Barwy?

Od pewnego czasu słyszę tylko jeden przymiotnik dostawiany do wszelkich możliwych rzeczowników. Gdzie człowiek nie pójdzie tam szary dzień, szare życie, szara codzienność. A jak już się tego nasłuchasz to okazuje się, że nawet księżyc stracił coś ze swojego blasku.

Zauważyłem, że w jakiś sposób martwi mnie takie podejście. Z jednej strony jest to takie próżne oczekiwanie, że coś się zmieni, że nagle będzie kolorowo. Człowiek siedzi w oknie, patrzy na podwórze – a wokół wszystkie takie smutne i szary, takie bardzo znajomy, wszystko się już opatrzyło. Stąd ta wszechogarniająca szarzyzna – z przyzwyczajenia. Nic człowieka nie zaskakuje, wszystko wydaje się takie oczywiste, takie pozbawione barw. Tutaj problem stanowi nasz własny stosunek do świata. Bo kolor, barwa, piękno – to nie rodzi się na zewnątrz. Każdy z tych elementów powstaje w oczach patrzącego. W tym indywidualnym odbiciu świata, kwiatu, człowieka – piękno i kolor pojawiają się w naszych prywatnych spostrzeżeniach.

Kiedy jeszcze świat zostaje wyprany z kolorów? Druga sprawa to w pełni świadoma rezygnacja z dostrzegania barw. Stajemy się nieczuli na ich obecność, nie zauważamy ich a nawet ignorujemy. Pędzimy przez świat nie patrząc pod nogi. Bo co to za różnica, czy zdepczemy kwiat czy człowieka? I w tej pogoni zatracamy poczucie siebie, a przez to rzecz taka naturalną – zatracamy poczucie piękna otaczającego nas świata. Nie chcemy patrzeć wokół, nie chcemy patrzeć pod nogi, liczy się tylko cel. Kiedyś stanie się on tak samo szary jak nasze życie.

Bo aby dostrzec piękno świata musimy je najpierw znaleźć w sobie. Dopiero później z łatwością zauważamy je wszędzie, gdzie tylko spojrzymy. Niestety, taka zmiana wymaga czegoś co można nazwać z jednej strony poświęceniem, z innej ucieczką, a z jeszcze innej rezygnacją. Trzeba zwolnić tempo. Niech na trzydzieści szybkich uderzeń serca przypada jedno – głośne. Niech na trzydzieści płytkich oddech przypada jeden – głęboki. Niech na trzydzieści szybkich kroków przypada jeden – w którym zdążymy się rozejrzeć po całym świecie.

Nie pędź tak. W biegu można łatwo połamać sobie nogi. A i człowiek wydaje się wtedy taki słaby i niepewny własnych, szybkich, urwanych kroków.