„Ledwo słyszałem. Powietrze było przepełnione muzyką”

Playback_Raymond-Chandler,images_big,28,83-7470-051-3Po raz kolejny – i pewnie jeszcze nie ostatni – będę pisał o powieści Raymonda Chandlera. Tym razem nie zacznę od wychwalania jego stylu, niesamowitej dynamiki i świetnych dialogów. Na dłuższą metę robi się to nudne. Tytuł ostatniej powieści, w której główną postacią jest Philip Marlowe brzmi „Playback”. I jest to dość specyficzne pożegnanie z tą postacią.

Ta cześć przygód cynicznego detektywa jest całkowicie odmienna od reszty. Chandler wprowadza tylko dwa trupy (jeden znika, a drugiego znajduje Marlowe), ale w dobry sposób komplikuje intrygę. Czytamy, bo chcemy się dowiedzieć, co tak naprawdę się stało. Natomiast w tej powieści roi się od kochanek Marlowa. „Playback” staje się raczej romansem z morderstwem w tle, niż kryminałem odrobinę przyprószonym miłością. Powieść uderza w bardzo sentymentalne tony, a z Marlowa robi się tutaj jakiegoś podrzędnego kochasia.

Brakowało mi tutaj charakterystycznego polotu, tej specyficznej chandlerowskiej dynamiki. Ta książka ciągnie się i ciągnie, postaci wypowiadają przydługie monologi. Jeden jest nawet o wierze w Boga. Marlowe dobiera się do dwóch kobiet jednocześnie, na końcu pojawia się jeszcze trzecia. Oczywiście wszystkie opuszcza, robi to z dumą godną prawdziwego rycerza. Wpisuje się w tą rolę znakomicie. Wszystkie kobiety wręcz pragną jego ochrony, pokazane są jako zagubione i bezbronne istoty, które może ocalić tylko Marlowe. A brakuje mu tylko białego rumaka. Główna bohaterka jest szantażowana. Została z niej zrobiona furiatka, która nie radzi sobie z emocjami. Tylko Marlowe jest w stanie ją ukoić i zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Tak książka taka jest – do przesady sentymentalna. Ile można czytać, jakieś płytkie rozmowy, z których nic nie wynika? Chandler nie jest pisarzem zdolnym do wytworzenia romantyczniej atmosfery, robi to w sposób sztuczny. Nie wystarczy wsadzić bohaterów do samochodu, wywieźć ich za miasto i dodać do tego piękny krajobraz. Nastrój sam się nie zbuduje. Takie relacje trzeba dobrze uzasadnić, osadzić je w powieści. A ten numer ze znikającym trupem wcale temu nie pomaga. Wprost przeciwnie staje się pretekstem znalezionym na siłę. Czymś, co ma powiązać ze sobą bohaterów. Chociaż dla czytelnika nie jest to takie oczywiste.

Podobno w niedokończonej powieści Chandler chciał ożenić Philipa. To by tłumaczyło postępujące ujawnianie emocji tego bohatera. Ale nie zmienia to faktu, że z cynicznego detekywa zrobiono z niego zwykłego obrońcę uciśnionych. Taki schemat na dłuższą metę meczy i nudzi. „Playback” w żaden sposób się nie broni. To najsłabsza odsłona przygód Marlowa jaką do tej pory czytałem. Poza sentymentalą, aż do bólu atmosferą nie ma tutaj nic ciekawego.