziej złoty lub czerwony, kolor.

A Bazyl był czarnym kotem. Ale nie takim całkowicie czarnym. Koniec jego ogona, ostatnie kilka centymetrów, był całkowicie biały. Lubił jesień i podobało mu się to, że w tym roku przyszła taka złocista i ciepła. Nie cierpiał deszczu, pod wpływem którego jego futro stawało się cięższe i było mu bardzo zimno. Był całkowicie, po kociemu, niczyj. Chodził do różnych ludzi, czasem dostawał miskę mleka, a czasem go przeganiano. W tym małym mieście miał mnóstwo opiekunów. Szczęśliwy ze swojej wolności szedł odważnie przez park.

Zaraz za ulicą stał nie rzucający się w oczy dom z pięknym czerwonym dachem. Uwagę Bazyla przykuła kobieta robiąca ciasto. Wskoczył na parapet, był bardzo pewnym siebie kotem i nie bał się zerkać przez okno. Teraz patrzył jak kobieta, ubrana w fartuch i perły, wbijała jajka do mąki. Jednak o wiele bardziej zastanawiał się do czego będzie jej potrzebne mleko, które grzało się na palniku. W małej kociej głowie od razu pojawił się pomysł jak je zdobyć. Ale realizację tego niezwykle wymyślnego planu, w skład którego wchodziło drapanie o szybę oraz miauczenie, zakłóciło wtargnięcie młodej dziewczyny. Weszła do kuchni z hukiem, bo drzwi, które za sobą zamknęła, trzasnęły. Wzięła garnek i przelała mleko do białego kubka. Dorzuciła łyżeczkę miodu i najzwyczajniej w świecie wyszła. Bazyl czuł się zawiedziony. Kompletnie nikt w tym domu nie zwracał uwagi na czarnego kota, który siedział na parapecie.

Zaintrygowany sytuacją postanowił sprawdzić po co dziewczynie potrzebne było to mleko. Z wrodzoną kocią lekkością przeskoczył na drugi parapet. Na szczęście tam też nie było żadnych kwiatów, za to okno było otwarte. W tym pokoju siedziała tajemnicza dziewczyna. Na biurko miała mnóstwo zapisanych papierów, które targała i wrzucała do kosza. Oprócz tego było na nim drewniane pudełko oraz serce wykonane z twardej gąbki. Upiła łyk mleka, Bazyl poczuł się zawiedziony. Dziewczyna jednak wypije mleko. Nagle, ze wściekłością, której czarny kot się nie spodziewał, wrzuciła serce do pudełka, zatrzasnęła je, zamknęła. Otworzyła szufladę, do której chciała schować kluć, jednak nagle mocno wyrzuciła go przez okno. Bazyl w ostatniej chwili zdołał się uchylić. Klucz zadźwięczał głośno na ulicy.

Dziewczyna, tak samo wściekła jak wcześniej, usiadła na fotelu. Bazyl ze zdumieniem zauważył, że patrzy w ścianę z dziwną zawziętością. Zmęczony i zdezorientowany zachowaniem ludzi zeskoczył z parapetu. Miał powyżej swoich kocich uszu zbyt głośnej dziewczyny. Koło klucza, który lekkimi rozbłyskami odbijał złote jesienne słońce usiadła sroka. Jednym ruchem złapała go dziobem i odleciała w niewiadomym kierunku. Czarny kot, z nie całkiem czarnym ogonem patrzył na to wszystko z nieukrywanym zdumieniem.

On po prostu wiedział, że nie wyrzuca się klucza do własnego serca. Ono kiedyś może się bardzo przydać. Tak, Bazyl był bardzo mądrym kotem, który nie do końca był czarny.

// II miejsce w konkursie „Pewnego razu… napisałem bajkę” zorganizowanym przez Magazyn kultury popularnej „Esensja” i Wydawnictwo Hobbity.eu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s