„… postanowiłem już nigdy nie być korporacyjnym szczurem i już ani razu nie dać się nabrać.”

starachotaOsobom, które nie lubią dużo czytać z łatwością można polecić zbiór opowiadań. Nie trzeba ich przeczytać wszystkich, lekturę da się pokawałkować i rozciągnąć w czasie. Nawet jeżeli niektóre z tekstów pominiemy – nie stracimy nic. Opowiadanie, jako krótka forma, powinno być zamkniętą całością, w której zostaje zrealizowany pewien temat. Najczęściej przybierają postać krótkich historii, bardzo autorskich wycinków rzeczywistość. Ponieważ krótka forma jest bardzo skonsolidowana najbardziej widać w niej osobowość autora. Zbiory opowiadań, często stanowią charakterystykę i zestaw ulubionych problemów autora.

W tomie „Oprócz marzeń warto mieć papierosy” znajduje się trzydzieści pięć krótkich tekstów. Juliusz Strachota dysponuje stylem lekkim, wciągającym czytelnika. Czyta się szybko, to książka na jeden, góra dwa wieczory. Jego opowiadania są spójne, zawsze opisują konkretny element rzeczywistości. Ale zaklasyfikowałbym je do literatury lżejszego gatunku. Osoby szukające artystycznych rozwiązań i skomplikowanej symboliki zawiodą się. Juliusz Strachota to pisarz solidny, z dobrze wykształconym stylem. Ale jest bardziej cyniczny niż intelektualny.

Teksty są bardzo zróżnicowane. Niektóre zawierają wiele elementów groteskowych, inne bawią się surrealizmem. W każdym zaznacza się specyficzny dystans autora do świata oraz jego nieprzeintelektualizowany cynizm. Przybiera postać świetnych point, idealnie podsumowujących sytuację. Dzięki temu autor świetnie podkreśla nienormalność stanów przeżywanych przez wprowadzane postacie. A świat przedstawiony przypomina jedną, wielką halucynację. Pojawiają się nazwy miejsc, które wyraźnie wskazują, że wiele fabuł dzieje się w Warszawie. Jednak z uwagi na duża ilość elementów groteskowych materialność przestrzeni zostaje rozmyta. Te opowiadania mogą wydarzyć się wszędzie. Nie mają jasno przypisanego miasta lub określonego miejsca. Fabuły przypominają sen wariata. Raz przyjemny, a raz koszmarny.

To nic innego jak relacja z obłędu. Bohaterowie, pomimo że są bardzo realni, postępują nienormalnie, w sposób który wydaje się nam co najmniej zastanawiający. Wiele z postaci znajduje się pod silnym naciskiem świata zewnętrznego, są przez niego blokowane. Owe postacie zwierzając się ze swoich poczynań (czy to słowami narratora, czy w narracji pierwszoosobowej) pokazują jak bardzo są wyprane z emocji i dlaczego nie potrafią się porozumieć. Winny jest świat zewnętrzny, który w pogoni za rzeczami materialnymi traci swój duchowy wymiar. Rzeczywistość wyprana z emocji zaczyna nabierać elementów groteskowych, staje się coraz bardziej przerażająca. Aż w końcu zmusza człowieka do podjęcia działań, które są postrzegane jako nienormalne, ale wydają się być adekwatne do sytuacji. I tutaj pojawia się pytanie: kto jest martwy? Świat, czy uczestniczące w nim postacie?

Odpowiedź jaką czytelnik odnajdzie w zbiorze opowiadań brzmi: ależ oczywiście, że ludzie! Bo świat, który opisuje autor jest już wtórny. To efekt przefiltrowania przez czyjąś świadomość. Wszystko jest puste, ponieważ oni są puści. To tylko marionetki, którymi rządzi machina życia, albo korporacyjny moloch. Są więźniami z własnej woli, boją się przekroczyć pewna granicę. Nawet jeżeli spróbują to zrobić to wpadają w jeszcze większy obłęd. Dla człowieka, który zaraził się wieczną pogonią za czymś nie ma już ratunku. Nie potrafi już żyć jako „korporacyjny szczur” ale nowa rzeczywistość jest dla niego całkowicie niezrozumiała. Jedynym ratunkiem wydają się być przysłowiowe papierosy. Bo wiele z postaci pali.

„Oprócz marzeń warto mieć papierosy” to pozycja, która przypomina starą prawdę: nie trzeba się silić na rozbuchany artyzm, aby napisać coś dobrego. Wystarczy pomysł, solidny styl i spójna realizacja.