Burza

Z czym dzisiaj? Znowu jakiś dramat? Już Ci mówiłem, że nawet najbardziej kiepska tragedia kończy się po pięciu aktach. Ale z tego, co widzę to do końca nam jeszcze daleko. W Twoim teatrze wymaga się dużo cierpliwości. I to przeciąganie zakończeń! Na dłuższą metę to naprawdę jest irytujące i nie trąci awangardą. Ale jak już tutaj jesteś to mów. Proszę Państwa zaczynamy! Kurtyna!

Na takie spotkanie nie chodzi się bez przyczyny. A może się nią stać drobne nieporozumienie, jakiś czekający na rozwiązanie problem. Kiedy już wszystko urośnie do odpowiednich rozmiarów ludzie decydują się na spotkanie. Siedzą i rozmawiają, czasem liczą na to, że rozwiązanie znajdzie się samo. Początek tego spotkanie nie wskazywał na nic. Zaczęło się jak zawsze od sztandarowych „co u ciebie?”. Atmosfera od początku była, delikatnie mówiąc, ciężka. Jednak z biegiem słów oboje stawali się coraz bardziej rozluźnieni. Coraz częstsze uśmiechy, długie spokojne spojrzenia i temat, który był już mało istotny. Rozmawiali, żeby mówić. Za wszelką cenę chcieli przekrzyczeć kilkumiesięczną ciszę. Cieszyli się ze spotkania, z tego że widzą się po tak długiej przerwie. Teraz mieli o czym rozmawiać, wiele rzeczy się nazbierało. Z ciężkiej, duszącej atmosfery nie pozostało nic. Teraz było to najzwyklejsze, najnormalniejsze w świecie spotkanie dwojga bliskich sobie osób. „Brakowało mi ciebie”. Te słowa dudnią jak toczące się kamienie, które z hukiem spadają z przepaść. W ten piękny słoneczny dzień, na tle tego bezchmurnego spokojnego nieba są jak grom w czasie szalonej burzy. Dźwięk rozchodzi się powoli, staję się przeszłością, zapada po nim cisza. Głucha cisza, całkowicie obojętna na wołanie ludzi.

Woda była spokojna, a pogoda piękna… Tak… Chyba jedną rzecz mamy już z głowy…