„Jestem jako kwiat polny na twej mogile. Zdepcą mnie ludzie, matko!”

10398dTen cytat pochodzi z pięknej modernistycznej powieść jaką jest „Próchno” Wacława Berenta. Znajdziemy w niej nie tylko piękne, impresjonistyczne opisy miasta, czy też głębokie rozważania bohaterów – ta powieść to przede wszystkim opis tragedii jaka przydarzyła się niektórym ludziom. A mam na myśli artystów.

Samego Berenta możemy uznać za ofiarę sztuki. Bo jak inaczej nazwać człowieka, który zaciera wszelkie ślady mówiąc, że mają o nim mówić tylko jego dzieła? Są ludzie, którzy okrzykną go szaleńcem, nieleczonym schizofrenikiem ale w takim rozumieniu dostrzegamy tylko jedną płaszczyznę. Nie chcę się zajmować konkretnie Berenetem, interesuje mnie raczej pewien ogół, jakaś średnia. W oczy rzuca się następująca prawidłowość: człowiek zajmujący się sztuką najczęściej ma problemy psychiczne, a niektórym udało się wylądować w zakładzie zamkniętym.

Dzieje się tak ponieważ artystę cechuje szczególnego rodzaju wrażliwość. Istotne jest to, że przeżywają rzeczywistość inaczej. Świadomie rezygnuję, ze stwierdzenia „głębiej”. Wskazuje ono na nadwrażliwość, którą rozumiem jako obsesyjne doszukiwanie się głębi w rzeczywistości. Każde zdarzenie, każdy element świata urasta wtedy do rangi symbolu i automatycznie niesie ze sobą nowe znaczenia. Nie jest to stan zdrowy.

Pisanie, czy jakakolwiek inna twórczość, wynika właśnie z nagromadzenia przemyśleń, które powstają w wyniku refleksyjnego przeżywania świata. Rzeczywistość staje się bardzo subiektywna, bywa że jest wytworem umysłu artysty. I właśnie tutaj leży problem – twórca najczęściej dostosowuje rzeczywistość do własnych potrzeb. A takie zachowanie to najzwyklejsze pogwałcenie norm, które obowiązują w danej kulturze. Człowiek ma się dopasować – to nadrzędna idea każdego społeczeństwa. Wszelkie niezależne manifestacje są marginalizowanie i określane jako zachowania „nienormalne”. Jedyną alternatywą, aby żyć i nie udusić się w sobie jest wyrzucenie swoich uczuć. Ale niestety czasem to nie wystarcza. Człowiek łamie się w sobie, zapada w coraz większe szaleństwo. Ktoś kto poświęca się sztuce staje się jej ofiarą. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie czy warto.

Zresztą szaleństwo nie dotyka tylko pisarzy. Literatura notuje przynajmniej jeden przypadek czytelnika, któremu pomieszała się rzeczywistość z fikcją.