Wieża

Burza nie nadeszła nagle. Już od dłuższego czasu przysłuchiwał się grzmotom, które powoli się do niego zbliżały. Ciężkie i ciemne chmury nie chciały przekroczyć pewnej granicy. Zawsze zatrzymywały się na horyzoncie strasząc błyskawicami. Wydawało się, że na błękitnym płótnie nieba ktoś zostawił plamę atramentu. Ona się nie rozrastała, zastygła w jednym, konkretnym kształcie. Jednak dzisiaj działo się coś niezwykłego. W trakcie swojej wędrówki widział tysiące różnych burz. Niektóre (podobnie jak ta) trzymały się w pewnej odległości, aby w najmniej odpowiednim momencie (ciekawe, że wszystkie przeciwności losu właśnie wtedy przychodzą) zaatakować. Czasem odwracał się w jej stronę i krzyczał „Tak, czekam na ciebie! No dalej! Wal!”. Wtedy burza wydawała z siebie kilka niezwykle groźnych pomruków i dalej utrzymywała raz zdobytą pozycję na niebie.

Dzisiaj też tak było. Ciemne chmury po prostu wisiały sobie na horyzoncie. Dlatego nie przejmował się nimi i spokojnie kontynuował wędrówkę. Około południa, kiedy słońce stało wysoko na niebie zerwał się gwałtowny wiatr. Wiał w kierunku burzy, zdawało się, że zasysa ona powietrze. Spojrzał w górę i na ten widok nie był przygotowany – nad nim, najspokojniej na świecie, nieustannie istniało błękitne niebo. Zaniepokojony skierował wzrok na wiszące w oddali chmury. Teraz naprawdę się przeraził.

Chmury straciły swój atramentowy odcień. Stały się ołowiane, jeszcze bardziej czarne niż dotychczas. Teraz dosłownie wisiały i wyglądały jakby chciały upaść na znajdującą się pod nimi ziemię. Grzmoty rozlegały się w powietrzu. Wydawały się być coraz głośniejsze, jednak chmury stały na swoim, dawno już wybranym, miejscu. Nagle błyskawice oszalały. Niczym opętane zaczęły uderzać w ziemię, jedna za drugą wybierały nowe miejsca, aby skierować swoje groty. Widział jak zaczynają płonąć drzewa. Pod chmurami zaczęła wyrastać czerwonawa łuna. Wiatr wiał coraz mocnej, kolejne grzmoty rozrywały powietrze, a błyskawice powoli zaczynały koncentrować się na jednym punkcie. Nie było to wysokie drzewo, z tej odległości wyglądało to jak dziwna, wysoka budowla. Nagle przestrzeń wypełnił ogłuszający huk. Błyskawice pokonały opór materii. W końcu zaczęło padać, a niebo nad nim pokryła szarość chmur. Znowu w uszach zaczynała brzmieć, specyficzna dla tego miejsca, cisza. Poszedł zobaczyć co zniszczyła burza.

Dotarł tam bardzo szybko, po raz kolejny zaskoczyła go przestrzeń w tym miejscu. Czasem się rozciągała, czasem zwężała, ale zawsze było jej na tyle, aby miał dokąd iść. Wstrząsnęło nim to, co zobaczył. Wszędzie leżały kamienie, w ziemię pozostał wbity tylko fundament i spory kawałek ściany. Pioruny zburzyły wysoką wieżę, która czegoś pilnowała. Długo oglądał pobojowisko, dotknął każdego kamienia. Wszystkie były nienaturalnie zimne. Był bardzo zaskoczony, gdy zauważył, że wieża wewnątrz była pusta. Stanowiła tylko kamienny cylinder wbity na granicy czegoś.

Nadszedł czas wyzwolenia, nadszedł czas zmian.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s