U kresu nocy

Część Drogi trzeba przejść w nocy. To dzieje się nagle. Słońce, które przed chwilą było wysoko na niebie nagle zaczyna zachodzić. Świat powoli traci światło, najpierw konające promienie nadają mu odcień czerwonopomarańczowy, który blaknie coraz bardziej aż staje się szary. Na koniec, gdy światło gaśnie całkowicie, rzeczywistość wpada w głęboką czerń. Wtedy obudził się w nim strach, a zaraz po nim dała o sobie znać fascynacja. Wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Noc, która nadeszła pełna była złudzeń i dziwnych kształtów, rozmytych konturów świata, który do teraz był całkowicie bezpieczny.

Zatrzymał się na moment, aby przyjrzeć się nowej rzeczywistości. Ciemność wydobyła z tej przestrzeni zupełnie inne cechy. Nic nie wyglądało na bezpieczne, miał wrażenie, że noc go obserwuje. Czai się między drzewami, pełza po ziemi, wzbija się wysoko w niebo, aby skoczyć mu na plecy. Strach go przygniatał, szedł bardzo niepewnie, bardzo delikatnie stawiał każdy kolejny krok. Słyszał tylko swój przyśpieszony oddech. Miał ochotę zamknąć oczy, ale nie mógł. Przyglądał się drzewom, starał się zrozumieć czym są te dziwne kształty, które między nimi przemykają. Słuchał. I tę ciszę zaczęły przerywać szmery i szepty, coś przebiegło i liście zaszeleściły. Chciał uciekać.

Po raz drugi się zatrzymał. Tym razem zbierał w sobie odwagę. Nie chciał biec na oślep, nagle wydawało mu się to bardzo niebezpieczne. Zastanawiał się gdzie podziewa się światło księżyca, sierp nawet na moment nie przeciął ciemności. Ono ginęło między drzewami, zabierały je szmery i kształty. Wyobraźnia podpowiadała mu same najgorsze rzeczy. Usłyszał zgrzyt metalu za sobą. Kiedy się obejrzał nic tam nie było, ale w nim narodziło się wrażenie obecności. Wydawało mu się, że noc wokół niego tężeje, staje się coraz bardziej czarna, otacza go i wdziera się w jego umysł. Czuł jak zaciska na nim swoje szpony i przygotowuje się do rozszarpania go na małe strzępy. Ostatkiem sił ruszył przed siebie.

Trzaski narastały. Liście szeleściły coraz bardziej. Za nim, co chwila, rozlegał się metaliczny zgrzyt. Szedł, nie patrzył. Noc karmiła się jego strachem. Im bardziej był przerażony, tym głośniej ona wyła. Widział poszarpane cienie strachu, które przebiegały przed nim, obok niego, szarpały go za rękaw, aby się odwrócił i spojrzał w noc. Słyszał szepty, które nakłaniały go, aby się zatrzymał i rozkoszował chłodem, który od razu go otoczy. Czuł jak za nim rośnie ściana grozy, która lada moment runie i go przygniecie. Wszystko działo się coraz szybciej. Cieni, szeptów i trzasków było coraz więcej. Szedł cały czas przed siebie wsłuchany w bardzo niespokojne i głośne bicie własnego serca.

Zobaczył ciepłe światło, które odcinało się od nocy. Ruszył w jego kierunku. Dopiero, gdy znalazł się pod latarnią postanowił spojrzeć za siebie. Noc dalej żyła. Trzeszczała i szeptała, próbowała go dosięgnąć ale światło na to nie pozwalało. Teraz rozumiał czym ona była, z czego się składała. I dziwił się, że wcześniej tego wszystkiego nie dostrzegał. U jej kresu pojął jak wiele kształtów krąży wokół niego, a on za wszelką cenę nie chce ich widzieć. Dopiero noc nadała im formę, które była wypełniona jego strachem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s