„I jest konieczność. I nie można inaczej”

Trzynascie_Marcin-Swietlicki,images_big,29,978-83-922980-4-5Coś ostatnio mnie wzięło na kryminały. Być może wziąłem sobie do serca stwierdzenie Raymonda Chandlera, że jeżeli ktoś nie lubi kryminałów jest zwykłem durniem. I nie usprawiedliwia tego, nawet niebywała inteligencja. Po zapoznaniu się z kryminałem czarnym (w odmianie stosowanej przez Krajewskiego) sięgnąłem po kryminał metafizyczny (czyli po Świetlickiego).

Trzynaście to kolejna odsłona przygód legendarnego Mistrza. Człowieka, który jest, ale na świecie nie istnieje. Nastały dla niego ciężkie czasy. Właściciel Biura, Mango Głowacki, nie żyje, mistrz nie może pić na krechę. Co prawda zdecydowanie ogranicza to jego alkoholowe eskapady, ale jednak brak takiej możliwości przeszkadza. Sytuacja pogarsza się, gdy mistrz znajduje w swoim mieszkaniu zwłoki dziewczyny, powieszonej na smyczy jego psa.

Oczywiście Świetlicki prowadzi swoją narrację w bardzo specyficzny sposób. Nie śpieszy się, pozwala zapaść w przedstawiony świat. Który co prawda jest odrobinę psychodeliczny, ale jednak niezmiernie wciągający. Ten spokojny rytm jest czasem przerywany zwrotami akcji. Tylko wtedy powieść nabiera tempa, przez jej przeważającą większość śledzimy powolne kroki mistrza i podążamy tropem jego rozmyślań. Ciekawym elementem jest przeniesienie akcji do Warszawy. Oczywiście, tylko na chwilę, mistrz przecież nie potrafi istnieć bez Krakowa. Otrzymujemy w ten sposób obraz człowieka wyrwanego z jego naturalnego środowiska, mistrz wydawał mi się dziwnie zagubiony w Warszawie. Przesiadywał w jednej knajpie i w żaden sposób nie asymilował się w z otoczeniem. Bardzo wyraźnie odstawał od całego otoczenia, stanowił element z innej układanki. Na pewno mistrz może istnieć bez Krakowa, ale tylko warunki krakowskie potrafią utrzymać tą delikatną egzystencję.

Po raz kolejny głównym tematem są uczucia. Ktoś zakochuje się w mistrzu, dopada go pewna stara sprawa. Oczywiście, ten wyłączony z życia człowiek nie zdaje sobie sprawy, z wszystkich wydarzeń. Zdaje się trwać niezmieniony, jakby świat płynął obok niego, jakby wszystko co go spotyka nie dotyczyło jego samego. Nawet jeżeli zostaje włączony w nurt wydarzeń, to daje mu się porwać. Celowo unikam stwierdzenia „bierny”, bardziej odpowiednie wydaje mi się „metafizycznie zamknięty”.

Do tego najbardziej pospolitego wymiaru rzeczywistości Świetlicki dodaje ogląd głębszy – bo silnie subiektywny. Stworzony z perspektywy obserwatora, człowieka, który z własnej woli rezygnuje z rzeczywistości. Ale nie rezygnuje z życia! Porzucenie swojego obrazu w świecie nie jest śmiercią. Mistrz został w ten sposób wprowadzony na poziom głębszy. Może obserwować nie będąc zamieszanym we wszystkie wydarzenia. To pozawala mu swobodnie snuć przemyślenia, dostrzegać w świecie głębię. A przede wszystkim stanowi całkowite wyzwolenie.

Nie dziwię się, że kryminał metafizyczny nie jest popularny. Ludzie dzisiaj oczekują prostej, mało skomplikowanej fabuły i schematycznych postaci. W jaki sposób mają sobie poradzić z mistrzem, który złamał wszystkie ograniczenia? W żaden.