Czwarty

Małe pomieszczenia są z reguły przygnębiające. Wszystko co się w nich znajduje zaczyna powoli i nieustępliwie przytłaczać. Nawet szafa, która do tej pory spokojnie stała, zdaje się bezczelnie ingerować w naszą prywatną przestrzeń. Ale ciekawa rzecz stanie się, gdy do tej małej sali wpuścimy trochę ludzi. Nastąpi zagęszczenie i tak już bardzo małej, przestrzeni. Dwadzieścia cztery, niewygodne, drewniane krzesła, stary, zniszczony parkiet, jedno okno i ta przeklęta szafa. Jak duża jest przestrzeń, w której zmieszczą się dwadzieścia cztery krzesła i jedno okno? To zależy. Ile osób tam wejdzie. Dzisiaj wszystkie miejsca są zajęte, dwie osoby usiadły nawet na podłodze. Odległości ulegają nagłemu skurczeniu, ściany wszystkich miażdżą i przytłaczają. Pod ich wpływem ludzie zbijają się w bezkształtną masę. Wszyscy są tak samo stłoczeni, tracą swoją jednostkowość i doświadczają gwałtownie kurczącej się przestrzeni.

Wciśnięta w ścianę siedzi ciemnowłosa dziewczyna. Może zrezygnujemy z tego pseudoromantyzmu i nazwiemy ją „brunetką”? Moglibyśmy ale co to za różnica? Wsparła głowę na dłoni i spokojnie coś czyta. Jest bardziej zainteresowana drobinami zaschniętego atramentu, niż otoczeniem. W pełni koncentruje się na tekście nie zwraca uwagi na otaczających ją zewsząd ludzi i ściany. Cały czas stara się zaczesywać swoje włosy, tak aby jej nie przeszkadzały. A one ciągle niesforną falą zasłaniają jej oczy i nie pozwalają czytać. Tak jakby ten jeden gest, to zebranie grzywki za ucho, przywracało ją na chwilę do rzeczywistości, wyrywało z tego wewnętrznego świata.

Jedyną rzeczą, która pozwala jej odciąć się od szarej ściany jest niebieska bluzka. Ma lekko bufiaste rękawy. Dziewczyna jest bardzo spokojna, bluzka faluje rytmicznie wraz z jej oddechem. Wszystko co rozgrywa się niej jest tylko jej udziałem. Może dlatego, że w tak małej przestrzeni nie ma nawet miejsca na odrobinę emocji. Dzisiaj założyła duże kolczyki o kolistym kształcie. Odbijają one promienie słońca wpadające przez jedyne okno. Każdy rozbłysk w przyjemny sposób łamie szarość i ciemność sali. Jest iskrą dającą nadzieję, że gdzieś jest jeszcze świat, w którym słońce odbiją się w nie tylko w kolczykach, ale też w piękny sposób rozświetla włosy. Pozwala nabrać im blasku, który tracą bezpowrotnie w ciemnych salach. Tylko ten refleks, to jedno odbicie promyka przypomina o zewnętrznym, nieskrępowanym świecie.

Wciśnięta pomiędzy dwie przestrzenie. Pierwsza powstała, gdy wszyscy zajęli miejsca. Uległa nagłemu zmniejszeniu i wcisnęła nielicznych w ścianę. Człowiek traci wtedy swoją podmiotowość staję się przedłużeniem ściany. Wtapia się w nią i upodabnia do niej – jest tak samo zimny, szary i obojętny. Niektóry ten stan nie mija po wyjściu z takiego zatłoczonego pomieszczenia. Ta ściana zostaje w ich sercach. Druga przestrzeń jest bardzo prywatna. To wszystko co się dzieje w głowie pokrytej pięknymi, ciemnobrązowymi włosami. Popatrzyła w okno. Teraz pięknie się uśmiecha, bo tam na parapecie siedzi motyl. Zwiastun innego świata, na pewno innego, mniej ściśniętego. Niebieska bluzka, garbaty nosek, niesforny kosmyk – to motyle, które przecinają monotonię tego pomieszczenia. Dobrze, że jest z nami. Tak jak ten motyl, wnosi odrobinę ciepła i nadziei do zamkniętego, stłoczonego świata.