Styczeń – kilka zdań podsumowania

Okoliczności przyrody: Nagły atak mrozu. Las zimą ma w sobie coś zjawiskowego.

Temperatury: Słoneczne, ale chłodne dni. Mroźne, ale gwiaździste nocne niebo. Wyż z Rosji.

Ludzie, o których się potknąłem: Oddający się kontemplacji własnej egzystencji wytrąconej z delikatnej równowagi ukonstytuowanej na własnej arogancji.

Idee i wierzenia: Problem z kapitalizmem. Papier i metal odebrał wartość światu, która trafiła na lokatę bezterminową z niemożliwością wcześniejszej wypłaty. Tracą się odsetki.

Czas: Poprzetykany myślami, nie zawsze związanymi z tym, nad czym trzeba się zastanowić.

Kultura materialna: Jeszcze więcej elektroniki i małe przemeblowanie.

Przejścia z transportem: Autobusy jeżdżą według rozkładu obowiązującego w zimę, czyli „jak przyjedzie to wsiądziesz, człowieku”.

Anomalie: Słowa, których nikt nie słucha rozchodzą się na ulicach. Ludzie krzyczą, ale w cyberprzestrzeni nie ma wystarczająco mocnego echa.

Wyjście (II)

Miał zegarek, który dostał pierwszego dnia pracy. Zawsze wskazywał dobrą godzinę i dzięki temu nigdy nigdzie się nie spóźnił. Na stole leżał kubek, każdego dnia pił w nim herbatę. Kupił go w sklepie obok. Pusta ramka na zdjęcie, wciąż czekała na odpowiednie wspomnienie. Stare, zepsute radio, którego nie udało mu się naprawić. Obok leżał terminarz oprawiony w skórę, zapisywał w nim wszystkie ważne spotkania, ale żadnych wspomnień. To tylko kilka przedmiotów, które przykuły jego uwagę. Pozostałe trwały jako stały element dekoracji. Żadnego z powyższych nie zabrał ze sobą. Wyciągnął tylko małe pudełeczko z górnej szuflady, to samo, z którym tutaj przyszedł. Roześmiał się na widok torby rzuconej na łóżko.

Po wyjściu z mieszkania szedł cały czas przed siebie. Uśmiechał się do mijanych osób, nie próbował z nimi rozmawiać, po prostu odchodził nie żegnając się z nikim. Nie zależało mu na tym, aby ktokolwiek próbował go zatrzymać, zresztą przechodnie byli zbyt zaabsorbowani swoimi sprawami. Nie zwracali na niego najmniejszej uwagi.

Dotarł na skraj miasta i po raz pierwszy zawahał się. Zatrzymała go dziwna chęć pozostania właśnie w tym miejscu. Widział ulice, przy których wbite w ziemię trwały domy. Słuchał gasnącego hałasu miasta. Zamykał on każdy dzień, był podobny do pieśni dziękczynnej. Uśmiechnął się do rozświetlonych okien i w końcu pomachał wszystkim sprawom i mieszkańcom miasta.

Dotarło do niego, że urzędnik z wieży miał rację – nie da się tak po prostu odejść. Nie da się. Zawsze wyrwie się jakiś gest pożegnania.

Wyjście (I)

- Proszę pana, przecież życia nie da się tak po prostu podsumować.

Reakcja urzędnika z wieży zupełnie go zaskoczyła.

- Ale ja nie chcę żadnych podsumowań. Nie zależy mi na nich. Chcę po prostu odejść.

 Urzędnik wziął głęboki oddech i zaczął bawić się długopisem.

- Proszę pana, nie da się tak po prostu odejść. Trzeba coś napisać, jakieś pismo… Musi zostać jakiś ślad… Coś, co pozwoli panu zakończyć, postawić kropkę…

- Zakończyć? Co zakończyć?

- Noooo – urzędnik zawiesił się na samogłosce – Noooo… Coś… – wyrzucił z siebie i dodał do tego jednego słowa rozbrajający uśmiech.

Tamtego dnia nie opuścił miasta. Wrócił do swojej słusznej i potrzebnej pracy. Nie mógł się na niczym skupić. Tę wieżę widać było wszędzie, wydawało mu się, że dostrzega ją z absolutnie każdego okna. Wisiała na nim jak groźba, jak nieuchronna kara. Po ośmiu pustych godzinach, spędzonych na przeglądaniu kolejnych podań wrócił do mieszkania. W drodze ignorował pijaków, młodzieńców i dzieci. Nic go nie obchodził idealnie ułożony bruk, krawężniki były mu zupełnie obce i nie podrywały do skoku. Myślał tylko o chwili powrotu do mieszkania, o zatrzaśnięciu za sobą drzwi i wymazaniu tego dnia z pamięci.

Nie udało się. Wspomnienie powróciło dokładnie po trzech dobach.

Wiedział, że wszystko musi być takie samo jak zawsze. Spełniał polecenia swojego szefa i zajmował się niezwykle ważnymi sprawami – wertował dokumenty i stawiał na nich stemple, zawsze w wyznaczonych miejscach. Dbał o to, aby z jego twarzy nie znikał wyraz spełnienia. Po ośmiu godzina wstał i zaczął wychodzić, postępował tak samo jak każdego dnia. Zostawił rozrzucone na biurku kartki i zapisał kila ważnych spraw na dzień następny oraz przełożył jedno spotkanie. Normalnie wyszedł z pracy. Tak jak wszyscy miał plany na jutro, zachował ciągłość czynności.

Do mieszkania szedł spokojnie. Kłaniał się znajomym i uśmiechał do nieznajomych – zawsze trzeba być życzliwym, aby nikt nie pomyślał, że się żegna. Zagadywany odpowiadał:

- Porozmawiamy innym razem, kiedy będziemy mieli więcej czasu – zawsze mówił to z  niewymuszonym uśmiechem.

Miał plany, więc nie wzbudził w nikim podejrzeń.

Gdy tylko przekroczył próg mieszkania od razu zamknął drzwi na klucz. Nie przebrał się. Wyjął z szafy torbę i zamarł. Dotarło do niego jak wiele rzeczy zgromadził mieszkając w mieście przez kilka miesięcy.

Grudzień – kilka zdań podsumowania

Okoliczności przyrody: Pseudozima. Okresowe i lokalne opady śniegu. Największe zamiecie zdarzają się, gdy człowiek stoi na drabinie.

Temperatury: Zimne aluminium w mroźny dzień potrafi spowodować poważny spadek temperatury dłoni.

Ludzie, o których się potknąłem: Ze względu na padający deszcz i kiepską aurę rzadko wychodzę z domu. Zaowocowało to spadkiem przypadkowych i zbędnych spotkań ze zwykłymi przechodniami.

Idee i wierzenia: Na pierwszym miejscu choinka i karp. Pierwsze do ubierania, a drugie do jedzenia. Gdyby ktoś nie wiedział.

Czas: Najlepszy na podejmowanie noworocznych postanowień i zrobienie podsumowania przeszłego roku. Ze szczególnym uwzględnieniem tych rzeczy, których nie udało się osiągnąć.

Kultura materialna: Pełno bombek, choinek, świecących stroików i szkła na stole. Później pojawiły się fajerwerki, a wraz z nimi przestraszone zwierzęta.

Przejścia z transportem: Najlepsza pora na odbiór samochodu: godzina 1 w nocy. Najlepsze warunki na jazdę z przyczepą: zamieć.

Anomalie: Brak. Niepokojące, prawda?

Listopad – kilka zdań podsumowania

Okoliczności przyrody: Słonecznie i bezchmurnie. Oczy lśnią złotym blaskiem odchodzącej jesieni.

Temperatury: Zimno, coraz zimniej. W płucach osadza się biały szron chłodu.

Ludzie, o których się potknąłem: Ci, którzy mówią za dużo i tylko udają, że się nie wtrącają. W tym miesiącu padło wiele, całkowicie pozbawionych wartości, słów.

Idee i wierzenia: Teraz wszyscy wierzą w Kryzys. To niespokojny bóg i nie wiadomo, co ze sobą przyniesie. Na pewno będzie zmianą. Czegoś i kogoś.

Czas: Mimo narastającego chłodu cały czas płynie.

Kultura materialna: Dużo papieru i płyt. Ale nie chodnikowych, tylko takich do komputera. Wirtualna rzeczywistość okazała się bardzo pociągająca.

Przejścia z transportem: Poprzestawiane autobusy. Rozkład to tylko niezobowiązujące wytyczne, do których nie wszyscy się stosują.

Anomalie: Brak deszczu uniemożliwia wrażliwym jednostkom przejście w stan melancholii. Cierpią z innych, mnie nieznanych, powodów.