Niebieski

Nad ulicą wisiały siwe chmury. Ich obecność nie zwiastowała niczego dobrego. Odcień ciemnej stali nie przepuszczał światła słonecznego, a najczęściej przynosił deszcz. Ale od samego ranka, gdy cicho nasunęły się na rozgwieżdżone niebo – groziły rychłym zesłaniem ulewy. Wyglądały jakby niosły w sobie prawdziwy potop. Między starymi kamienicami, miejsce dla siebie znalazła mała kawiarenka. Przytulna przystań, idealna na taką pogodę.

O szesnastej było dziwnie pusto. Mało kto zdecydował się wyjść po zakupy, niewielu postanowiło rzucić wyzwanie chmurom i wybrać się na spacer. Stalowy odcień nieba, tak przytłaczający wszystko i wszystkich, zachęcał do pozostania w domu. Przykrycia się kołdrą, wypicia ciepłej kawy i oczekiwania na deszcz. A wraz z pierwszym rozlewającym się po szybie śladem, tylko przez chwilę popatrzeć na świat. Później, zwinąć się w kłębek. Przeczekać. Nie patrzeć. Być w innej krainie, tej najbardziej prywatnej i indywidualnej. Zamkniętej dla innych. Uciec w samotność snu, wbrew atramentowy, który rozlał się komuś na górze. Ale deszcz wciąż nie padał. Chmury, ludzie otuleni kołdrami, trzymający parujące filiżanki, ulica – wszystko trwało w zawieszeniu. W oczekiwaniu.

Dzwonek u drzwi kawiarni zadzwonił od momentu otwarcia (czyli od dwunastej) ledwo piętnaście razy. Przychodzili w liczbie pojedynczej. Zamawiali „coś ciepłego”, „na rozgrzanie” i wzdychali. Na ogranięcie stalowej pustki, która zawisła nad ulicą – tak zdawały się mówić ich oczy. Brali swoje zamówienia, siadali po kątach, przy oknie. Wedle własnej fantazji i uznania. Milczeli, wypijali i wychodzili. Patrzyli na chmury. Od samego rana aktualna, okropna pogoda była najbardziej lotnym tematem.

Szesnasty raz zadzwonił mały, pozłacany dzwoneczek zawieszony nad drzwiami. Do środka wszedł  siwiejący mężczyzna, ubrany w lekko wytarty płaszcz. Podpierał się parasolem. Razem z nim pojawił się dziwny zapach, podobny do powietrza po burzy. Zrobiło się jakby lżej. Płaszcz opadł na krzesło, parasol wsparł się na stole. Mężczyna rozsiadł się wygodnie przy stoliku i od razu rozpiął jeden guzik przy swojej niebieskiej koszuli. Kelnera przyjmująca zamówienie ( „Gorąco proszę o ciepłą kawę”) po raz pierwszy się uśmiechnęła. Jedyny kilent, który wsparł głowę na dłoni i od dłuższego czasu wpatrywał się w okno, skierował swoją uwagę na nowego gościa kawiarni. Uśmiechnął się i wzniósł toast resztą herbaty. Mężczyzna w niebieskiej koszuli podziękował gestem i zaczął obserwować snujących się po ulicy ludzi. Kelnerka przyniosła zamówioną kawę. Jeszcze zanim jej spróbował, na jego twarzy pojawił się spokój. Upił jeden łyk. I wszyscy w kawiarni usłyszeli jak o szyby zaczął dzownić deszcz.

– Nie śpij – kelnerka trącała ręką chłopaka siedzącego samotnie przy stoliku – No, zobacz! W końcu przyszedł deszcz!

– Siedzi tu już od dłuższego czasu i pije kawę.

– Tak na pewno – popatrzyła na niego z wyraźnym politowaniem – Trzeba było jeszcze dłużej siedzieć w nocy, to teraz byś miał ciekawsze omamy.

– To od kiedy macie kubki pod kolor obrusów?

Na twarzy kelnerki pojawiło się zdziwnie. Jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy zauważyła że na następnym stoliku faktycznie stoi samotny kubek. Postawiła go przed chłopakiem i razem zaczęli na niego patrzeć. On – z dziwnym triumfem w oczach, ona – z poczuciem, że któreś z nich zwariowało. Ale tego dnia dzwonek wybił nieparzystą liczbę.

Niebieski kubek, niebieski obrus. Dobrze, że kawa była czarna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s