Nocą (I)

Echo niosło suchy trzask przewróconego kubła na śmieci. Wszystkich mieszkańców osiedla proszona, aby zamykali je na noc. W przeciwnym razie wchodzą do nich koty. A wyskakując prawie zawsze je przewracają. Później rozglądają się swoimi błyszczącymi oczami i po chwili zrywają się do biegu. Bardziej agresywne osobniki mają w zwyczaju walczyć o jeden śmietnik. Drą się przy tym niemiłosiernie. Przegrany odchodzi z podkulonym ogonem szukać lepszego miejsca. A na osiedlu rozlega się głos zbudzonego psa. Są ludzie, których te nocne hałasy budzą. Wtedy klną pod nosem, przewracają się na drugi bok i przykrywają kołdrą. Śpią dalej. Do następnego dźwięku.

Bezsenną noc można spędzić na różne sposoby. Snując się po mieszkaniu. Tak jak osoba mieszkająca na trzecim piętrze. Szlak jej wędrówki zaznacza gasnące światło. Patrząc na podwórze. Tak jak starszy pan mieszkający w odnowionym bloki. Ze swojego miejsca może obserwować goniące się koty i młodych, którzy w kapturach przemykają po osiedlu. Z książką w ręku. Niespokojnie śledząc poczynania fikcyjnych bohaterów. Wiecznie bezsennych, gotowych w każdej chwili dać zajęcie naszej wyobraźni. Z saksofonem w rękach. Cicho przesuwając palcami po klapach, nie wydając żadnego dźwięku. Tak jak młody chłopak, który zaczyna swoją karierę w jazz bandzie. Bezsenność można też spędzić otaczając się aromatem miodu i cynamonu, rozpuszczonym w mocnej, czarnej herbacie. Dziewczyna na parterze lubi przy tym oglądać zdjęcia. Budzi wspomnienia, które i tak nigdy nie śpią.

Nawet nocą po osiedlu chodzą różni ludzie. Stanowią jej nieodłączny element, wypełniają przestrzeń pomiędzy gwiazdami, Księżycem a ciemnością. Wychylił się zza starego, samotnie stojącego kiosku. Nie zwrócił uwagi na odpadającą zieloną farbę ani na wulgarne napisy oznaczające terytorium kibiców konkretnej drużyny. Idzie szybkim krokiem, rzucając nerwowe spojrzenia. Ławka – na szczęście pusta, straszy tylko odrapanymi deskami. Szelest zza drzew – niesforne koty ganiające się po nocy. Idzie coraz szybciej. Tej nocy zapragnął być duchem rozpływającym się w materialnym świecie. Wyszli z klatki w trzech. Nie chciało im się słuchać ciągłego zrzędzenia matki Siwego, która ciągle miała pretensje o to, że piją piwo. Dlatego też poszli w kierunku swojej ulubionej, prawie już zdezelowanej ławki. Tam popijali swoje ostatnie piwa i obserwowali ciemność. Nowoczesne sępy żyjące z padliny i przypadkowych ofiar. Jedna z nich właśnie się zbliżała. Czuli, że nie jest z tego osiedla, za bardzo rozglądał się na boki. Wstawali po kolei, bez zbędnej gwałtowności. Tak jakby chcieli powitać starego przyjaciela. Wyrósł przed nim mur złożony z trójki ludzi. Tylko stali i patrzyli ale on już czuł się osaczony. Włożył dłonie do kieszeni skórzanej kurtki i czekał na rozwój sytuacji. Dalej się rozglądał a jego wzrok był coraz bardziej nieobecny.

– Masz szluga?

Jeden z kamiennych posągów wymówił te dwa słowa. Zaczął nerwowo grzebać po kieszeniach. Nagle sięgną do wewnętrznej i wręczył Siwemu paczkę czerwonych Marlboro. Ruszył gwałtownie przed siebie, omijając kamienne posągi przypominające ludzi. Szeptał pod nosem „Nie teraz. Nie teraz…”. Siwy i koledzy nie zwracali na niego uwagi. Byli zainteresowani nową zdobyczą. Siedem dobrych papierosów i nowa zapalniczka. Rozsiedli się na resztkach ławki. Zapalili, zaciągali się dymem, delektowali mocniejszym tytoniem. Patrzyli przed siebie, nie zastanawiali się, nie słuchali, nie rozmawiali. Nie było takiej potrzeby. Na dzisiaj wszystko już się stało. Uwagę Siwego zwrócił przyglądający się im bury kocur. Siedział na chodniku i obserwował trójkę palących mężczyzn. Siwy podszedł do niego i przypalił mu nos papierosem. Ciszę rozdarł koci wrzask a później śmiech trójki mężczyzn. Mało ich to obeszło, zaczęli kopać pustą puszkę. Nieme ściany odbijały metaliczny dźwięk. Były obojętne. Jak wszystko na tym osiedlu. Potrafiły tylko patrzeć, nic więcej.

Czerwone BMW zatrzymało się na parkingu pod piątką. Lampy oświetlały przestrzeń wybiórczo. Ciemność rozrywały pomarańczowo – żółte plamy rzucane z góry. Niektóre z nich mrugały przepalającymi się żarówkami. Silnik pracował miarowo, światło z reflektorów padało na popękaną ścianę. Tynk odpadał w wielu miejscach. Deszcz powoli tworzył wyłomy na idealnej ludzkiej konstrukcji.

– Nie chcę mieć z tobą nic więcej wspólnego!

Wysiadła rozgniewana poprawiając tlenione blond włosy i przykrótką kieckę. Nie oglądała się, chciała jak najszybciej wejść do klatki. Przez nieuwagę wpadła na człowieka w czarnej skórzanej kurtce. Upuściła swoją oblepioną brokatem torebkę. Przewróciła się na zbyt długich szpilkach, wylądowała na zimnej trawie. Mężczyzna nie zatrzymał się.

– Jak chodzisz, łajzo!

Krzyknęła w obojętną ciszę. Czuła, że makijaż zaczyna spływać jej po twarzy. Nikt tego nie widział poza plątającymi się wszędzie kotami. Minęło trochę czasu zanim podniosła się z trawy. Puste okna przyglądały się w milczeniu. Nawet przez chwilę nie zabłysło w nich światło.

Z dachu szarego bloku to wszystko wydaje się być nieistotne. Całość rozpraszając kominy i wszędobylski anteny. Tutaj koty nie włażą. Ale czy to wszystko może być prawdą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s