Ósmy

Lubiła parzyć herbatę. To była jedna z niewielu chwil, kiedy mogła zebrać myśli. Z pokoju wygnał ją czajnik, a właściwie jego gwizd. A już tak dobrze siedziało się na kanapie, powoli odpływała wsłuchana w jej ulubioną muzykę. Musiała się podnieść i przejść do kuchni, czuła się jakby ktoś ją wyrwał z innego świata.

Dzisiaj wybrała swoje ulubione filiżanki. Te porcelanowe, z roślinnym motywem. Trzymała właśnie jedną i oglądała ze wszystkich stron. Zielony bluszcz oplatał cała filiżankę, strzelał do góry zielonymi listkami. Kiedy obracała ją w dłoni liście tańczyły, bluszcz wpadał w kolisty szał. Uśmiechała się trzymając filiżankę dokładanie przed nosem. Po chwili odstawiła ją na blat stołu. Trzeba było jeszcze znaleźć podstawki i herbatę. Woda już była, dawno się zagotowała. Zauważyła, że znowu ustawiła czajnik dzióbkiem do ściany. Trzeba będzie zetrzeć wodę, która teraz jest na płytkach, ale najpierw trzeba zaparzyć herbatę!

Już pogodziła się z tym, że nie znajdzie podstawek. Zginęły  dawno, a może ich nie dostała? Komplet, który składał się z czterech filiżanek, czterech podstawek i dużego imbryka był tylko pięknym wspomnieniem. Dostała go od swojej mamy, tak po prostu na święta. Najbardziej podobało jej się to, że miał roślinne zdobienia. Od kiedy usłyszała, że ma piękne szmaragdowe oczy uwielbiała zielony. Zawsze kiedy stała przed lustrem próbowała się dopatrzyć tych „szmaragdów” na razie się nie udawało. Pierwszą filiżankę stłukła Zuza, w czasie jednego z babskich wieczorów. To zawsze była niezdara, ale żeby nie umieć przejść dwóch kroków? Do czegoś takiego trzeba mieć niesamowite zdolności. Drugą, stłukła ona. Niepotrzebnie postawiła filiżankę na skraju stołu. Zrzuciła ją przypadkowym ruchem ręki. Jeszcze nieobecność podstawek rozumiała, ale w jaki sposób mogła zgubić ten duży imbryk? Pewnie się stłukł, a ona nie pamięta. Nie, taką ilość zniszczonej porcelany na pewno by zapamiętała. Ktoś to przecież musiał posprzątać.

Przypomniała sobie, gdzie jest herbata. Otworzyła szafkę wiszącą zaraz obok okna. Oczywiście herbata stała na najwyższej półce. A jak ona, mała, nieporadna kobieta tam sięgnie? Mogła poprosić o pomoc, ale teraz trzeba było unieść się dumą. Albo przynajmniej udawać dumną. Podstawiła sobie jedno z krzeseł. Stojąc na krześle i szperając za herbatą zaczęła się śmiać. Wyglądała teraz jak mała dziewczynka buszująca po szafkach. Nie zdawała sobie sprawy, że tyle różnych gratów się tam zajduje. Jakieś sitka, puste pudełka będzie musiała w końcu zrobić porządek. Zeszła na z krzesła i wróciła do parzenia herbaty. Do jednej filiżanki nalała wody i od razu wrzuciła torebkę z herbatą. Wystarczyło chwilę zaczekać i była gotowa. Dla siebie robiła herbatę w dość nietypowy sposób. Najpierw wrzucała dwie łyżeczki cukru, które zalewała wodą. Dopiero na sam koniec wkładała torebkę z herbatą. A później patrzyła, jak ten charakterystyczny kolor stopniowo rozlewa się po całej filiżance. Teraz nie miała czasu, żeby delektować się widokiem parzącej się herbaty, były inne ważniejsze rzeczy. Jedna z nich siedziała właśnie w dużym pokoju.

Poprawiła swoje wycieniowane, krótkie brązowe włosy, wzięła filiżanki i ruszyła pewnym krokiem do pokoju. Nie zapomniała zrobić obrażonej miny, to przecież było najważniejsze. Siedział już na kanapie. Cwaniak myślał, że usiądzie obok niego. Ona tylko postawiła filiżanki na małym stoliku, a sama usiadła na fotelu. Dokładnie na przeciw niego.
– To jak? Przeprosisz mnie w końcu? – zapytała utrzymując urażoną minę, ale oczy już się śmiały.
Odpowiedziało jej tylko długie westchnienie. Kiedy trzymała w ustach łyżeczkę nie mogła się powstrzymać. Delikatnie się uśmiechnęła.