„Nie ma na świecie rzeczy bardziej przerażającej niż pusta butelka”

Malcolm Lowry "Pod wulkanem"Alkoholik pisze przez jedenaście lat powieść. Jest zagubiony i stopniowo się stacza. Proponuje kilka wersji, boi się że zostanie posądzony o plagiat. Nie jest pewny zakończenia, cały czas się waha. W jego książce oprócz delirycznych wizji pojawiają się motywy bardzo sentymentalne. Kiedy ją opublikuje okaże się, że jest to jedyna w pełni zakończona pozycja. Zostanie uznana za arcydzieło i wprowadzona do kanonu literatury XX wieku. Czy taka sytuacja jest w możliwa? Tak, życie jest pełne niespodzianek. Taką książką jest „Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego.

Powieść została oparta na dwóch tematach: alkoholu i miłości. Pierwszy prowadzi do delirycznych, miejscami groteskowych wizji. Są one udziałem głównego bohatera, Konsula, który stanowi alter ego autora. W  tym przypadku mamy do czynienia z bardzo charakterystyczną narracją. Jest porwana, miejscami niespójna, autorowi zdarza się unikać znaków interpunkcyjnych. Są to szalone strumienie świadomości, pełne zaburzeń czasu oraz halucynacji. Czytelnik, na równi z bohaterem, ma problem z odróżnieniem delirycznej wizji od rzeczywistości. Malcom Lowry znał świadomość alkoholika, ponieważ sam nim był. Na przykładzie Konsula pokazał upadek człowieka, który dostał się w szpony nałogu. W postaci wyczuwa się rezygnację. Konsul na tyle zżył się ze swoimi głosami, że nie potrafi bez nich funkcjonować. Czeka na ich podpowiedzi, szuka u nich pomocy. Dla tej postaci stan delirium jest ciągły. Dawno już pomieszał się z rzeczywistością.

Tutaj miłość nikogo nie uratuje. Wprost przeciwnie staje się przyczyną i katalizatorem upadku. Jednak spaja wszystkich bohaterów, zarówno Hugh jak i Konsula. Uosobieniem miłości staje Yvonne, żona głównego bohatera. Jej wyobrażenia pełne są sentymentalizmu oraz zwykłej ckliwości. W marzeniach buduje sobie świat bezpieczny i ciepły. Nie są to deliryczne wizje ale najzwyklejsze pragnienia kobiety, która chce być szczęśliwa u boku ukochanego. Jednak w powieści Lowry’ego nie jest to takie proste. Miłość traci swoją wyzwalającą siłę. W „Pod wulkanem” staje się katalizatorem upadku i śmierci bohaterów. Yvonne ginie pod kopytami konia, a Konsul od kuli. Miłość zwraca się przeciwko bohaterom, stopniowo ich rozbija. Co ciekawe emocje mają bardzo melodramatyczny wydźwięk. Widać to szczególnie w listach Yvonne, pełnych emocjonalnych uniesień rodem z tandetnych romansów.

Delirium i melodramat – takie nietypowe zestawienie tworzy dziwny, ciężki klimat powieści. Tło dla akcji stanowi duszny, miejscami groteskowy (walki byków) Meksyk. Bohaterowie trafiają do różnych, mniej lub bardziej podejrzanych knajp i tam spotykają specyficznych ludzi. Ale świat przedstawiony wydaje się być zbudowany z materii podobnej do halucynacji Konsula. Miejscami wydaje się rzeczywisty innym razem ciąży w kierunku fikcji. Takie wahania powoduje specyficzna metaforyka oraz symbole wykorzystywane przez narratora. Opisy są długie, oparte na przedmiotach rzeczywistych jednak nadanie im symbolicznego znaczenia zaczyna je rozmywać. Lowry sugeruje nam, że taki jest świat alkoholika: realny ale tylko do pierwszego kieliszka. Później zaczyna się stopniowo rozcieńczać.

„Pod wulkanem” nie jest lekka i przyjemną książką. Z uwagi na częste retrospekcje (opowieść Hugh), zmiany planu narracyjnego (wizje/marzenia – rzeczywistość) wymaga trwałego skupienia uwagi. Sama konstrukcja powieści jest bardzo specyficzna. Każdy rozdział to sposób patrzenia innej postaci. Dostajemy elementy, z których sami musimy sobie złożyć całość. Narrator nam w tym nie pomoże. On też odpływa w deliryczne stany i nie możemy jednoznacznie stwierdzić co jest prawdą, a co kłamstwem. „Pod wulkanem” to dzieło charakterystyczne, zapadające w pamięć. O prymat walczą w nim fikcja i rzeczywistość, oczywiście nie tylko ta literacka.