Dziewiąty

Na całym świecie jest tylko jedno miejsce, gdzie jest zimniej niż na zewnątrz: są to polskie autobusy. Niezgłębioną zagadką pozostaje sposób w jaki je skonstruowano. Być może powietrze wewnątrz jest celowo wychładzane, po to aby ulżyć silnikowi? Przecież znajduje się dokładanie pod nogami pasażerów. W zimę każdą wyprawę autobusem trzeba nie tyle dobrze przemyśleć, co dobrze się na nią przygotować. Mam na myśli ciepłe ubranie najlepiej takie, które całkowicie izoluje od świata zewnętrznego.

Nie dość, że świat na przełomie jesieni i zimy wygląda ponuro, to całą szarość potęgują nieszczelne, brudne szyby. To już nie jest nawet widoczna powłoka. Cały brud wżarł się w szyby, nie da się go w żaden sposób usunąć. Nawet nie widać, żeby ktoś to próbował zrobić, a deszcz nie daje sobie rady. Szkoda wspominać o nowoczesnym wnętrzu. Nigdzie nie da się uświadczyć tak rewolucyjnych rozwiązań jak przeciekający dach, czy rozwalone siedzenia. Można przecież stać, siedzieć mają starsi ludzie. O ile wytrzymają jazdę po wszelkich dziurach, które przecież tak umilają podróż.

Jednak wszyscy cisną się i pchają do tych wynalazków techniki. Wystarczy spojrzeć na ludzi, którzy wręcz leżą na drzwiach, zrobią wszystko aby dotrzeć do wybranego miejsca. W godzinach porannych można odnieść wrażenie, że przejażdżka autobusem jest pewnego rodzaju atrakcją. Tylu chętnych, a tak niewiele miejsca. Nie każdy się załapie, trzeba więc walczyć. Już na przystanku ludzie próbują się ustawić, tak aby drzwi mieć przed nosem. Zaraz po ich otwarciu zaczynają napierać na resztki zwolnionej przestrzeni. Na przystanku zawsze ktoś wysiądzie i to daje nadzieję nie tylko czekającym, ale także pasażerom. Wszelkie stwierdzenia, że ludzie się od siebie oddalili można między bajki włożyć. Jak ktoś nie wierzy – proszę się przejechać autobusem po godzinie siódmej. Ludzie są wtedy tak blisko siebie, jak nigdy.

Autobusami poruszają się różne indywidualności. Począwszy od podrzędnych pijaczków, na rożnego rodzaju biznesmenach skończywszy. Wszyscy są podobnie obojętni, starają się patrzeć w jeden punkt, byle nie w człowieka stojącego zaraz przy nich. Bo jak można komuś obcemu patrzeć w oczy?! Przecież to już szczyt chamstwa! A uśmiechnąć się?! Jeszcze wezmą za wariata. Dzisiaj normalne jest to, że ktoś Ci ukradnie portfel, bo uśmiechają się tylko wariaci.

Pan siedzący pod oknem wyraźnie pozuje na intelektualistę. Trzyma w rękach książkę, która ma tytuł po angielsku! Przecież to już szczyt intelektualizmu! Na dodatek o polityce, na co wskazuje tytuł „Putin. The Rise of Power”. Zaciąga trochę paradokumentalnym „Hitler. The Rise of Evil”, ale co tam ważne, że się czyta. Widać, że z trzy dni się nie golił a dzisiaj założył piękną, brązową czapkę z włóczki. Coś cudownego. Na samym końcu autobusu stoją trzy młode dziewczyny. Ważna uwaga! Kobiety, dziewczyny i tak dalej są zawsze młode, a po sześćdziesiątce to dopiero! Nie należy czynić żadnych uwag odnośnie wieku, dlatego też zajmiemy się ich inteligencją.

Śliczne białe kurteczki, oczywiście skontrastowane białymi kozaczkami. Do tego różowe sweterki, oj wystają rękawki! Pozujemy na wyegzaltowane intelektualistki? Niestety, metafizyczny sweter musi być obowiązkowo rozciągnięty i utrzymany w ciemnych barwach. Róż zdecydowanie psuje efekt. I te wspaniałe tipsy! Tak długie, że można nimi spokojnie otwierać piwo. Jednak takie dziewczyny na coś się przydają! Prowadzą gorącą dyskusję na zajmujący temat: czy Marek jest dobry w łóżku? Wydaje się, że starsza pani w zachęcającym berecie z antenką miałaby coś do powiedzenia. Podobnie jak reszta pasażerów.

Pomimo nagłego ataku różu, żółci, zieleni, wszystkich pastelowych i rażących oczy odmian każdego koloru świat zszarzał. Bo to, że psieje wiadomo od dawna… Miał otwartą książkę na początku, teraz na środku? Tak szybko się nie czyta… Obrazków może nie ma – ale za to są wykresy!