Mróz.

Poprawił starą, odrobinę złachmanioną czapkę. Pamiętała już wiele takich zimowych wędrówek, wieczorów i dni przepełnionych przytłaczającym zimnem oraz lodowatym, kłującym powietrzem. Notorycznie nie nosił rękawiczek. Nie lubił, tłumaczył to tysiące razy ale i tak nikt nie chciał słuchać. Zawsze powtarzał, że nie życzy sobie, aby cokolwiek odcinało go od otaczającego świata. Chciał go dotykać i wciągać w siebie.  Jego nogi zapadały się w zmrożonym na powierzchni śniegu, jak i on zapadał się w świecie. Każdy pojedynczy trzask cieniutkiej warstwy lodu przypominał mu o stłuczonych lustrach, szkle leżącym na podłodze. Delikatny powiew przeszłości, po którym ma się dreszcze.

Potykał się i ślizgał, wpadał w głębokie zaspy i oddalał się od zimnego, skutego wewnętrznym lodem domu. Ta pozostawiona za sobą pustka przybiegała, aby go straszyć. Przypominała o swoim istnieniu w każdym mijanym ośnieżonym drzewie, w każdej nieruchomej kałuży i w spokojnej, układającej się w niezmierzoną przestrzeń, bieli. Ale tym razem coś było inaczej. Nie zmienił się monotonny krajobraz, wyglądający tak samo od wielu lat. Nie zmienił się uporczywy mróz trzymający twardo podczas takich wędrówek. Nie zmienił się czas, który odbijał się tysiącem barwnych wspomnień na płatkach śniegu.

Ciepło. Pochodzące z tysiąca chwil zebranych w jednej delikatnej tęsknocie. Ciepło. Pozwalające pozbyć się paraliżującego wrażenia pustki. Ciepło. Otacza, pozawala odetchnąć, dzięki niemu nowa przestrzeń nie jest już taka straszna. Ciepło, które przychodzi z zewnątrz, z miejsca specyficznie odległego, a jednocześnie objawiającego się w każdej swobodnej myśli. Podniósł pod światło kawałek lodu. Przez chwilę patrzył na setki odcieni tańczących w zatrzymanej materii. To charakterystyczne uczucie pojawia się wraz z umiejętnością dostrzegania rzeczy wyjątkowych. W najmniej spodziewanych momentach widzieć, to co najwspanialsze i cudowne.  W zamian można otrzymać odrobinę ciepła, które idealnie chroni od napierającego mrozu.

Idzie dalej, próbując ogrzać dłonie w kieszeniach. Rozgląda się i ma wrażenie, że wszystko się wewnętrznie zmieniło. Śnieg jest bielszy, drzewa bardziej wyprostowane, lód nie daje się tak łatwo przełamać, a promienie słońce śmielej ślizgają się po świecie. Jakby ktoś dosypał odrobinę najcenniejszej przyprawy, której pragnie każdy gdy podnosi głowę z poduszki. Wszystko ma po prostu więcej sensu.

– Dlaczego Ty nie nosisz rękawiczek?

Uporczywie powracające pytanie. Nieprzytomny uśmiech na twarzy. Podziękowanie. Za przypomnienie kilku rzeczy, które zdążyły umknąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s