Krach metafizyczny

Od czasu do czasu rzeczywistość wchodzi w stan kryzysu. Nie mam tutaj na myśli utraty oszczędności, czy też bessy na giełdzie. Raczej stan, w którym wszystko wydaje się ciężkie, a upadek nieunikniony. Niektórzy w dziwny sposób rozsmakowali się w tym stanie.

Krach nie następuje od razu, nie ma w nim nic gwałtownego. Zazwyczaj nie zauważamy jego początku, ale odczuwamy rosnące napięcie. I źródło tego zdenerwowania jest nam całkowicie obce. Nie potrafimy ocenić, czy przychodzi z zewnątrz (w wyniku komplikacji życiowych), czy też jest czysto wewnętrzne (mówi wtedy o rożnego rodzaju smutkach). Wszystko wydaje się mało istotne, pozbawione sensu. Zaczynamy trwać – tak, po prostu, bez celu. Wydaje się nam, że ten stan zawieszenia będzie trwał wiecznie. Właśnie to nas tak denerwuje.

Przesilenie następuje w różnych okresach. Może być powodem wyrzucenia z siebie frustracji, zachwytu nad krajobrazem, czy też lekkiego rozcieńczenia. Ale właśnie wtedy zdajemy sobie sprawę ze swojego stanu. Najistotniejsza jest właśnie ta chwila. W takim momencie – nagłego przebłysku, specyficznej iluminacji – dostrzegamy możliwości wyjścia z zawieszenia. Wydaje się, że łapiemy drugi oddech, widzimy szansę na kolejny ruch. Świat zaczyna nabierać tempa, wszystko staje się odrobinę bardziej dynamiczne – coś zaczyna się dziać. Cały problem polega na tym, aby tej chwili nie przegapić. W przeciwnym razie tylko pogrążamy się w oczekiwaniu, dziwnym stanie „nieistnienia”.

Tą iluminacją jest „krach metafizyczny”. Moment, w którym przestają obowiązywać dotychczasowe zasady porządkujące naszą rzeczywistość. Nie wychodzimy poza nią, raczej zaczynamy dostrzegać ten ukryty chaos. Zaczyna nas przytłaczać duchowy wymiar świata, zdajemy sobie sprawę z własnych banalnych ograniczeń. Zdanie „porządkujemy tylko mały wycinek rzeczywistości na dodatek w sposób bardzo nietrwały” przez chwilę wydaje nam się prawdą ostateczną. Krach kończy się, gdy podejmiemy trud ponownego uporządkowania. Ale tym razem będziemy świadomi tych kilku, kolejnych ograniczeń.

Być może ciężar świata wydaje nam się niemożliwy do udźwignięcia, ale za to powietrze jest tak niemiłosiernie lekkie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s