Nadmierna egzaltacja

Każda jednostka tworzy sobie własną rzeczywistość. I jest to indywidualny układ, czy też uporządkowanie elementów. Wystarczy przyjrzeć się najbliższej nam przestrzeni. Posiadamy własne zwyczaje, dzięki którym radzimy sobie z czasem. Otaczają nas przedmioty, z którymi jesteśmy emocjonalnie związani. Kierujemy się ideami, które wydają się nam cenne Jednak zanim zaczniemy przystosowywać przestrzeń jest ona całkowicie neutralna. Dopiero pojawienie się człowieka nadaje jej wartość.

Nie możemy twierdzić, że świat jest wobec nas wrogi, czy też nam przyjazny. Na samym początku to tylko zestaw elementów, możliwości, z których stopniowo składamy sobie własny obraz. Ale wybierając jeden element, automatycznie wykluczamy drugi. W naszym postrzeganiu rządzi idea „opozycji”. Wszystko musi być jasne, nic nie może pozostawać w sprzeczności z innym. W przeciwnym razie wpadamy w pułapkę braku pewności. Wtedy ogarnia nas dziwne poczucie bezsilności, ogólna niechęć do świata.  Jednak istnienie w stanie zawieszenia jest możliwe. Wystarczy tylko utrzymać delikatną równowagę między tym, co negujemy, a tym co jest dla nas trwałe. Oczywiście, w sytuacji „zawieszenia” wszystkie wartości są płynne.

Ale jest jedna rzecz, która zdecydowanie szkodzi postrzeganiu świata. Jest to nic innego jak nadmierna egzaltacja. Nie należy mylić tego terminu z nadwrażliwością. Są to dwie różne od siebie rzeczy. Każdy z elementów, który włączamy do swojej rzeczywistości jest różnie podatny na nadwanie mu wartości. Niektóre są w stanie znaczyć dla nas dużo i na dłuższą metę nam nie szkodzą. Inne znowu przejawiają ciekawą cechę. Kiedy dany element otrzyma zbyt dużą wartość (większą, niż jest w stanie przyjąć) rozrasta się do niebotycznych rozmiarów. Zaczyna zajmować coraz większą część naszego postrzegania, wyklucza inne elementy. Zostaje zaburzona równowaga. Jednak w przypadku nadmiernej egzaltacji (nadanie zbyt dużej wartości) nie przechodzimy w stan zawieszenia. Świat od razu wydaje się nam wrogi, atakuje nas, osacza. Trwamy w konflikcie „ja – świat”, nie potrafimy z niego wyjść.  Jednym z powodów może być przewartościowanie jakiegoś elementu naszej rzeczywistości.

Najczęściej nadajemy zbyt dużą wartość ideom. Nie dociera do nas prosty fakt: idee mają tendencję do niszczenia ludzi, którzy za bardzo im uwierzyli. Świetnym przykładem są twórcy, którzy zamknęli się w świecie własnej fikcji. To szkodzi zarówno ich sztuce, jak i rzeczywistości. Dla każdego rodzaju twórczości twardą i niezmienną podstawę stanowi świat w jakim porusza się autor. Wpada się wtedy w konflikt i na jego podstawie wchodzi się w topos „artysty nierozumianego”. Nie każdy jest Cyprianem Kamilem Norwidem, nie każdy zostanie odkryty po latach i zrozumiany. Sztuka pochodząca z ograniczonego postrzegania sama jest ograniczona. Koncentruje się najczęściej na autorze, ciągle roztrząsa jego wewnętrzne konflikty. To tylko na początku jest ciekawe, później staje się po prostu nudne. Autor koncentruje się na swoim wnętrzu, nie widzi otaczającego go świata. Traci zdolność do budowania i prowadzenia fabuły, wpada w schemat.

Zanim ogłosimy się drugim Kafką czy Mickiewiczem zastanówmy się nad własną twórczością. Może ona mieć znaczenie terapeutyczne, lub artystyczne. W pierwszym przypadku chcemy tylko zmierzyć się z rzeczami, z którymi sobie nie radzimy. W drugim pojawia się nieodparta potrzeba tworzenia. Najzabawniejsze jest to, że dzieli je badzo cienka granica, a czasem są ze sobą powiązane.