Miłość do Ojczyzny. Miłość do Człowieka.

Nie jest to kryminał. Ta książka to bardziej połączenie powieści sensacyjnej i szpiegowskiej. Jednocześnie ma w sobie coś bardzo uroczego, wyczułem w niej dziwną lekkość. Jest to bardzo dziwne, gdyż Nasz w człowiek w Hawanie obfituje w wydarzenia, którym bez problemu można przypiąć etykietkę z napisem „to jest czarny humor”. Graham Grenne postawił na połączenie kilku konwencji, które wzajemnie się uzupełniają.

Głowy bohater jest sprzedawcą odkurzaczy. To bardzo niecodzienna profesja dla postaci występującej w powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Pieniędzy ma coraz mniej, a potrzeby jego córki nieustannie wzrastają. Pewnego dnia zgłasza się do niego brytyjski szpieg, który chce go zwerbować. Wormold w końcu zgadza się rozpocząć współpracę z wywiadem. I w tym momemencie cała historia zaczyna się komplikować.

Szpiegowanie w wykonaniu głównego bohatera to zwykła fikcja. Wymyśla raporty, agentów, oraz zagrożenie. Co najdziwniejsze – dowództwo wierzy we wszystkie jego relacje. Graham Greene pokazał jak fikcja, stworzona przez jednego człowieka, zaczyna rozwijać się w umysłach innych. Przez to żyje własnym życiem i nie sposób jej kontrolować. Powoli staje się prawdą, która wymaga kolejnych potwierdzeń. Autor udowodnił, że fikcja, która wymknie się spod kontroli staje się bardzo niebezpieczna. Nie można przewidzieć w co uwierzą ludzie i w jaki sposób zareagują. Dlatego człowiek musi być odpowiedzialny za własne słowa. Najpierw przez pozostałymi ludźmi, a później przed światem. Wplątanie we własne fikcje prawdziwych osób może być dla nich prawdziwym zagrożeniem. A w taki bezmyślny sposób postąpił główny bohater.

Jednak sytuacji, w których komuś coś zagraża jest niewiele. Fabuła jest częściej śmieszna niż straszna. Gramah Greene balansuje na linie składającej się z zagrożenia i śmiechu. Dlatego też jego książką utrzymuje czytelnika w ciągłym zainteresowaniu. Ciekawy wydaje się fakt, że brytyjski wywiad wierzy we wszsytkie wymyślone historie i przysyła swojemu nieustraszonemu agentowi wsparcie. Wtedy cała zabawa zaczyna być coraz bardziej ryzykowana.

Graham Greene na w każdym zdaniu i wydarzeniu udowadnia, że po mistrzowsku posługuje się czarnym humorem. Przypomina, że nie każdy szpieg jest jak James Bond – wyposażony w najnowsze zdobycze techniki i otoczony najseksowniejszymi kobietami na świecie. Nasz człowiek w Hawanie to kpina z działań wywiadu i wyraźny prztyczek w nos brytyjskiego imperializmu.

Dlaczego główny bohater podejmuje się tak ryzykownej pracy? Odpowiedź może zaskoczyć wielu: robi to z miłości. Ale z miłości do ojczyzny czy też innej równie ważnej sprawy, tylko z miłości do swojej córki, a później do przysłanej przez brytyjski wywiad sekretarki. Okazuje się, że głównym tematem książki są dwa typy miłości: ta do ojczyzny i ta do człowieka.

Państwo, ziemia, ojczyzna zostały przedstawione jako bardzo abstrakcyjne pojęcia. Tak samo są postrzegane wszystkie polityczne relacje łączące te trzy elementy. W tej książce konkretny jest człowiek. To wobec drugiej osoby odpowiadamy za swoje czyny i za swoje słowa. Zostaje tutaj całkowicie zanegowana zasada postępowania „w imię większego dobra”. Najwspanialszym uczuciem jest wzajemna troska dwojga ludzi. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to bardzo sentymentalnie jednak autor ten wątek ubrał w sensacyjne szaty. Dlatego nie uderza on w czytelnika, nie wyczuwamy go jako dominującego smaku w książce. Pozostaje po nim tylko specyficzne wrażenie. Oto opowieść o miłości, całkowicie bezinteresownej i, co ciekawe, warto dla niej oszukać całe państwo.

W świecie, w którym co krok potykamy się o rozbuchany erotyzm książki mówiące o, być może naiwnej, miłości w jakiś sposób są potrzebne. Przypominają nam o uczuciach, które są ważniejsze niż niejeden polityczny interes.

// Graham Greene “Nasz człowiek w Hawanie”. Wydawnictwo Sonia Draga, 2010.

Płomień pożądania

Film Ostatnie tango w Paryżu wzbudził bardzo dużo kontrowersji. Publiczność zelektryzowała jedna bardzo śmiała scena i kontrowersyjny temat. Do dzisiaj, ci którzy mieli okazję obejrzeć ten ruchomy obraz, są odrobinę przerażeni sposobem w jaki reżyser przedstawił głównych bohaterów i to, co między nimi się stało. A jaka jest książka?

Najpierw atakuje czytelnika niesamowitą plastycznością wyobrażeń. Opis jest na tyle sugestywny, że z łatwością wyobrażamy sobie miasto, a później ciemne i tajemnicze mieszkanie. Dosłownie dotykamy każdego miejsca. I nie czujemy się znudzeni. Wprost przeciwnie – doskonale wyważona narracja całkowicie wciąga w świat przedstawiony. Zaczynamy z pasją śledzić losy głównych bohaterów, a są one bardzo skomplikowane.

Akcja koncentruje się na dwóch postaciach.  Obserwujemy relacje starszego mężczyzny, Paula, oraz młodej kobiety, Jeanne. Oboje mają własne historie i własne życie, jednak wpadają na siebie w pustym mieszkaniu. Od razu oddają się pożądaniu. I to, co miało zostać przypadkiem staje się rutyną. Aż do samego groteskowego i tragicznego końca.

Nie jest to bulwersująca opowieść o gwałcie albo o spalającej miłości. Ostatnie tango w Paryżu porusza problem pożądania, tej dziwnej siły, która popycha ku sobie dwójkę zupełnie sobie obcych ludzi. Zwraca uwagę na ciemną stronę erotyzmu i pokazuje jak bardzo mogą pogmatwać się relacje między kobietą i mężczyzną. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy Jeanne staje się ofiarą Paula. Sama wraca do mieszkania, próbuje się z nim spotkać i z własnej woli uprawia z nim seks w opuszczonym mieszkaniu. On jest dla niej oschły i brutalny. Nie mówi o sobie, na pewno ta tajemniczość ją pociąga. Początek ich “związku” to niezdrowa fascynacja.

Paul pociąga Jeanne swoją zwierzęcością. Nie brakuje w nim agresji i chęci dominacji, która objawia się nieustannym wyładowywaniem się na ciele Jeanne. Najlepszym przykładem jest moment, w którym zmusza ją od seksu analnego z użyciem masła. Autor postawił na mocny i niezwykle sugestywny opis, która z łatwością wstrząśnie wrażliwym czytelnikiem. Dzięki temu w książce pojawia się dowód na to jakie granice pokonali bohaterowie. I zastanawiamy się jakie jeszcze przekroczą. Elementy tego typu wskazują na to, że mamy do czynienia z relacją kat – ofiara, ale nie możemy wykluczyć połączenia mistrz – uczennica.

Jeanne zaczyna coraz bardziej wciągać przekraczanie granic. Jej pożądanie oparte jest na ciekawości do czego będą jeszcze zdolni, czego nowego nauczy ją Paul. Interesuje ją ciemna strona erotyzmu. Ta, która jest przesycona czystą siłą skierowaną na cudze ciało. Właśnie stąd bierze się zaangażowanie Jeanne w ten dziwny związek, dlatego ona wchodzi w te relacje i pozwala nad sobą dominować. Cała nauka koncentruje się na jednym punkcie: na całkowitym zatraceniu siebie. Pożądanie ukazane jest jako energia niszcząca, wchłaniająca jednostki i skazująca je na całkowite zniszczenie. Nawet pamięć zostaje rozerwana. W atmosferze tajemnicy i wzajemnej niewiedzy nie rozmawia się o przeszłości. Istotne stają się tylko kolejne próby.

Ukazanie erotyzmu jako gwałtownej i trudnej do opanowanie siły jest zrobione w bardzo wysublimowany sposób. W książce nie ma żadnej wstrętnej pornografii. Ostatnie tango w Paryżu przypomina groteskowy koszmar, z którego budzimy się po przeczytaniu książki. Przypomina nam o tym, że ludzie są wielowymiarowi, nie można jednoznacznie powiedzieć, czy ktoś jest dobry czy zły, a niektórzy z nas mają tendencje samodestrukcyjne. Wtedy znajdzie się ktoś, kto pokieruje ogniem pożądania w taki sposób, aby on spopielił ofiarę.  Ostatnie tango w Paryżu  to niezwykle interesująca książka, która odsłania mroczną stronę człowieka.

// Robert Alley “Ostatnie tango w Paryżu”. Wydawnictwo INTEREWERS, 2010.

“Nie ma na świecie rzeczy bardziej przerażającej niż pusta butelka”

Malcolm Lowry "Pod wulkanem"Alkoholik pisze przez jedenaście lat powieść. Jest zagubiony i stopniowo się stacza. Proponuje kilka wersji, boi się że zostanie posądzony o plagiat. Nie jest pewny zakończenia, cały czas się waha. W jego książce oprócz delirycznych wizji pojawiają się motywy bardzo sentymentalne. Kiedy ją opublikuje okaże się, że jest to jedyna w pełni zakończona pozycja. Zostanie uznana za arcydzieło i wprowadzona do kanonu literatury XX wieku. Czy taka sytuacja jest w możliwa? Tak, życie jest pełne niespodzianek. Taką książką jest “Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego.

Powieść została oparta na dwóch tematach: alkoholu i miłości. Pierwszy prowadzi do delirycznych, miejscami groteskowych wizji. Są one udziałem głównego bohatera, Konsula, który stanowi alter ego autora. W  tym przypadku mamy do czynienia z bardzo charakterystyczną narracją. Jest porwana, miejscami niespójna, autorowi zdarza się unikać znaków interpunkcyjnych. Są to szalone strumienie świadomości, pełne zaburzeń czasu oraz halucynacji. Czytelnik, na równi z bohaterem, ma problem z odróżnieniem delirycznej wizji od rzeczywistości. Malcom Lowry znał świadomość alkoholika, ponieważ sam nim był. Na przykładzie Konsula pokazał upadek człowieka, który dostał się w szpony nałogu. W postaci wyczuwa się rezygnację. Konsul na tyle zżył się ze swoimi głosami, że nie potrafi bez nich funkcjonować. Czeka na ich podpowiedzi, szuka u nich pomocy. Dla tej postaci stan delirium jest ciągły. Dawno już pomieszał się z rzeczywistością.

Tutaj miłość nikogo nie uratuje. Wprost przeciwnie staje się przyczyną i katalizatorem upadku. Jednak spaja wszystkich bohaterów, zarówno Hugh jak i Konsula. Uosobieniem miłości staje Yvonne, żona głównego bohatera. Jej wyobrażenia pełne są sentymentalizmu oraz zwykłej ckliwości. W marzeniach buduje sobie świat bezpieczny i ciepły. Nie są to deliryczne wizje ale najzwyklejsze pragnienia kobiety, która chce być szczęśliwa u boku ukochanego. Jednak w powieści Lowry’ego nie jest to takie proste. Miłość traci swoją wyzwalającą siłę. W “Pod wulkanem” staje się katalizatorem upadku i śmierci bohaterów. Yvonne ginie pod kopytami konia, a Konsul od kuli. Miłość zwraca się przeciwko bohaterom, stopniowo ich rozbija. Co ciekawe emocje mają bardzo melodramatyczny wydźwięk. Widać to szczególnie w listach Yvonne, pełnych emocjonalnych uniesień rodem z tandetnych romansów.

Delirium i melodramat – takie nietypowe zestawienie tworzy dziwny, ciężki klimat powieści. Tło dla akcji stanowi duszny, miejscami groteskowy (walki byków) Meksyk. Bohaterowie trafiają do różnych, mniej lub bardziej podejrzanych knajp i tam spotykają specyficznych ludzi. Ale świat przedstawiony wydaje się być zbudowany z materii podobnej do halucynacji Konsula. Miejscami wydaje się rzeczywisty innym razem ciąży w kierunku fikcji. Takie wahania powoduje specyficzna metaforyka oraz symbole wykorzystywane przez narratora. Opisy są długie, oparte na przedmiotach rzeczywistych jednak nadanie im symbolicznego znaczenia zaczyna je rozmywać. Lowry sugeruje nam, że taki jest świat alkoholika: realny ale tylko do pierwszego kieliszka. Później zaczyna się stopniowo rozcieńczać.

“Pod wulkanem” nie jest lekka i przyjemną książką. Z uwagi na częste retrospekcje (opowieść Hugh), zmiany planu narracyjnego (wizje/marzenia – rzeczywistość) wymaga trwałego skupienia uwagi. Sama konstrukcja powieści jest bardzo specyficzna. Każdy rozdział to sposób patrzenia innej postaci. Dostajemy elementy, z których sami musimy sobie złożyć całość. Narrator nam w tym nie pomoże. On też odpływa w deliryczne stany i nie możemy jednoznacznie stwierdzić co jest prawdą, a co kłamstwem. “Pod wulkanem” to dzieło charakterystyczne, zapadające w pamięć. O prymat walczą w nim fikcja i rzeczywistość, oczywiście nie tylko ta literacka.