Remont (II)

Wynik ostatnich prac jest bardzo materialny i policzalny. Krótko: dwadzieścia sześć niebieskich worków z kawałkami płyt gipsowych (9) i styropianu (17). Zerwać podłogę – rzeczy wydaje się o tyle prosta, że przypomina zwykła, całkowitą destrukcje. Tylko trzeba przy tym uważać na ściany, rurki, kaloryfery i trzeba posprzątać cały gruz. I sprawa zaczyna się szybko komplikować. Po przygotowaniu prostych i podstawowych narzędzi (siekiera, łopata, szczotka i foliowe worki), powiedzeniu sobie: „To da się zrobić w jeden dzień” – zaczęły się schody.

Te gipsowe płyty były całkiem nieźle przytwierdzone do styropianu. Klej trzymał solidne i chętnie bym zrobił reklamę ale nie pamiętam jakiej był marki. Jedynym sensownym rozwiązaniem było porąbanie ich siekierą. A i tak niektóre fragmenty były na tyle zapalczywe, że dalej się trzymały. Pozostałości zbierało się szczotką i do wora. Człowiek sobie myśli: „Eeee tam! Gips? Ile to może ważyć?”. Odpowiedź brzmi: dużo. Tak moi drodzy – życie jest pełne niespodzianek. Pełen worek ważył kilkadziesiąt kilogramów, coś między pięćdziesiąt a sześćdziesiąt. Miały być „supermocne”. Na pewno nie wytrzymują kiedy lina się wyślizgnie i spadną na ziemię z kilku metrów. Z informacji podanej na opakowaniu można w nich zmieścić do stu dwudziestu litrów, czyli powinny utrzymać sto dwadzieścia kilogramów. Ale jak wiemy, życie lubi weryfikować takie teoretycznie założenia i producent nie przewidział, że ktoś będzie je zrzucał z okna. Świadczy to tylko o ubogiej wyobraźni.

Pod płytami znajdował się styropian. Miał być położony na równej posadzce. I tu kolejne zaskoczenie: posadzka wcale nie jest równa. Ale to prawda, że był położony i w żaden sposób nie przyklejony. Ponieważ został umieszczony na świeżym cemencie. Właśnie dlatego podłoga przypomina szachownicę o różny stopniu wysokości. Co ciekawe fragmenty posadzki lubiły odejść wraz ze styropianem. Zwiększając tym samy ryzyko rozwalenia worka oraz ciężar. Styropian posiada dwie bardzo przyjemne właściwości: jest lekki i się kruszy. Bardzo interesującym zajęciem jest gonienie tych malutkich kuleczek po całej przestrzeni. Najlepiej jeszcze pootwierać sobie okna. Wtedy po zerwaniu styropianu możemy spokojnie chwycić za szczotkę i przez godzinę ganiać z nią po pokoju. Rzecz godna polecania.

Po takich dwóch dniach człowiek czuje, że ma ręce, nogi, kręgosłup. Przez kilka minut po przebudzeniu uświadamiamy sobie, że istotnie składamy się z dwóch elementów: fizycznego i duchowego. I ten pierwszy lubi dać o sobie znać w sposób dość bolesny.