Pierwszy

Najczęściej rozchodzi się o pierwsze dziesięć, czy dwadzieścia kroków. Zależy jak daleko stoi nasze łóżko od okna. Zapytani „jak zacząłeś dzień?” mówimy często „zjadłem śniadanie, zrobiłem sobie herbatę”. Jakoś dziwnie zapominamy, o tych pierwszych dziesięciu, czy dwudziestu krokach. Nie zauważamy ich? Lekceważmy je? A może nie wszyscy mamy ochotę patrzeć na szary świat, który rozciąga się za oknem.

Jednak są wśród nas tacy, którzy najpierw podchodzą do okna. Delikatnie odsłaniają firankę, nie za szybko, rano człowiek nie jest przygotowany na dużą ilość wiadomości. W tym geście jest dużo strachu, a jednocześnie ciekawość. Zadajemy sobie pytanie: Co się zmieniło od wczoraj? Jedyna odpowiedz – może raczej oficjalna odpowiedz – brzmi: Mam nadzieję, że coś się jednak zmieniło. W rzeczywistości pragniemy, aby wszystko pozostało na swoim miejscu, aby wszystko było takie samo jak wczoraj – pragniemy, aby nic się nie zmieniło. Jak wygląda twój widok z okna? Może mieszkasz na wsi i z samego rana patrzysz na otaczające twój dom pola? A może mieszkasz w mieście i rano masz przyjemność patrzeć na podwórko między blokami? To jest nieistotne, mało ważne. Pamiętaj, że w każdym miejscu i o każdym czasie możesz wydobyć piękno z otaczającego cię świata. Trochę to moralizatorskie, na pewno pełne patosu, ale tak jest.

Podchodzisz do okna (męczysz się, pierwsze dziesięć, czy dwadzieścia kroków, poranna tragedia) z obawą odsłaniasz firankę (szepczesz do siebie: Niech się coś zmieni! Niech się coś zmieni!, a twoja dusza krzyczy: Nie! Nie! Niech wszystko zostanie takie samo) i patrzysz. Pamiętasz, które to piętro? Tak… Teraz, gdy wyglądasz przez okno już pamiętasz, piąte piętro, mieszkanie numer 20. Pogoda jest okropna. Niebo gęsto pokryte ciężkimi, szarymi chmurami, nie ma słońca. Pewnie będzie padać, jak nie teraz to popołudniu. Świat nagle staje się szary i pozbawiony większego sensu. Już padało! Spostrzegasz kałużę pod trzepakiem. Odrapany stary trzepak… Pamiętasz jak przesiadywałeś na nim? Przypominasz sobie, że kiedyś był czerwony, ładny. Taka piękna soczysta czerwień, w takie deszczowe dni pięknie kontrastował z otoczeniem. Cała szarość rozcinały czerwone, pospawane ze sobą rurki. Jednak to był jakiś pozytywny akcent. Od razu podążałeś wspomnieniami do jakiegoś pięknego, słonecznego dnia i od razu się człowiek uśmiechał. Teraz trzepak w żaden sposób nie przecina szarego podwórka, nie jest odniesieniem do spokojnego świata wspomnień. To zwykłe rurki. Na dodatek całe pokryte rdzą. Nie pozostało nic, z pięknej czerwonej farby. Trzepak całkowicie wtopił się w otoczenie, te kilka lat złamało jego piękno i stało się nic nie znaczącym elementem krajobrazu. Tak samo szarym jak bloki, tak samo szarym jak podwórko, tak samo szarym jak Ty.

Patrzysz na kałużę, w której odbijają się chmury. Powoli dociera do ciebie, że ty też coś straciłeś. Dałeś się stłamsić całemu otaczającemu Cię światu. Zeżarła cię rdza, która zazwyczaj nazywa się codziennością. A ta kałuża? To tylko obicie nieba. Tak samo nieosiągalne jak pierwowzór.