Live happily ever after!

Wchodź, wchodź! A co ty taki roztrzęsiony dzisiaj jesteś? Spokojnie! Bez nerwów! Usiądź, odpręż się, popatrz przez okno. Przygotuję herbatę i mi wszystko opowiesz. Na pewno jakieś sensowne rozwiązanie się znajdzie.

Powoli. To działa bardzo powoli, specyficzna trucizna swobodnie krążąca w człowieku. Na te malutkie ilości nie zwracał uwagi, szybko się do nich przyzwyczaił i traktował jako element codzienności. Siedział na fotelu pogrążony w czarnych, niespokojnych myślach. Najpierw nawrzucał sobie, że w ogóle pozwolił na taką sytuację, że można było jej uniknąć. W ramach desperacji roztrzaskał niewinną szklankę i przez chwilę patrzył na drobinki szkła. Aż usiadł, zmęczony wściekłością i bezradnością. Oplątało go to. Wżerało się w delikatną tkankę myśli, stapiało się z nimi i krążyło. Miał wrażenie jakby coś krępowało jego ruchy. Nie można oddychać, podnieść głowy, zrobić jednego kroku. Sterty zapisanych kartek nie znały odpowiedzi. Trzy półki książek milczały zaklęte. Tylko szkło na podłodze odbijało jasne światło lampy. Zapadł się w fotelu. Uspokoił się, wziął trzy głębokie oddechy. „Ci, którzy kładą w innych truciznę własnego cierpienia, tylko po to aby ich zatruć – nie są ludźmi. To potwory karmiące się cudzym niepokojem, błędami i zwykłym nieszczęściem. Nienasyceni, zdolni zeżreć człowieka wraz z jego całą duszą. Maleńcy ludzie, którzy wchodzą na taboret dumy tylko po, aby spojrzeć na innych z góry. Wystarczy ich stamtąd zrzucić a polecą w dół z potępieńczym wrzaskiem”. Odzyskał swój spokój. Wstał i wyrzucił leżące na stole zapisane kartki. Przesiąknięte nienawiścią i wściekłością szybko poszybowały w dół. Przeglądał zapisane czarnym atramentem zeszyty, darł je i rzucał za siebie. Chwycił za pióro i skreślił kilka słów. Wstał i wyszedł, zamykając drzwi. Zostawił za sobą cały ten bałagan, porozrzucane strzępy kartek i kawałeczki szkła. W końcu wyszedł z tego pokoju, który tak go przytłaczał. Sam był zaskoczony jakie to było łatwe, wystarczyło wstać i iść, i nie myśleć o tym wszystkim. A może kluczem były słowa „Wszystko będzie w porządku. Przez to trzeba przejść szybkim krokiem, nie oglądając się wstecz” napisane niebieskim atramentem, na samotnej kartce, która leżała pośrodku pustego stołu?

No! Następnym razem nie daj się zaszczuć! Odważnie, przyjacielu, do przodu! Niebo nas nie ocenia tylko patrzy swoim niewzruszonym błękitem. Bądź jak ta chmura gnana wiatrem losu! Żyj szczęśliwy jak nigdy wcześniej!

To tyle z tych herbacianych historii. Chodźmy stąd, skończmy ten smutny rozdział. Jest zdecydowanie za długi, znuży każdego czytelnika. To już jest za nami, chociaż jeszcze nic nie postanowiliśmy. Trzeba napisać kolejny, szczęśliwszy z pięknym, wzruszającym zakończeniem.

// „Herbaciane opowieści” w całości dedykuję Grupowej Wyroczni, która składa się z Pani Astrolog i Pani, Która Jest Programowo Na Nie.

2 thoughts on “Live happily ever after!

  1. Panie zgapiaczu! Pan Twittera mi porwał. Jak sie Twój plugin nazywa? Poza tym masz jakby błąd (wielbłąd):

    „roztrzaskał niewinną szklankę i przez chwilę patrzył drobinki szkła.”

    „w”, „na”?

  2. Nie wiem jak się nazywa. Muszę korzystać z tych, które oferuje mi WORDPRESS🙂
    Dzięki za czujność Adaś.
    Zadowolony, że możesz dodawać komentarze?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s