Trawa jest coraz bardziej zielona

Światło przechodzi przez wszystkie poziomy rzeczywistość. Tylko dla nas, codziennych ludzi, odbija się od powierzchni i wraca tworząc zjawisko zwane kolorem. Akceptujemy taki stan rzecz. Głębia w pewien sposób przeraża, lepiej płynąc na powierzchni. W końcu mamy wtedy bliżej do brzegu. Ale promień dotyka nawet najbardziej ukrytej płaszczyzny.

Odbija się tylko od najcięższego tonu słowa „rzeczywistość”. Dalej nie biegnie, od razu wraca do patrzącego aby ujawnić mu dany obiekt w całej okazałości. Wtedy dostrzega się tylko i wyłącznie wymiar materialny, bez zbędnego rozbłysku ukrytego w momencie piękna. Rzeczywistość nie odbija świata. Grzęźnie na samej jego powierzchni, stara się utrzymać na falach w jednym miejscu. Nie pozwala, aby prąd poniósł nas zbyt daleko. Być może nie jesteśmy jeszcze gotowi, aby zobaczyć co jest dalej. Z drugiej strony głębia nie wszystkich interesuje. Są ludzie, którym w zupełności wystarcza słabe migotanie światła.

Wystarczy przyjrzeć się bliżej, czemukolwiek, aby we wszystkim dostrzec ukryty potencjał. Wewnętrzną energię, związaną naszym ludzkim postrzeganiem. Aby ją wyzwolić, najpierw trzeba uwolnić siebie. Nauczyć się dostrzegać różnorodność, przystosować swoje oczy do wychwytywania najdelikatniejszego przebłysku zatopionej w świecie głębi. Nie jest to sztuka wyrywania, wysadzania nowego znaczenia na zewnątrz. Jest to metoda kontemplacji, zachowania wrażeń najczystszych w sobie, bez niepotrzebnej erudycji, kwiecistej retoryki i uczuciowej egzaltacji. Polega na trzech bardzo prostych rzeczach. Najpierw patrzymy i dostrzegamy kontur. Później sięgamy dalej, i tak widzimy treść. Na koniec zamykamy oczy, szukamy odbić świata w naszym niespokojnym umyśle. Gdy już złapiemy niesforną myśl, która ciągle próbuje się ukryć za czymś większym mówimy „Jest!”. I kolejna część naszej prywatnej rzeczywistości, tej najbardziej prawdziwej i dotykalnej – zostaje powołana do życia.

Trzeba przejść długą drogę, aby zrozumieć że to co nas otacza jest jednocześnie częścią nas samych. Obiektywizm to produkt tych, którzy za wszelką cenę nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności stworzenia własnej przestrzeni. Zasłaniają sobie nim oczy. Nie chcą widzieć. „Coś innego” zawsze wykracza poza nich, dlatego tak bardzo przeraża. Ale czy człowiek, który nigdy nie próbował ustalić własnych granic i w nich zbudować własnego domu myśli jest w stanie rozróżniać rzeczy „własne” i „cudze”? Ktoś taki nie jest w stanie docenić różnorodności. Woli szary posmak światła odbitego na powierzchni doświadczenia.

Sensualny poziom doświadczenia rzeczywistości to rozpuszczenie w sobie każdego z jej elementów. A później z powstałym drobin układamy myśli – niespokojne, poszarpane, ułożone, grzeczne. Wszystkie zatopione w chaosie postrzegania i nieustannych prób określenia kim się jest. Wszystkie granice są chwilowe. Bezpieczeństwo w domu myśli to iluzja, kolejna którą trzeba pokonać. Jeżeli się zatrzymasz wszystko runie, a ty zostaniesz otoczony przez cień własnego życia. Zapadnie ciemność, którą weźmiesz za światło. I wtedy będzie już za późno.

Świat będzie dokładnie taki, jaki chcesz aby był. Taką zagadkę zadałem pewnej osobie. Nie doczekałem się odpowiedzi, pojawiły się tylko nic nie warte konstrukty, za którymi było coś dalej. Każdy z nas, codziennie, od dnia swoich urodzin, decyduje czy chce dostrzec pełną zieleń trawy. Nie wszystkim starcza odwagi, aby to zrobić.

Traw codziennie ma inny odcień. Ale wraz z upływającym czasem jest coraz bardziej zielona.

//Zainspirowane utworem „The Grass is Greener”, nagranym przez zespół Colosseum w 1970 roku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s