Nocą (II)

Zamyka się drzwi i wychodzi. Jeszcze tylko przekręcić klucz, usłyszeć trzask zamka na pożegnanie. I idzie się po schodach, patrzy się na odrapane ściany. Odpadająca farba, spozierająca przeszłość ścian. Napisy, które ktoś wykonał markerem są bezosobowe – więc nikt się ich nie boi. Swoją głuchą wściekłość zamykają w kilku niezgrabnych pociągnięciach. Jakaś dobra dusza wymieniła żarówkę na klatce. Jeszcze w świetle patrzy na rozciągającą się za drzwiami czarną plamę. Wszystko jest spokojne, zamknięte w gęstej czerni. Drzewa tracą swój stały kontur, samochody wyglądają na jeszcze bardziej zimne i nieżywe.

– Jak dobrze, że dzisiaj nie palą na klatce – to krótka myśl, która przebiega po głowie, gdy kładzie się rękę na klamce.

Drzwi się otwierają. I tak wychodzi się z pustego światła, tak stawia się pierwszy krok w ciepłą ciemność. Tak wchodzi się w Noc. W niej nie słychać ludzkich kroków. Kamienne dudnienie zawsze wydaje się być czymś obcym. Chodzi się tylko tam, gdzie przestrzeń rozerwana jest światłem lamp. I z tej granicy wszystko się obserwuje.

Witryny sklepów nie są już takie atrakcyjne. Za wszelką cenę próbują się ukryć przed wzrokiem ciekawskich. Tylko w niektórych pali się światło. Wtedy można zajrzeć do miejsca, w którym marzenia przybierają materialną formę. Zamieniamy je na konkretne przedmioty. Duże sklepy też stoją puste. Olbrzymie molochy śpią, trwają w oczekiwaniu na codzienny ruch. Pozbawione trzasku metalowych wózków, ludzi przebierających w nieskończonej ilości towarów i kasjerek mechanicznie przesuwających kod kreskowy nad skanerem. One rzadko patrzą na ludzi. Wyrywają osobowość człowieka, każdym piknięciem i tak stajemy się zlepkiem wysokich tonów, który płaci za produkty. Materialny wymiar marzeń ma jasno określoną cenę.

W małym antykwariacie nieustannie mruga neonówka. W swych rozbłyskach oświetla sterty nikomu niepotrzebnych papierów, kształt bezużytecznego drewna i odbija swoje światło w złoconych ramach obrazów. Pozostawiona sama sobie, piętrząca się na niewielkim metrażu przeszłość. Stare książki, których nikt już nie chce. Stare obrazy, które wszystkim się znudziły. Stare płyty, których muzyka jest monotonna. Stare meble, z których nikt nie chce korzystać. To przedmioty mające własne historie, wyrzucone poza nawias codzienności, wytrącone z rytmu życia. Teraz leżakują na półkach, podłodze pod ścianami i czekają na muśnięcie ludzkich dłoni, błysk zainteresowania w oczach, drugą szansę, która pozwoli im na nowo zapełnić wyobraźnię właściciela. Ten antykwariat to zbiór człowieczych pragnień, często chwilowych zachcianek i pochopnych decyzji. Później wyrzucamy je na śmietnik, odstawiamy na nieruchome półki i pod zimne obce ściany. Zapominamy. A na ich istnienie oświetla rozbłyskująca chwilami neonówka.

Dalej był dworzec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s