„Zapewne nie można oczekiwać, że ktoś będzie i dobrze urodzony, i bystry.”

Baśnie tom I: Na wygnaniu.Baśń, a na pewno niektóre jej elementy, jest w dalszym ciągu obecna w kulturze. Dotyczy nie tylko najmłodszych odbiorców, ale także osoby dorosłe, które wychowały się na owych opowieściach. Sukces takich produkcji jak „Shrek”, czy zewsząd pojawiających się „historii prawdziwych” pokazuje, że przy odczytywaniu nawiązań, bawią się świetni i mali, i duzi. Ale akcja zawsze rozgrywa się w zamkniętym świecie danej baśni. Nie zostaje przeniesiona do świata współczesnego. Autorzy wplatają w swoje historie dodatkowe skojarzenia, dialogi i wydarzenia wyrwane ze świata, w którym żyje odbiorca. Ale nic poza tym. A na pewno wielu z nas, zastanawiało się jaka byłaby Królewna Śnieżka żyjąca w wielkim mieście.

Książę, bohater wielu baśni, okazuje się być zwykłym uwodzicielem, Zły Wilk (ten od Czerwonego Kapturka i Trzech Świnek) będzie świetnym detektywem. Nie da się ukryć, że węszyć to na pewno potrafi. A Śnieżka? Ma za sobą wstydliwy epizod z Siedmioma Krasnoludkami i jest służbistką, trzymająca się mocno praw i zasad. Wszyscy bohaterowie zostają wygnani ze swojego świata i trafiają do Nowego Jorku. Tam tworzą podziemne państwo – Baśniogród. Ukrywają się przed Doczesnymi i czekają na dobry moment, aby wyzwolić swój rodzimy świat spod władzy Adwersarza. Przyznaję – brzmi dziwnie. Ale tak wygląda otoczka fabularna zaproponowana przez Billa Willingham’a dla serii komiksów „Baśnie”.

Tom pierwszy, czyli „Na wygnaniu”, dopiero wprowadza nas w świat Baśniowców. Na uwagę zasługuje zarówno kreska, jak i sposób stworzenia postaci. Wszyscy nabierając cech ludzi z krwi i kości. Posiadają własne charaktery, czasem bardzo odrębne od tych, znanych nam z opowiadanych baśni. Zostały uwspółcześnione i nic na tym nie tracą. Nawet małżeńskie kłótnie Pięknej i Bestii pasują do świata przedstawionego. Podobnie jest z rysunkami. Balansują na granicy realizmu i baśniowości. Dobrze oddają zarówno wielkomiejski i snobistyczny przepych miasta, jak i nastrój pomieszczeń, w których rozgrywa się akcja.

Fabuła pierwszej części serii jest dobrze zrealizowanym kryminałem. Otrzymujemy typowego dla odmiany amerykańskiej, cynicznego detektywa, prawdziwego łapsa na miarę Philipa Marlowe’a. Wilk prowadzi śledztwo dotyczące domniemanego zabójstwa siostry Królewny Śnieżki. Przesłuchuje, bywa wulgarny, nie cofnie się przed niczym, aby rozwiązać zagadkę. Oczywiście czytelnik śledzi postępy detektywa, dysponuje tymi samymi dowodami i domysłami co on. Jednak zakończenie może zaskoczyć. Jest przeprowadzone w starym, dobrym stylu, kiedy to detektyw oznajmia zebranym jak rozwiązał zagadkę. Mamy wrażenie, że swój zawód Wilk wykonuje z prawdziwym poczuciem misji. Dodatkowa historia, która jest zaprezentowana na zakończenie komiksu, ukazuje parę ukrytych powodów, dla których został szeryfem Baśniogrodu.

Gdyby pozbawić komiks nierealnych postaci i baśniowej oprawy, znajdziemy w nim przykład na dobre zastosowanie konwencji czarnego kryminału. Może poza sceną salonową, która bardziej kojarzy się z odmianą brytyjską. Jednak „Na wygnaniu” nie przekracza granic gatunku. Świat jest tylko pozornie otwarty, zbrodnie popełnia osoba z otoczenia, a zakończenie stanowi powrót do normalność. Nie obowiązuje zasada kontrastu „czerń – biel”. Poszczególne postaci ciężko jednoznacznie ocenić, wszyscy mają bogatą przeszłość.  Wybranie takiej konwencji przynosi określone efekty. Jak każda dobra powieść kryminalna „Na wygnaniu” – wciąga.

Jak na baśń przystało tom pierwszy posiada morał. Ale nie zdradzę go, ponieważ ujawniłbym zakończenie opowieści. Takie zachowanie, w przypadku kryminału, jest karygodne.