Drugi

Dobrze, że na starym ratuszu jest zegar. Utrzymane w renesansowym stylu wskazówki powoli zbliżają się do dziewiątej. Podziwiasz te arkady, patrzysz na kolumny. Tak naprawdę nie interesuję cię, w którym wieku go zbudowano, mało ważna jest harmonia zachowana pomiędzy elementami. Istotna jest inna sprawa: dlaczego ona się spóźnia? Ale zaraz! Teraz twoją uwagę przykuł stary gargulec. To barokowa robota, on i jego trzech kolegów. Stoją i patrzą, każdy ze swojego kąta na przechodzących koło ratusza ludzi. Gdyby żyli to albo by się śmiali z ludzi, albo cała czwórka popadłaby w dziwną metafizyczną zadumę (gdzie oni się tak śpieszą? – takie pytania zadawaliby sobie, patrząc raz na zegar, a raz na ludzi). Jeden (ten z lewej strony, z taką wykrzywioną mordą) patrzyłby na ciebie i uśmiechał się głupio. On by wiedział, że czekasz, on by wiedział dokładanie ile już tam stoisz.

Dlaczego stoisz? Jeszcze się o to pytasz? Chyba nie trzeba ci udzielać odpowiedzi. Ach! Zapomniałem, przecież ciebie z nią nic nie łączy. Między wam jest – ale przepaść. To teraz mi odpowiedz: dlaczego na nią czekasz. Nie odwracaj wzroku!

Przystanek tramwajowy, na którym stoisz jest okropny. Dwa tory, a po obu stronach jakieś budki z kwiatami. Wazony, w których stoją przypominają greckie amfory, ale jest jedna zasadnicza różnica – amfory nie były z plastiku. Jeszcze ten niby złoty kolor. Widać, że są w użytku od dłuższego czasu, kolor niektórych dawno wyblakł. Powoli stają się białe, niektóre są popękane. We wszystkich stoją kwiaty i czekają. Ty też stoisz i czekasz. Ale w każdej chwili możesz sobie pójść, przecież nic cię z nią nie łączy.

Przyjechał tramwaj. Brudny, odrapany, po lewej stronie kibice wyrazili swoją opinię o Polskim Związku Piłki Nożnej. Jedno słowo i skrót PZPN – zwykłe chamstwo, ale jednak wymowne. Ludzie wysiadają, nawet nie interesują się stojącymi obok kwiatami. Co tam kwiaty. Ludzie nie interesują się nawet sobą. Mijają się jakby jeden dla drugiego był powietrzem. Ci, co wsiadają stoją przed drzwiami i spokojnie czekają na swoją kolej. Czasem ktoś się przepycha, w końcu nie dla wszystkich starczy miejsc siedzących. Starsze panie odzyskują dawną siłę i wigor, ale gdy tylko znajdą się w środku nagle tracą wszystkie siły. Mają zwyczaj zwisać nad kimś młodszym i czekać, aż ustąpi się im miejsca. Zapominają, że chamstwo też się odwzajemnia. Ludzie nawet na to patrzą obojętnie, tak samo obojętnie jak na kwiaty.

Byłoby miło gdybyś kupił jej chociażby mały bukiet. Przełamałbyś cała obojętność. Zobacz podejdziesz pod prowizoryczny namiot, składający się z dużego ogrodowego parasola, plastikowych amfor, kwiatów i sprzedawcy. Wskażesz na ten mały, śliczny bukiet składający się z bardzo pospolitych kwiatów, ale jednak piękny. Przełamiesz całą obojętność, niektórzy za twoim przykładem też kupią po kwiatku. Komuś będzie miło, komuś zrobi się lżej na duszy, ktoś nareszcie poczuje się zauważony. Nie możesz tego zrobić, to by znaczyło, że coś Cię z nią łączy. A tak nie jest. Kończy się twoja cierpliwość. Masz już powyżej uszu stania na przystanku. Tego głupio uśmiechającego się gargulca, ty wszystkich mijających cię ludzi. Nawet na te przeklęte kwiaty nie możesz patrzeć. Jeszcze do ciebie nie dotarło, że się o nią martwisz? Wypieraj to dalej, niech zeżre cię ta obojętność. Wystarczyło słuchać co ona mówi, a wiedziałbyś że przyjeżdża dopiero o dziewiątej pięć. Nie musiałaby iść sama, nie musiałaby płakać w samotności. Ale przecież tobie jest całkowicie obojętna.