Różni ludzie. Różny rytm.

My, ludzie zanurzeni w nowoczesności, pojmujemy czas według dwóch wartości: ilości i szybkości. Potwierdzenie owej koncepcji odnajdziemy w dwóch, niezwykle popularnych powiedzeniach. Pierwsze dotyczy ilości i brzmi: „zawsze mam mało czasu”. Drugie dotyczy szybkości. I jest odrobinę bardziej skomplikowane, ponieważ odwołuje się do czasów minionych. Układa się mniej więcej tak: „kiedyś żyło się wolniej, teraz wszystko nabrało niesamowitego tempa”. Oba zdania nie są opisem rzeczywistego stanu. Nie powinniśmy się nimi przejmować. Potraktujmy je lepiej jako subiektywne odczucia lub określenie problemu. Dotyczą jednej, niezwykle istotnej kwestii: poczucia czasu.

Jesień, wraz ze swoim swobodnym powietrzem oraz leniwym słońcem, wydaje się być idealną porą dla tego typu rozważań. Zauważyliście, że nawet światło wygląda inaczej? Czasu nie mamy za dużo czy za mało. Otrzymujemy go dokładnie tyle, ile potrzebujemy. Ani mniej, ani więcej. Problemem jest sposób w jaki go podzielimy, nawet nie to jak go wykorzystamy. Najważniejsza jest wartość jaką uznamy za nadrzędną. Jeżeli będzie zbyt duża to wszystko zacznie się wlec, wpadniemy w stadium nieustannej nudy. Podjęte działania zmęczą nas swoim trwaniem. Od razu pojawi się zmęczenie i ogólne zniechęcenie. Każdy dzień stanie się zwykłą torturą trwania, nudną powieścią której w żaden sposób nie możemy dokończyć. Nudzi nas ilość rozdziałów oraz ich długość. W przypadku zbyt małej wartości będziemy mieli wrażenie, że czas przecieka nam przez palce. Wiele istotnych rzeczy najzwyczajniej w świecie pominiemy, przez co cały świat stanie się szary i jednakowy. Szybkość przyniesie ze sobą dużą ilość wydarzeń. Coraz częściej będziemy się czuli zagubieni. Ten rodzaj czasu wypala. Jest to rwący potok, który przy pierwszej okazji roztrzaska nas o wystający kamień. Oba rozwiązania są kiepskie. Naprawdę wygląda na to, że nie mamy innego wyjścia jak tylko pozwolić, aby czas nas zamęczył. Dobrym rozwiązaniem może być odnalezienie rytmu.

Każde miejsce, każdy dzień i każdy człowiek posiadają własna, indywidualną pulsację. Ale swoje poszukiwania powinniśmy zacząć do siebie. To w jaki sposób postrzegamy czas jest ściśle uzależnione od naszego wewnętrznego rytmu. Jeżeli stanowi dla nas zagadkę, przyjmujemy rozwiązania z zewnątrz. A te mogą wprowadzać w błąd. Kiedy już uporamy się z sobą, możemy spokojnie przyjrzeć się światu. Ale musimy pamiętać, że rytm rzeczywistości składa się z wielu elementów. Miejsca załamują czas według swoich potrzeb. Przykładem może być opozycja miasto – wieś. Wiele aglomeracji nieustannie pędzi, natomiast tereny wiejskie pozostają w specyficznym uśpieniu. Ale podobna sytuacja może nam się zdarzyć na spacerze. Wystarczy od czasu do czasu się zatrzymać i usiąść. Wtedy poczujemy rytm danego miejsca. I nigdy nie mówcie, że dni są do siebie podobne. Bywa, że popołudnie nagle staję się bardziej leniwe, a wieczór ciągnie się w nieskończoność. Bez powodu.

Celem owych poszukiwań nie jest dostosowanie się do warunków panujących na zewnątrz. Ale włącznie swojego rytmu do rytmu rzeczywistości. Nie musi być taki sam. Człowiek, który wplecie się w pulsację otaczającego świata płynie. Czas nie jest jego wrogiem, pozwala mu w odpowiednich momentach zejść na brzeg i przyjrzeć się światu. Taka osoba czuje czas i potrafi go efektywnie wykorzystać. I wtedy słowa „Mam dokładnie tyle czasu, ile potrzebuję” przestają być zabawnym frazesem.

// Tekst zainspirowany płytą „Hand on the Torch” zespołu US3.