„Życie jest ordynarnie nieskomplikowane”

beletrystyka-dwI udało mi się przeczytać „Dwanaście” Świetlickiego. Powieść dziwną, specyficzną – skonstruowaną w bardzo charakterystyczny sposób. Pełną niedookreśleń, dziur które musi zapełnić czytelnik. A wszystko, cały świat kręci się wokół jeden postaci – Mistrza.

Dawno nie spotkałem tak świetnie wykreowanej postaci. Co możemy o nim powiedzieć? W zasadzie nic konkretnego. Wiemy, że „spuchł, utył i posiwiał”, był gwiazdą kina dziecięcego – i nic więcej. Nie posiada prawa jazdy, dowodu osobistego, telefonu. Ma tylko mieszkanie, kilka ulubionych krakowskich knajp i Sukę. Odbieramy go jako człowieka widmo, który jest dookreślany jedynie przez Kraków i relacje z innymi. To właśnie od postaci drugoplanowych (o ile tak można je nazwać) dowiadujemy się czegoś o mistrzu. Narrator ogranicza swoje opisy do absolutnego minimum. Nie zmienia to faktu, że jak na bohatera (samozwańczego detektywa) kryminału jest to postać nietypowa.

Po oderwaniu Mistrza od Krakowa, czy też wyrzucenia go poza krąg przyjaciół – nie pozostaje nic, tylko kilka sensów, które absolutnie niczego nie potwierdzają. Dlatego też cały świat wydaje się naciskać na Mistrza, jakby go przytłacza. Bohater bierze udział w wydarzeniach, które są mu narzucane przez sytuacje, w których się znalazł. Jest nieustanny więźniem kontekstu – zdaje sobie z niego sprawę i nie potrafi się do niego dostosować, ale też go przełamać. Właśnie dlatego daje się wplątać (wbrew jego woli) w kryminalną intrygę. I to co miało być wielkim powrotem Mistrza okazuje się tragiczną historią, która nie przynosi mu za dużo sławy.

Oto człowiek całkowicie nie przystosowany do życia w jakimkolwiek społeczeństwie. Nie potrafi wchodzić w relacje, ani ich utrzymywać. Wydaje się bardzo samotny, chociaż ciągle przebywa w otoczeniu innych ludzi. Jednak cały czas walczy, daje podświadomy opór rzeczywistości. Siła Mistrza nie polega na niesamowitym, lotnym umyśle (jak u Holmesa) czy też charakterystycznym cwaniactwie bohatera kina „noir” (jak u Bogharta) – cała tajemnica leży w najzwyklejszym przyzwyczajeniu się do życia. Pomimo upływu lat, pomimo wielu niepowodzeń nie możemy uznać go uznać za człowieka przegranego. Raczej kogoś, kto wybrał życie na uboczu, odnalazł się w nim i nie zamieni go na nic innego. Czy to od razu musi być tragedia? Nie. Czy można żyć jako człowiek widmo? W literaturze – jak najbardziej.

W „Dwanaście” nie znajdziemy ciężkich metafizycznych rozważań głównego bohatera. To raczej historia krzywdy wyrządzonej drugiemu człowiekowi, tragedii która kogoś dotknęła oraz zemsty, z której ciężko zrezygnować. A wszystko z perspektywy człowieka, którego nigdy byśmy nie zauważyli – Mistrza.