Mijamy się…

Powoli zaczyna mnie nużyc ta opowieść… Snujesz ją za każdym razem, gdy się spotkamy. Zaczynasz jak zawsze od rzeczy codziennych, opowiadasz mi swój dzień. Ale później zaczynasz tak dziwnie i niepokojąca patrzeć i wtedy, wtedy zaczynasz opowiadać te swoje sny.
Od kilku tygodni nie słyszę nic innego. Nie mam pojęcia co tym razem zalęgło się w twojej chorej głowie. Wybacz, ale przestało mnie to interesować. Gdzieś za czwartym, albo piątym razem zwyczajnie mnie zanudziło! Bo ileż można słuchać o tym, że się miniecie. Na pewno się miniecie.

Jak ty to zaczynasz? Ach tak! Wyobraźmy sobie prostą sytuację – pociąg. W przedziale siedzą trzy osoby. Starsza pani od dłuższego czasu nie interesuje się współpasażerami. Najwyraźniej uznała ich za wystarczająco przyzwoitych, albo niegodnych jej złotych rad. Teraz spokojnie czyta gazetę. Nawet nie spoglądają na siebie. Tak bardzo są wpatrzeni w okno. Nic tylko uciekający krajobraz, drzewa, domy, mosty. Wszystkie takie niepewne, zawieszone w próżni codzienności. Powoli cały świat zwęża się do jednego małego przedziału, jeszcze chwila a te kilka metrów stanie się obrazem całej rzeczywistości. Wstała, nawet nie poprawiła letniej sukienki. Był to ruch nie tyle gwałtowny, co domagający się zauważenia. W sposób narzucający się wyszła z przedziału. Chciała, aby patrzył, aby widział jak ona wychodzi. O dziwo, zdobył się na ten jakże pełen patosu i desperacki gest: wybiegł za nią, aby jeszcze na chwilę uchwycić jej obraz. Tam nie było nikogo, w głuchej ciszy odbijał się rytmiczny stuk pociągu. Krajobraz przesuwał się przed oknem, pani starsza pogrążała się w popołudniowej drzemce. Wszystko teraz stało się tak bardzo codzienne i szare, i nawet słońce świeciło słabiej.

Przedstawiłeś mi różne wariacje tej opowieści. Czasem trzymałeś ją za rękę, rozstawaliście się z uśmiechem. Innym razem żegnałeś ją na stacji, tym przelotnym, zostającym w pamięci spojrzeniem. Jednak zawsze się mijaliście, a jeżeli nawet w snach wam nie po drodze, to co dopiero w rzeczywistości?
Gdy to piszę to dochodzę do wniosku, że też bym się bał. Że się z nią minę, a ona nawet nie zauważy tego przelotnego spojrzenia…