Trzeci

Dwa dni temu w parku siedziałaś, ze swoją koleżanką z pracy, Dorotą. Pamiętasz, (miała całe ręce pobrudzone atramentem) co wtedy powiedziałaś? Siedziałyście pod wierzbą, zaraz przy ścieżce rowerowej (ilu zakochanych, jak oni pięknie wyglądają). Patrzyłaś na dzieci biegające po parku i powiedziałaś: Ja już przyzwyczaiłam się do samotności (dobrze, że taka ładna pogoda).

Piątkowy wieczór. Miałaś spędzić go spokojnie w domu, z dobrą książką. Tak brzmi oficjalna wersja. Dobrze, że kolega z pracy zaproponował ci wspólną kolację. W przeciwnym przypadku przepłakałabyś kolejny piątek.

Przyjechał punktualnie, nawet minutę się nie spóźnił. Jeden krótki sygnał, a ty jeszcze szukasz odpowiedniego stroju (sukienka? nie.. spódnica? do tego trzeba jeszcze znaleźć sensowną bluzkę… a buty?). Tak dawno nie byłaś na randce, zapomniałaś ile czasu zajmują przygotowania. Dobrze, że pamiętasz jeszcze jak się ładnie się pomalować. Z triumfem zakładałaś wyciągnięte, nieużywanie od pół roku, kozaki. Teraz dopiero zauważyłaś. Dwadzieścia minut spóźnienia, a tylko jeden telefon (zaraz schodzę!). Może sobie poszedł? Jadąc windą zastanawiałaś się czy jeszcze tam stoi. Przecież to cale dwadzieścia minut. Na dodatek trochę pada (zapomniałam parasolki!). Wyjdziesz na idiotkę, jeżeli sobie poszedł. Pomyśl co on naopowiada w pracy, będzie wyolbrzymiał koleżanki wezmą cię za niezła wariatkę. Serce jeszcze ci drżało kiedy wysiadałaś. Pełna niepewności szłaś w kierunku drzwi. Jednak czekał. Stał spokojnie pod klatką. Z parasolem. Takie wieczory długo się wspomina. Na początku trochę padało, ale kiedy wychodziliście z restauracji noc była jednym słowem piękna. Nie pamiętasz nawet koloru samochodu, którym po ciebie przyjechał, ale utkwiły ci w głowie wszystkie komplementy jakie usłyszałaś. A było ich naprawdę dużo. Wróciłaś do domu późno, grubo po jedenastej. Siedziałaś w fotelu i jeszcze długo nie mogłaś dojść do siebie. Tak bardzo się cieszyłaś, że los w końcu się do ciebie uśmiechnął. Nawet nie zauważyłaś, kiedy zasnęłaś. Niby pięknie, ale jednak za dużo wrażeń.

Minął miesiąc od tego spotkania. Zabawne, wszystko każdy jego gest, każdy uśmiech zanotowałaś w pamiętniku. Tyle nadziei, marzeń – dobrze, że papier wszystko przyjmie. Tak cierpliwie czekałaś na zaproszenie, na kolejny wieczór. Czekaj dalej – nic takiego nie nastąpi. Wybrałaś się sama do tej restauracji. W tle słychać spokojne dźwięki Millesa Davisa, chyba album „Kind of Blue”. Jaka piękna pointa do całej sytuacji. Spodobał ci się wystrój. Bardzo kameralny, stoliki przykryte białym obrusem, proste krzesła dodające temu miejscu tylko uroku. Żadnego przepychu, pełny minimalizm. Ktoś miał pomysł jak rozstawić stoliki, stoją w takiej odległości, że goście nie przeszkadzają sobie nawzajem. Zamówiłaś prostą kawę, jedną (przecież przyszłaś sama, a na nikogo nie czekasz). Nawet jakoś szczególnie się nie ubierałaś. Poprawiłaś tylko swoje proste, kasztanowe włosy (zazdrościsz tym co mają kręcone, a one zazdroszczą ci prostych, zabawne, prawda?).

Patrzysz tępo w przyniesioną ci kawę. Wspominasz tamten wieczór. Wtedy wszystko było takie piękne, nawet ta noc. A teraz? To wspomnienie wydaje ci się gorzkie w smaku (nie słodzisz) i równie czarne. Kłębią się myśli (może ma inną?), próbujesz odnaleźć sens (może tylko się bawił). Jednym słowem zadręczasz się. Czasem spoglądasz w okno. Na przechodzących obok ludzi, tak pięknie nieświadomych twojej tragedii. Chodzą spokojnie, nawet nie zaglądają do środka. A ty zapijasz przykre wspomnienia, gorzką, czarną kawą. Po raz kolejny odmowa, po raz kolejny los powiedział „nie”. Czujesz się jakbyś dostała brudną ścierką w twarz. Zabawne… Do smaku brudu już się przyzwyczaiłaś, ale policzek jeszcze trochę będzie bolał.