To tylko słowa (IV)

Miejsca znikały powoli, stopniowo. Im bliżej było do siedemnastej tym więcej osób siedziało na sali. Niektórzy wchodzili i tylko bezradnie spoglądali na pozostawione na stołach kartki bezczelnie informujące o rezerwacji. Przechodzili wtedy obok i wściekli na siebie, że sami nie wpadli na taki pomysł próbowali znaleźć chociaż kilka niezarezerwowanych miejsc. Do Krzysztofa dołączyła jego grupa wsparcia. Oczywiście z uwagi na osobę artysty kartka z napisem „Rezerwacja” była całkowicie zbędna. Ludzie powinni byli się domyślić, że wokół Krzysztofa wszystkie pozostałe miejsca są już zajęte. Jednak przez dłuższy czas przychodzili i pytali „Przepraszam, czy można się dosiąść?” lub krócej „Sorry… Wolne?”. A Krzysztof starając się ukryć zdenerwowanie i zniecierpliwienie odpowiadał swoim beznamiętnym głosem „Nie.”. Lubił patrzeć jak oddalają się zawiedzeni i znowu pytają, szukają, jak w ich oczach coraz bardziej wrasta poczucie niemożliwości znalezienia wolnego miejsca. Poprawiało mu to humor. Oczywiście osoby towarzyszące Krzysztofowi należały do bohemy artystycznej, można nawet powiedzieć, że byli to artyści z najwyższej półki. Dlaczego? Ponieważ mogli siedzieć z Krzysztofem, rozmawiać z nim podziwiać jego wiersze, w ogóle całą jego osobę. Naprawdę, dajmy już spokój tym kiepskim urojeniom poety. Skoncentrujmy się na tych, którzy jeszcze tolerowali jego osobę. Coraz bardziej przychodziło im to z trudem, jednak ten fakt powinniśmy taktownie przemilczeć.

Poeta siedział sam, wciśnięty w fotel stojący pod ścianą. Obok niego, na podobnym meblu, zajęła miejsca Marlena. Była to ruda, trochę piegowata dziewczyna, uwielbiająca zieleń we wszystkich odcieniach. Dzisiaj wybrała zwiewną sukienkę właśnie w takim kolorze. Pisała bardzo sentymentalne wiersze, które nawe zdobyły pewną popularność. Jej ulubionym tematem była miłość ale w każdej tonacji i odcieniu. Brakowało jej tylko jednego – pewności siebie. Dlatego też nie zgłosiła się do dzisiejszego slamu. Naprzeciw niej siedział Wojtek, który zajmował się grafiką. Od dziecka lubił malować, był świetnym portrecistą. Ale wstydził się do tego przyznawać. Wolał robić proste obrazki, loga i inne ozdobniki wykorzystywane na stronach internetowych. Był małomówny i długowłosy. Jego niebieska koszulka była trochę pobrudzona farbą. Za wszelką cenę próbował to ukryć, dlatego też usiadł w najbardziej ciemnym miejscu. Ostatnią, czwartą osobą, była Anita. Dziewczyna zajmująca się prozą bardzo poetycką. Pisała ciężko i metaforycznie, ale nie przejmowała się tym, że prawie nikt jej nie rozumie. Po prostu lubiła pisać i rozmawiać o literaturze. Mówiła o sobie, że jest ciemną blondynką. Miała oczywiście na myśli kolor swoich włosów, a nie stan intelektualny. Ale bardzo lubiła ironiczny wydźwięk tego określenia. Pośrodku stał zwykły, nie posiadający żadnych pasji ani zainteresowań stół. Walały się na nim papiery, stały dwie kawy i piwo. Nic poza tym. Rozmawiali, wspominali śmiali się. Tylko Krzysztof znacząco milczał.

– Jak rozmowa? Opublikują twoje wiersze? – o istnieniu Krzysztofa przypomniała sobie Anita
– Wiesz… Sprawa nie jest taka znowu prosta… No, są zachwyceni… Wiesz, wspominali o tym, że moją twórczość można czytać na wiele sposobów, jednak sugerowali mi uproszczenie tych wierszy. Redaktor stwierdził, że mogą sprawiać spore problemy w odbiorze…
– Wspominałam ci, że tam parę rzeczy można napisać trochę inaczej. – swoim delikatnym głosem wtrąciła się Marlena – Bo często z tych wierszy wychodzi takie żalenie się na świat.
– Bez przesady, że będę poprawiał swoją twórczość! Uważam ją za nadającą się do druku! – Krzysztof zaczął się nerwowo kręcić w fotelu i bardzo podniósł głos – Nie będę się sprzedawał! Moim celem nie jest bycie komercyjnym poetą! Chcę pisać o tym co mnie otacza, a jeżeli ktoś tego nie rozumie to jego problem!
– Spokojnie – Marlena przestraszyła się tego nagłego wybuchu – Tylko mówię, że nad niektórymi mógłbyś popracować…
– To ty lepiej się weź za te swoje uczucia! Wydaje ci się, że ktokolwiek chce czytać takie wynurzenia szesnastolatki, która nie radzi sobie ze światem? Po twoich wierszach można skończyć w kiblu, takie są mdłe!
– Tylko bez takich – chłodnym, wręcz niepodobnym do siebie tonem przerwał mu Wojtek – Nie krzycz na nią. Nie powiedziała nic złego.
– Artyści! Tylko o sobie myślicie kiedy w czyjejś duszy rozgrywa się prawdziwa tragedia – gwałtownie wstał wrzeszcząc przy tym coraz głośniej – Trochę więcej współczucia dla nierozumianego poety! – ostatnie zdanie wypowiedział przeciskając się kolo Marleny. Szedł w kierunku baru, myślał tylko o tym, aby napić się piwa.
Siedzieli w trójkę. Ten incydent kiepsko wpłynął na atmosferę. Każdy starał się wypracować  jakieś zdanie na temat tego, co się przed chwilą wydarzyło. Ostatnio zachowanie Krzysztofa, taka fanfaronda i ciągłe użalanie się nad sobą bardzo ich drażniło. Próbowali mu zwrócić na to uwagę ale nic sobie z tego nie robił. Zachowywał się dalej tak samo. Milczenie przerwała Anita:
– No Marlenko, ależ ci się rycerz trafił.
Kiedy oboje się zaczerwienili Anita tylko się uśmiechnęła. Dotarły do niej pewne plotki, o pewnym portrecie, paru rzeczy się domyślała. Ale teraz była bardzo zadowolona. Uwielbiała kiedy ten bufon tak się wściekał, sprawiało jej to niesłychaną przyjemność.