„Strawberry fields forever!”

Nowe interpretacje nie zawsze wnoszą coś nowego. To najczęściej utwory przefiltrowane przez wrażliwość innego artysty. Dzięki temu powstaje treść zupełnie odmienna od oryginału, z którym nie warto jej porównywać. Nie są czymś nowym, są czymś innym i często nie odkrywają „ukrytego potencjału siedzącego w utworze”. Dlatego wszystkim, którzy pragną nowości, a nie odmienności nie polecam płyty „Movie”. Ania Dąbrowska wybrała dziewięć tematów i nagrała je po swojemu.

Nie odnajdą się też osoby praktykujące postmodernizm. „Movie” nie jest płytą zbudowaną z cytatów. Znajdziemy na niej muzykę filmową, utwory, które już zdążyły się zakorzenić w kulturze. Wiele z nich przeszło do historii muzyki i zaczęło żyć własnym życiem. Wszyscy znamy „Sound of Silence”, ale nie każdy wie, że ten utwór pojawił się w „Absolwencie”. Wszystkie utwory można skojarzyć z jakimś dziełem filmowym. Dzięki temu płyta uzyskuje bardzo ciekawy wymiar. Po przesłuchaniu warto poszukać oryginalnych wykonań i zobaczyć, skąd czerpała inspirację Ania Dąbrowska. Nie porównujmy, nie szukajmy podobieństw. Po prostu słuchajmy, potraktujmy „Movie” jako dzieło odrębne, które silnie korzysta z muzycznej tradycji, która można określić jako zasadę „zagraj to jeszcze raz”.

Jest to płyta zarazem przyzwoita i przyjemna. Miejscami może nużyć, ale ma kilka momentów, które od razu przykuwają uwagę słuchacza. Dobrze się jej słucha, nagrana została w spójnym stylu. Wszystko przypomina leciutki smooth jazz, żadnych eksperymentów. Przy „Movie” świetnie się odpoczywa, płyta idealnie nadaje się na leniwe popołudnie. Widać, że Ania Dąbrowska miała na ten zestaw pomysł. Wszystkie interpretacje są przemyślane. Na szczęście zabrakło numerów przekombinowanych. Teraz postaram się przybliżyć najciekawsze fragmenty „Movie”, jednocześnie będę traktował każdy utwór całkowicie indywidualnie. Nie będę porównywał go z oryginałem. Interesuje mnie tylko to, co zaproponowała Ania Dąbrowska.

Już od pierwszego przesłuchania spodobał mi się „Bang, Bang”. Ten utwór długo gościł na trójkowej liście przebojów. Spokojny głos Ani został skontrowany z agresywną perkusja. W „Bang, Bang” przeplatają się momenty ciche i głośne. Jest to utwór rytmiczny, w którym pojawia się pewien rewelacyjny fragment – solówka saksofonu. W tym momencie, perkusja się uspokaja, ale nie traci swojego charakterystycznego uderzenia. „Bang, Bang” jest świetny, to rewelacyjne otwarcie płyty.

Poza tym lubię „Suicide is Painless”, które ma w sobie coś nieuchwytnego i zarazem niepokojącego. Jest dziwnie lekkie, nagrane jakby od niechcenia. Głos Ani Dąbrowskiej hipnotyzuje najbardziej w tym utworze. Pomimo banalnej aranżacji, nie sposób się od niego oderwać. Psychodeliczny charakter ma „Strawberry Field Forever”. Do tego stopnia wbija się do głowy, że zaczyna się go nucić. I ostatnie, określone przez Moją Lepszą Połowę, jako „bardzo zmysłowe” „Deeper and Deeper”. Faktycznie, utwór ten, buduje specyficzny ulotny nastrój. Znajdziemy w nim dwie, bardzo przyjemne, solówki, które świetnie pasują do kompozycji.

Pozostałe interpretacje są dobre, ale niczym ciekawym się nie wyróżniają. Jednak nie stanowią swoistych „zapychaczy na płycie, są jej integralną częścią. Bez nich „Movie” nie miałoby tak cudownie indywidualnego charakteru. Dla mnie były niezwykle istotnym tłem, dzięki któremu dostrzegłem cztery świetne aranżacje.

Nie żałuję czasu spędzonego przy „Movie” Ani Dąbrowskiej. Dobrze się bawiłem słuchając jej interpretacji. Myślę, że te płyta jest idealnym prezentem dla każdego filmoznawcy, który oprócz oglądania filmów, zwraca też uwagę na ścieżkę dźwiękową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s