„… coś ciągle mówili o Matce Ziemii i pili wodę bezpośrednio z rowów przy łąkach.”

Nic_Dawid-Bienkowski,images_big,4,83-7414-057-7Lato to okres, w którym powinno się unikać książek ciężkich o tematyce filozoficznej. Na pewno upał, słońce oraz ogarniające człowieka lenistwo nie sprzyja wzmożonemu wysiłkowi intelektualnemu. Zawsze w okresie wakacyjnym odnotowuje się wzrost sprzedaży kryminałów. A ponieważ z kryminałami miałem już przyjemność postanowiłem sięgnąć po coś z zupełnie innej półki. Zdecydowałem się na „Nic” autorstwa Dawida Bieńkowskiego (jest to jedna z dwunastu książek nominowanych do Europejskiej Nagrody Literackiej).

„Nic” to książka bardzo psychologiczna, skupiająca się nie tyle na fabule ile na postaciach. Koncentruje się na sposobie przeżywania rzeczywistości. Jednak nie stawia na typy, raczej na charaktery. Wszystkie wykreowane przez autora postaci mają własne pragnienia i realizują je na swój sposób, boją się różnych rzeczy oraz różnie podchodzą do rzeczywistości. Uwydatnia indywidualizm myślenia. Dlatego też bardzo często korzysta z narracji pierwszoosobowej. Usuwając dystans pozwala czytelnikowi na wniknięcie do świata przedstawionego. Jednak nie poznajemy go w całości. Dany jest nam tylko ten wycinek, który widzi dana postać. Ale ta powieść posiada dwa główne nurty. Główny to postaci zaangażowane w rzeczywistość, przyjmujące ją i działające jako jej idealne elementy, w pewien sposób się jej podporządkowują. Natomiast w formie kontrast przedstawia osoby kontestujące otaczający je świat. Pokazuje w jaki sposób próbują od niej uciec, jak się wycofują z głównego nurtu życia oraz jakie ma to podłoże psychologiczne.

Centrum wszystkich wydarzeń stanowi francuska sieć fast foodów Postive. Ten zachodni koncert toczy „świętą wojnę z Donaldami”. Cała powieść rozgrywa się w trakcie budowy polskiego kapitalizmu. Mamy więc do czynienia z wybuchem euforii oraz poczuciem, że życie teraz będzie normalne. Elementem buntowniczym, konfrontującym się z głównym nurtem stają się artyści. Za wszelką cenę chcą być kontra, chcą być alternatywni. Nie dali się zgnębić komunie i nie dadzą się porwać kapitalizmowi. Jednak ucieczka przed tym rwącym nurtem nie jest taka prosta. Wprost przeciwnie – bunt i kontestacja okazują się być jego elementem, jednym z dopływów.

Każda z zaprezentowanych postaci jest inna. Do najważniejszych należy zaliczyć: Krzysztofa Lenarta (były nauczyciel historii, który robi karierę w Positivie), Euzebiusza Drutta (bazarowy sprzedawca, cwaniaczek który także robi karierę we francuskim koncernie) oraz Hehego (alternatywny artysta reprezentujący wycofanie się z życia). Dwaj pierwsi, co prawda pracują w jednej firmie ale różni ich pozycja oraz sposób w jaki traktują ludzi. Lenart nie jest bezlitosną hieną, która zrobi wszystko dla zysku. Ale nie potrafi się przeciwstawić. Milcząc godzi na stopniowe wykańczanie jednego z partnerów koncernu. Jednak powoli dopadają go wątpliwości, a on sam zaczyna się wypalać. Okazuje się, że w nowej sytuacji odnalazł się tylko częściowo. W głębi duszy nie radzi sobie z tym co się wokół niego dzieje. Drutt to niewykształcony cwaniaczek, hiena potrafiąca korzystać z dóbr kapitalizmu. Nie szanuje niczego i nikogo, liczy się dla niego tylko zysk. Dlatego też jest człowiekiem wręcz stworzonym dla koncernu Positive. Za Euzebiusza myślą wykresy, on ma być tylko najlepszy.

Osobną kategorię stanowi Hehe. Dla niego wycofanie się z kapitalizmu jest wręcz obowiązkiem. Żyje na granicy nędzy, w jego mieszkaniu panuje jeden wielki bałagan, a on sam notorycznie nie ma pieniędzy. Jednak w jego historii jest drugie dno. Hehe po prostu nie radzi sobie z życiem. Widać to w jego relacjach z ludźmi a szczególnie w tym jak zachowuje się przy swojej córce. Cały czas stara się kogoś grać, udawać, ciągle przed czymś ucieka. To jest typ człowieka, który kontestację uznał za zwykła przykrywkę dla swojego strachu. Boi się podjąć jakiekolwiek działanie,gdyż jest sparaliżowany pozą alternatywnego artysty. Za wszelką cenę chce być wolny i ten chory pęd zaczyna go krępować. Ten człowiek nie widzi świata, bo jest za bardzo zajęty sobą.

Okazuje się, że z początkowej euforii nie pozostaje nic. Bunt do niczego nie prowadzi. Wszystkich bohaterów pochłania tytułowe nic. Lenart się wypala, Drutt staje się zwykłym padlinożercą a Hehe nie ma nic ważnego do powiedzenia. Dawida Bieńkowskiego ciężko uznać za antyglobalistę. Raczej jest bystrym obserwatorem, który pokazuje że iluzje istnieją po obu stronach barykady.