„Bo mi bokiem wyłazi prowincja.”

570479W naszym kraju polityka stanowi temat, którym zdecydowanie częściej zajmują się satyrycy, niż pisarze. Czy można sobie wyobrazić thriller polityczny, w którym główną rolę grają nasi politycy? Chyba tylko pod warunkiem, że będzie zawierał duża ilość elementów absurdalnych i groteskowych. Dlatego też lepiej wybrać Amerykę lat dwudziestych i sięgnąć po „Szklany klucz” autorstwa Dashiell’a Hammett’a.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Buduje to świetny dystans pomiędzy czytelnikiem, a światem przedstawionym. Stajemy się obserwatorami, oglądamy rozwój politycznej intrygi z trupem w tle. Nie wchodzimy w ten świat, cały czas pozostajemy na zewnątrz. Dzięki temu wydaje się nam jeszcze bardziej zimny, wyrachowany i brutalny. Takie wrażenie potęgują realistyczne opisy Hammett’a oraz atmosfera, którą budują przestrzenie bardzo podejrzane. Wystarczy tylko zwrócić uwagę na meliny, w których spotykają się bohaterowie. Kontrastu dodają wielkie posiadłości czy też bogate hotele, gdzie mieszkają równie zdegenerowani ludzie. Miejsce jest nieokreślone. Historia opowiedziana w „Szklanym kluczu” mogła się wydarzyć wszędzie. Wystarczy tylko wprowadzić kilka drobnych zmian. Autor jakby chciał nam zasugerować, że politycy wszędzie są tak samo wyrachowani i zepsuci.

Jednym sprawiedliwym (chociaż nie pozbawionym wad!) jest Ned Beaumont. Cały czas działa w otoczeniu ludzi wątpliwej reputacji. Niektórzy oficjalnie mogą być uważani za solidnych, uczciwych obywateli jednak to, co ukrywają wskazuję na rzecz całkowicie odmienną. Wszyscy są skorumpowani, rządzi tutaj zasada „siła i pieniądze”. Człowiek o słabym charakterze bardzo szybko zginąłby w takim świecie. Dlatego też Ned przez cały czas utrzymuje ton gotowego na wszystko cwaniaka. Nie cofa się przed niczym, aby osiągnąć to, co postanowił. Potrafi wykorzystywać ludzi do swoich celów, oszukuje, jest bezlitosny dla swoich wrogów. W pierwszej chwili może się nam jawić jako typ spod ciemnej gwiazdy, który pracuje dla wpływowego polityka i liczą się dla niego tylko pieniądze. Jednak kryminał amerykański zdecydowanie bardziej wolał postacie, u których cwaniactwo stanowiło tylko fasadę.

Ned Beumont jest postacią na wskroś typową. Jest lojalny względem swojego przyjaciela Paula Madviga. Ale nie wykonuje ślepo jego poleceń. Jeżeli ma odmienne zadanie potrafi mu się przeciwstawić. Właśnie na tym polu obaj panowie często się kłócą. Jednak jeden drugiego nie opuszcza, dalej o sobie pamiętają.  Oczywiście na końcu okazuje się jedynym sprawiedliwym, człowiekiem który przywraca zburzony porządek (rozwiązuje sprawę morderstwa) i jako taki otrzymuje nagrodę – kobietę. Stereotypowe, aż do bólu. To, co jest takiego dobrego w tym kryminale?

Klimat. Hammett idealnie oddaję atmosferę zatęchłem prowincji, gdzie rządzą najsilniejsi. Główni bohaterowie są dla siebie zagrożeniem, pojawiają się dwie grupy, które po prostu się zwalczają. Towarzyszy temu ciągłe napięcie, groza a potęgują ją wszystkie ciemne, małe i podejrzane lokale. Nawet bogata willa okazuje się miejscem niebezpiecznym. W tym świecie dobra nie ma – zostało wypchnięte przez wszechogarniające zło. Mamy dziwne wrażenie, że głównemu bohaterowi ciągle ktoś (lub coś grozi). Ten człowiek nigdzie nie jest w pełni bezpieczny, a sam nie sprawia wrażenie jakby komukolwiek ufał. Chłód, cynizm, olbrzymi dystans dzielący dwójkę ludzi – to cechy całego miasteczka. Przestrzeń idealnie oddaje charaktery wszystkich postaci. A morderstwo? Staje się tylko i wyłącznie tłem dla intrygi. Tylko jeden osobie zależy na znalezieniu mordercy – Janet Henry, siostrze zamordowanego. Reszta jest zajęta budowaniem własnego bezpieczeństwa albo zdobywaniem pieniędzy. W „Szklanym kluczu” nie ma miejsca na ludzkie odruchy. Tutaj rządzi pieniądz i przemoc.

Właśnie dla tego ciężkiego, przytłaczającego klimatu warto sięgnąć po „Szklany klucz”. Fabuła jest świetnie zbudowana. Napięcie podtrzymuje ciągłe wracanie do morderstwa syna senatora. Smaczku sprawie dodaje prostu fakt: stało się to na przededniu wyborów. Warto prześledzić losy Neda Beamont’a choćby po to, aby się dowiedzieć kto zabił.