Jesteśmy zgubieni i zaplątani
w kablach od słuchawek i
ładowarek.
W najbardziej słoneczny dzień odbijamy
słońce w ekranie dotykowego telefonu
zamiast robić to w naszych
oczach.
Bliższe są nam zimne formy.
Materia, która uległa ludzkim dłoniom
i uformowała łatwy do trzymania
prostokątny kształt.
W pierwszy słoneczny dzień
na przystanku autobusowym
ludzie stoją zbici w małe grupki.
Wrzeszczą.
Niemiłosiernie.
Próbują przekrzyczeć autobusy,
iPady, iPody, empetrójki,
polifoniczne dzwonki.
Siebie?
Nic się nie zmienia. Przynajmniej
nie w tej chwili. Moment rozciąga się
w nieskończoność. Stukot (pierwszy!) obcasów
rozlega się dziesięciocentymetrową mocą.
Może gdyby, któraś z tych, teraz już
kilka centymetrów wyższych,
młodych dam przewróciła się to może
ktoś
by się ruszył?
Ale nic takiego się nie wydarza. Wszyscy dalej
stoją. Zamarli zapatrzeni we własne
byty, które teraz swobodnie
trzymają w dłoniach.
Naprawdę zamieniliśmy ciało
na krzem? – Nie wiem.
Ani taka odpowiedź,
ani takie pytanie -
nie pojawia się.
W oczekiwaniu na cud
jesteśmy tak wspaniale oszołomieni.
Nawet nie światem, nawet nie sobą.
Tylko tym wszechobecnym hałasem
swobodnie wędrujących danych.
A myśli?
Wysportowani chłopcy, którzy nie rozstają się
ze swoimi sportowymi torbami
i noszą w nich skarby, o których nam
nic nie wiadomo
dopijają napój energetyczny,
każdy swój,
a puste puszki wrzucają do kosza.
Brzdęk metalu uderzającego o szkło.
Na samym dnie, pod warstwami
śmieci, leży to czego od zawsze szukaliśmy.
Oto na nowo zdefiniowane
powiedzenie „na wyciągnięcie ręki”.
Odważnych wciąż brakuje.
Autobusy przejeżdżają , wysiadają
z nich ludzie. Odchodzą, czekają na kolejne.
Jednak jest tutaj pewien ruch
dostrzegalny wyćwiczonym biologicznym okiem.
Ta wymiana form, bytów i myśli
(w końcu każdy jest inny)
trwa cały dzień i
ułamek nocy.
Przycisz muzykę to usłyszysz swój własny głos.
Widziałeś co wrzuciłem na fejsa?
Tak lajknąłem ci to.
Ciekawe czym dzisiaj podzielisz się ze światem?
Zdjęciami z nowego HTC
(super telefon z Androidem).
Wygrzebaną muzyką na Wrzucie
(kupiłeś płytę? Po co? Trzeba było zapytać,
to znalazłbym ci to na torrencie
albo rapidzie).
A może lajkniesz jakąś głęboką myśl?
(„wstaję rano i jem śniadanie”.
Tak! Tak! Ja też!).
Wirtualność wymaga od nas
bardzo dużo energii.
Właśnie dlatego w realnym świecie
ostrożnie stawiamy kroki.
Jesteśmy przytłoczeni nadmiarem
cytatów, dźwięków, aforyzmów i
rozmów na GG. Nic dziwnego, że
ciężko nam się poruszać albo
po prostu stać.
Stąd biorą się wyścigi do
miejsc w autobusie. Każdy chce
usiąść i dać odpocząć kręgosłupowi
wykrzywionemu pod ciężarem wszystkich
przejrzanych stron internetowych.
Nie lubię, gdy słońce mnie oślepia,
gdy świeci mi prosto w twarz.
W autobusie, w którym pełno jest ludzi
nie widać kto rzuca cień, a kto nie.
Ci w słuchawkach są z nami tylko połowicznie.
Zresztą wszyscy jesteśmy tutaj tylko na chwilę.
Ale nie po wszystkich zostanie
ślad, mimo że o wiele łatwiej
można go odcisnąć w
wirtualnym świecie.
Ludzka dusza jest odporniejsza.
Chyba.
Na pewno słońce wciąż będzie
błyskać między drzewami,
wdzierać się do pokoi, budynków
mieszkań i oczu.
Pięknie rozświetli kwiat słonecznika.
Przeniknie głębiej niż blask monitora.
Jednak my uporczywie zasłaniamy oczy.
Tak jak robimy to w autobusie
żeby nie patrzeć na pasażerów.
Odwracamy głowę. Skupiamy się na
książce, telefonie, czymkolwiek.
Patrząc w okno za wszelką cenę
unikamy słońca. W trakcie podróży obserwujemy
świat, w tym pędzącym okamgnieniu.
To bez znaczenia kto wsiądzie
a kto wysiądzie.
I tak nie zdołasz poznać wszystkich.
Najłatwiej jest wysiąść na swoim przystanku,
który na pewno nie jest ostatnim.
Podróż przecież trwa dalej.
Ale już w niej nie uczestniczysz.
Pozostaje oddać się rozmowie.
Wymianie zdań między świadomościami.
Znowu spadnie śnieg. Znowu?
Tak. Znowu. Szkoda…
Nie martw się, przecież i tak
zauważysz go dopiero wtedy, gdy
kilka zimnych płatków roztopi się
na twoim
karku.
MARZEC 2011
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.