Tanecznym krokiem

Tłum ludzi obserwował tancerzy. Już od dłuższego czasu zachwycali się ich popisami, tym że nie gubią rytmu i poruszają się pewnie. Podziwiali grację każdego kroku, elegancję i wykwint również wyuczonych uśmiechów. Rozpromienione twarze, które odruchowo odkształcają się w radosny grymas. Tego też uczą. Patrzeć w oczy partnerce, partnerowi. I tańczyć z uśmiechem! Niech ludzie widzą radość! Nawet jeżeli tylko odruchem, który pojawia się, gdy założą swoje piękne stroje, gdy usłyszą pierwsze dźwięki muzyki. Ale przedstawienie jest najważniejsze. Bo ludzie chcą patrzeć, podziwiać, a nie zastanawiać się.

Uliczni muzycy, którzy wędrowali z tancerzami od miasta do miasta, od kilku lat grali te same melodie. Nie znudziły się im nieustannie powtarzane podziały rytmiczne. Nuda jeszcze nie wdarła się pomiędzy dźwięki. Jeszcze uciekały przed monotonią zleconej pracy. Tylko ich oczy czasem wyrażały coś innego. Drobny błysk zmęczenia przebiegł po twarzy skrzypka, gdy wykonywał solowy popis. On już się wypalał. Na próbach grał z coraz mniejszym uczuciem. Był podobny do maszyny wyrzucającej dźwięki. Jego tryby były perfekcyjnie naoliwione. Wyśmienity skrzypek, który idealnie trafiał w nuty.

Zebrany tłum co rusz klaskał, wesoło krzyczał, wyrażał swoje zadowolenie. Niektórzy już rzucili kilka monet, które z metalicznym brzękiem potoczyły się po bruku. Między tancerzami chodził młody chłopak, ubrany w starą marynarkę. Zbierał pieniądze do kapelusza. Schylał się, podnosił monety, przyjmował banknoty. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Wszyscy byli zapatrzeni w tańczące pary. W ich zgodny rytm, chwilową harmonię kroków. Największe wrażenie robili na drobnej kobiecie ubranej w czarną sukienkę w białe groszki. Była zachwycona. Muzyka ucichła. Tancerze po kolei zaczęli podchodzi do grupy widzów i z niej wybierali sobie nowe partnerki. Przypadkowość. Nie wszystkie miały odwagę spróbować. Uciekały, czerwieniły się, przepraszająco się cofały. Ale sukienka w białe groszki śmiało wystąpiła przed zebranych, prowadzona za rękę przez jednego z idealnych tancerzy. Stała i patrzyła w niebo, jej oczy delikatnie się śmiały. Kiedy wszyscy znaleźli dla siebie partnerki, muzyka znowu zabrzmiała.

Tańczyli. Wszyscy tańczyli prostego walczyka. Radzili sobie. Każdy jakoś dał się poprowadzić. Kobieta w sukience w białe groszki ciągle się potykała. Gubiła rytm, deptała po nogach genialnemu tancerzowi. On każdy jej błąd kwitował wyuczonym uśmiechem, który podkreślał pustym spojrzeniem. Próbując złapać rytm patrzyła pod nogi. Powoli, powoli zaczynała wszystko rozumieć. Podniosła głowę, spojrzała na sztywny uśmiech tancerza. Zatrzymała się. Gdy rozejrzała się wokół zauważyła, że wszystkie przypadkowe partnerki dobrze tańczą. A na ich twarzach już wyrastał ten sam sztuczny wyuczony uśmiech. W jej oczach pojawiło się dziwne szczęście. Puściła dłonie tancerza, zostawiła go samego na środku wybrukowanego placu. Stukając obcasami weszła miedzy ludzi. Oddalała się od zbiegowiska, czasem spoglądając w niebo.

Tłum tego nie zauważył. Nikt nie zwrócił uwagi na kobietę, która była ubrana w czarną sukienkę w białe groszki. Tylko skrzypek po żegnał ją delikatnym uśmiechem. Chłopiec w starej marynarce przez chwilę machał jej na pożegnanie. Ci dwa ją zapamiętali.

Pewność wyboru przychodzi do nas małymi krokami. Rośnie wraz z każdym spojrzeniem w niebo. I ujawnia się wtedy, gdy nikt nie patrzy. To piękne żyć i nie szukać w obcych twarzach śladu aprobaty. Tak, to piękne – żyć i ciągle stawiać nowe kroki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s