Śnieg?

Oblodzone schody prowadziły do ścieżki, która była już cała pokryta śniegiem. Biel rozlewała się z każdego zakątka, ogarniała swoim cielskiem nierówną powierzchnię drogi. Nie widać kamieni. Nie widać wgłębień wyżłobionych przez padający deszczy. Tylko po tych śliskich schodach ciężko zejść. Szukał oparcia przy ścianie. Ale ta również nie chciała go przytrzymać. W myślach przeklinał architekta, który zaprojektował tak niewygodne schody. Brakowało poręczy, buty ślizgały się w każdym kierunku. Kiedy usłyszał lekkie skrzypnięcie uspokoił się. Teraz stał na świeżym śniegu, który z lekkością dostosował się do jego ciężaru. Poczucie bezpieczeństwa i pewności zbudowane było na niewiedzy. Nie widział jak bardzo wyboista ścieżka znajduje się pod śniegiem.

Odwrócił się. Dom nie zachęcał do powrotu. Przez jeszcze otwarte okno na pierwszym piętrze wpadał chłód. I wypełniał cały budynek, wciskał się do każdej szpary. Stał przed wielkim lodowym sześcianem, który tylko z pozoru przypominał ludzkie mieszkanie. Zniszczony, odpadający tynk, drzwi które już gniły w kilku miejscach i ta urwana rynna. Tej zimy pewnie zawali się dach. Już w wielu miejscach stracił dachówki, czarne poszycie odcinało się od białego śniegu. Rany przypominające o nieubłaganym upływie czasu, blizny przemijania. Obecne wszędzie. We wszystkim. Chłód starego domu odrzucał. Kiedy szedł przed siebie nie odwracał się. Nie chciał patrzeć na to otwarte okno.

Delikatne skrzypienie powoli zamierało pod podmuchami wiatru. Zbliżała się zamieć. Zapowiadał ją huk powietrza i śnieg, który co chwilę uderzał w twarz. Fale zimna przychodzące z każdej strony. Nie zauważył kiedy świat został pochłonięty przez biel zbudowaną z tysięcy mniejszych płatków. Teraz też nic nie widział. Cały czas szedł, zdawał sobie sprawę z tego, że zamieć zasypie jego ślady. Dziwny, bo przyjemnie chłodny śnieg, odcinał możliwość powrotu. Ale nie chciał zawrócić. Zasypane ślady nie wzbudzały w nim niepokoju. Porwany przez wirujące powietrze, pochłonięty przez białą przestrzeń – szedł przed siebie, każdy jego krok był tak samo pewny.

Skończyła się nagle. Tak samo jak się zaczęła. Zdjął rękawiczkę i złapał mały płatek śniegu. Patrzył jak się roztapia, przecina elektryzującym chłodem. Podobnie jak on rozpływał się w czasie. Tracił kształt tworzący przeszłość i przyszłość. Ważny był tylko każdy krok. Postawiony dokładnie w danej chwili.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s